Dostałam od sąsiadki grafik opieki nad kotem 🙂 Sąsiadka (po rozwodzie z mężem) odkryła w sobie duszę podróżnika i od jakichś pięciu lat każdą złotówkę ze swojej nauczycielskiej pensji przeznacza na podróże. Jeździ daleko i na dłużej. Tym razem do Teheranu i trzytygodniowy okres jej nieobecności podzieliła między sąsiadów. To bardzo pozytywna akcja takiej zmasowanej ludzkiej pomocy, choć nie wiem czy wszyscy mają wystarczający koci entuzjazm 🙂 Ja mam, z Korkiem Koreckim dogadujemy się dobrze i zwiększył on moją pewność, że kota mieć trzeba.
Wkleję Wam foty ze spotkania dzieciaków z jednym rudzielcem. Kidsy trochę boją się tej kociej eteryczności i z dużymi obawami biorą kotki na ręce, ale przełamują się 🙂 Jak widać pies kotów się boi i na wszelki wypadek nie zwraca na nie uwagi.



Kotek rudy z kotkiem białym (na bluzce 😉


Za chwilę jadę do dzieciaków. Jutro robimy pierwszą turę urodzin Łucji. Inaczej, bo u dziadków i bez taty. Mam nadzieję, że jest to chwilowe, bo ani dzieciaki nie są zadowolone, ani tak naprawdę ja. Ale mam problem z odłączeniem się od Diabla, on czasem wpada taki rozkoszny, skosi mi trawę, odkurzy w aucie i po prostu jest za blisko. Więc cały czas czuję potrzebę większego zdystansowania się od tego co było. [właściwie od półtora roku cały czas mam takie audiotele] Jak już złapię ten zen to wtedy do przyjęć w ogródku, i do poprzedniej formuły wrócimy, ale na razie imprez urodzinowych będzie kilka etapów.
Pierwszy jutro, drugi w przyszłym tygodniu, gdy dzieciaki pojadą na wakacje z tatą, a trzeci we wrześniu dla koleżanek z klasy.
