Wyszło tak, że przez wiele lat mieszkałam w jednym pokoju z moim młodszym bratem. W wieku nastoletnim było trudne, ale były też momenty, kiedy było to fajne. Mieliśmy np. taką zabawę w słowa. Rodzice gasili światło, a my wymyślaliśmy związki między dwoma różnymi i zupełnie wydawało by się ze sobą nie połączonymi słowami.
Np. ja mówiłam: parówka i kominiarz, a Marcin odpowiadał: kominiarz zjadł na śniadanie parówkę, i rzucał mi wyzwanie: ul i koparka. I ja musiałam odpowiedzieć coś w stylu: Koparka wyrównała ziemię pod ule. Albo: W opuszczonej koparce pszczoły zrobiły sobie ul.

Trafiłam na wakacjach na story cubes. Poleciła mi je ta moja pozytywna kuzynka, która jest również nauczycielką angielskiego. Zabawka jest używana głównie przez anglistów, ale stwarza tak duże możliwości, że można się nią bawić również w języku polskim. Zestaw podstawowy to 9 kostek, które rzucasz i układasz historię.
Przykład: Na jednym masz parasolkę, na drugim samolot, a na trzecim palmę. Możesz więc opowiedzieć, jak jak w jednym mieście padało, a znudzona rodzina wsiadła do samolotu i poleciała na tropikalną wyspę. Itd, itd. Potem może rzucać kolejna osoba i układać cd…. Nie wiem czy u nas to zagra, ale idea mi się podoba i wydaje mi się, że może z tego wyjść fajna samochodowa gra. Są kostki dodatkowe (extra zestawy) związane z podróżami, prehistorią, baśniami albo czynnościami i jeśli się przyjmie może będziemy je dokupować. Btw. kostki można też zrobić, albo zastąpić dziecięcymi drewnianymi klockami z symbolami-> tutoriali w necie nie brakuje.
Kostki to był tegoroczny prezent zabawkowy dla Łucji na urodziny. Nie dotarł na czas, listonosz dopiero wrócił z ponad dwutygodniowego urlopu 🙂 , ale ponieważ już mam, to zapakowałam i czeka razem ze śliwkami i bukietem z żelków od babci (o tym też panna marzyła!) na dzieciaki.

