Istnieje ryzyko, że się nauczę!

Tańczyć salsę! 🙂

Dziś zaczynam kolejny poziom i nawet-nawet mi wychodzi. Zdecydowanie jestem w słabszej części grupy, ale i ja łapię 😉 I fajnie jest. Jeżdżę do dużej szkoły salsy, gdzie jest osiem przeszklonych sal z wielkimi lustrami. W jednej sali salsy uczą się tańczyć pary, w innej kobiety uczą się salsa-aranżacji (wiecie, ten moment, gdy parner wywija na parkiecie, a Wy nie powinnyście stać bezczynnie), w jeszcze innej tulą się pary uczące się kizomby, mamby czy bachaty. Jest przebieralnia -damska i męska… Nie wiem co się dzieje w męskiej, ale w damskiej wyłącznie się zmienia buty. Na takie na obcasach, bo salsę tańczy się na obcasach. Obcasy to nie zwykłe obcasy, tylko specjalne buty do tańca. Obcas jest 3 lub 5-cio cm, buty są z materiału, stopę trzymają dobrze, lecz w żaden sposób nie cisną. Ponadto na obcas zakłada się taką gumową nakładkę by nie zużywały się za szybko. Ja, wraz jeszcze z kilkoma dziewczynami tańczymy na bosaka 😉  

Moja instruktorka jest niesamowita 🙂 Patrzenie na nią to czysta przyjemność 😉 Tańczy od piątego roku życia i porusza się wyłącznie na obcasach (ma, podobnie jak wielu tancerzy, skrócone ścięgna, więc na płaskim nie chodzi w ogóle). Ma szczupłe nogi i uwaga: wielką pupę 🙂 Skład naszej (30-osobowej?) grupy to studentki, kilka mamusiek i kilka dziewczyn co widać tańczą dłużej, ale chciały poprawić układ. Uczymy się „izolować poszczególne części ciała”, układu i stylizacji 🙂 Atmosfera jest super, no i jak skończę ten drugi poziom to już mogę jechać na Kubę :))

<><>

Pojechali. Rano. I misternie zapakowani. Kunszt pakowniczy Diabla jest niezwykły. Nasz (mój) chaos wysypującyh się siatek i toreb, po których na zakrętach tańczy Sziwa nie miał tym razem miejsca. Wszystko jest w odpowiednich i zamkniętych torbach, ułożone na sztywno z jakimś przemyślanym systemem.

Dzieciaki mają na drogę kolorowanki i niewykorzystane karty plastyczne z Tropicieli, które mają zrobić i wywalić. Pies oczywiście został ze mną. Nie wiem jak ona to zniesie bo suka coraz gorzej znosi rozstania. Teraz jak przez tydzień towarzystwo było u dziadków to ona w nocy chodziło do ich łóżek i piszczała. Niania. Psia niania.

Plany z ubiegłego tygodnia wykonałam, więc muszę sobie zbudować nową listę:

  • Zapisać dziewczyny na nowy semestr na basen
  • Kontynuować salsę
  • Podjechać do budowlanego po płócienne worki
  • Kilka meili co nade mną wisi wysmarować
  • Domówić pozostałe podręczniki (religia i angielski)

(będę ją jeszcze rozbudowywać)