Nie zwykłem wyjadać ludziom przysmaki

– jeden kolega mojego bro tak mawiał 🙂

Źle się gotuje dla samego siebie. Brak tego podziwu i cmokania to mocne demotywatory. Tym niemniej jednak warto się sprężyć, bo to jedyna okazja by nikt nie wyjadał nam przysmaków 😉 Jadałam od kilku dni sałatki (w dzień, a na kolację konkreta) i miałam problem z sałatą. Sklepowe są jednak do bani. Dziś rano więc po spacerze z psem pojechałam na rynek. Ależ to był super pomysł! Jest tyle odmian gruszek i śliwek! Kupiłam sobie też wielki słonecznik i pyszną cebulę. Pomidory są już w cenie kwalifikującej na suszenie, ale przekładam to zdecydowanie na jesień 🙂

<><>

Dziś ostatnie zajęcia z salsy. Zawsze powątpiewałam w skuteczność intensywnych kursów, ale to rzeczywiście działa. Być może to jest takie zapamiętywanie jak na sesję, że jak nie będę przetwarzać, to wszystko wyleci, ale taniec z gwiazdami i opanowanie JEDNEGO układu w tydzień jest zdecydowanie do zrobienia. Wczoraj nie było jednej instruktorki i razem z nami miały dziewczyny, które uczą się od trzech miesięcy i były SŁABSZE. To tłuczenie w kółko, to te że te kroki nam się w nocy śnią jest niebywale skuteczne.

Chciałam Wam wkleić jeden super kawałek, który tańczymy, ale nie jestem w stanie go znaleźć, więc fota z dzisiejszej wycieczki.