Gnaliśmy z tego Drawskiego by zdążyć na kolejną imprezę… No dobra, nie gnaliśmy bo nie pozwalała na to ergonomika auta obwieszonego z tyłu rowerami… A więc rozpędzaliśmy się w porywach do90… Ale w końcu dojechaliśmy i zdążyliśmy.
A gdzie? Na ślub pani Kasi, czyli wychowawczyni Liliany! 🙂
Laurkę zrobiliśmy jeszcze przy okazji robienia wianka, więc czekała na nas gotowa. Wierszyk w środku ułożyła Lilka, a te dwa skręcone kółka to symbol obrączek (przy okazji wyszło,że wogóle nie mamy ślubnych scrapek). Dopompowaliśmy do zestawu wielki balon. A właściwie dwa na wypadek gdyby jeden po drodze do kościoła pękł. Przydały się zresztą oba, bo Lila spotkała koleżankę z klasy na tym ślubie i jeden daliśmy jej, by też miała taką mega-kulę na prezent. Nie było łatwo je przewieźć, bo jeden zajął CAŁY bagażnik, a drugi jechał obok mnie jako PASAŻER i całkowicie zasłaniał lusterko :)[jechałam wyłącznie prawym pasem ;)]
Ślub był fajny. Nie wiem czy to teraz standard, czy to tylko tu tak było, ale gdy Młodzi powiedzieli sobie „TAK” wszyscy zaczęli klaskać. I to było takie spontanicznie radosne. Zresztą co tu kryć śluby lubię, a dziewczyny je uwielbiają. Lilka klaskała najgłośniej 🙂




Widzicie jaki pan Młody zachwycony niebieskim balonem? :))


Btw. przed nami w kolejce do składania życzeń była ciocia panny Młodej i opowiadała jaki piękny album ze zdjęciami uczniów dostała „Kasia” na koniec roku. MY robiliśmy! 😀
