Tego lata dziadek wprowadził dzieciakom mrożoną neste. I okej, dziadki są od takich właśnie nieprzemyślanych szaleństw 😉 lecz towarzystwo mrożoną herbatę pokochało. Ale ponieważ walka z chemią to misja każdej matki eksperymentuję z domowymi mrożonymi herbatami.
Z całą pewnością najlepsza baza to aromatyzowane herbaciane piramidki. Dorzucam też trawę cytrynową, której i świeżej i suszonej mam sporo, oraz plastry nektarynek. Cienkie plastry cytryny lecą na koniec, żeby nie zrobiło się gorzkie. Wtedy też minimalnie dosładzam i dorzucam lód. Teraz przegryza mi się wersja z plastrami jabłek i sokiem z limonki 😉 Eksperymenty będą kontynuowane…
<><>
Dostałam wczoraj piękne zdjęcia z nad morza 🙂 Dzieci morze kochają. Łachy piasku i fale wywołały euforię. Lilka skakała po wykopanych dołach, Łucja uciekała przed falami, a Mieszko postanowił przekopać łopatą całe wybrzeże. Łucja podobno ZJADŁA rybę. Lilka też. Niesamowite! Łucja powiedziała, że nie czuła smaku, bo zagryzała frytkami. A Lila nie jadła frytek odkąd w przedszkolu w paluszkach rybnych była OŚĆ :)) Mieszko namówić się nie dał, ale może dziś się uda?



