Podobno 60% rodziców czuje stres przed 1-szym września

Rzutem na taśmę udało mi się dziś zrobić maluchom badanie słuchu. Badanie miało się odbyć w maju, ale w placówce gdzie byliśmy zapisani zepsuł się audiometr. Wiedząc, że terminy zawsze są dość odległe zadzwoniłam tydzień temu z nadzieją, że może już działa i uda mi się je zapisać gdzieś na październik. A tu usłyszałam, że akurat na 31-go sierpnia jest wolna podwójna wizytę. „LECZ na 7:30”. To doskonały termin! – wykrzyknęłam i dziś rano, zostawiając śpiącą Łucję w domu pojechaliśmy.

I okej. Lilkę, bo to o nią głównie chodziło, czeka jeszcze jedno badanie za tydzień. Jej błona bębenkowa ma zrosty, bo była trzy lata temu przecinana, ale słuch ma dobry. Babka powiedziała, że ma słuch taki jak człowiek dorosły. Dzieci mają lepszy niż my, ale stan jest w granicach normy. Mieszko, który ciągle zadaje, chociaż już mniej, pytanie CO? ma słuch doskonały, więc to dopytywanie to taka uroda.

<>

Dzień zaczęliśmy wcześnie, więc zrobiłam jeszcze zdjęcie z projektu: Foto projekt rok po roku, czyli dzieci w tych samych strojach i konfiguracji co roku o tej samej porze. Tu macie link do zdjęć z lat ubiegłych.

<><>

Wkleję Wam dwa fajne dopiero co przeczytane opisy wakacji znajomych:

  • Superksiężyc, pociąg wypełniony złotem i dyjamentami pod Wałbrzychem, triumfy w lekkiej atletyce, Kuźniar przeszedł z TVN do TVN, od jutra 36 stopni w cieniu – i powiedz mi, cwaniaku jeden z drugim, że ten nasz nowy prezydent się nie stara i nie dba o ten kraj, no powiedz. A za Komorowskiego byłby już teraz najpewniej listopad, mżawka, pleśń i ogólnie robak.
  • Koniec wakacji – i całe szczęście! Profesjonalne media, komentatorzy społeczni i fejsonauci na powrót zajmą się sprawami poważnymi, priorytetowymi dla tego kraju. Żaden barszcz Sosnowskiego czy typowy parawaning sarmacki… 🙂

Lato 2015 – czytelnicze

Jeśli miałabym jednym słowem podsumować mijające 3 miesiące jedno słowo wybija się na plan 1-szy. UPAŁ. Znajomy napisał: Gdybym chciał przeżywać takie temperatury z pewnością nazywałbym się Jorge, albo Rico. Ale JESTEM człowiekiem północy. Zaspy, zawieje i niedźwiedzie polarne. 🙂 Upały bardzo źle znosił pies. Pewnego razu przyniosłam go ze spaceru, bo położył się w środku słonecznej łąki i przeleżał tam trzy godziny. Po tej akcji spacery odbywały się do siódmej rano i po 20-stej wieczorem. A ja po prostu byłam notorycznie spocona i niewyspana. Ale nie narzekajmy, w listopadzie za tym zatęsknię 🙂

Lato było dobre. Nie było komarów, a ja dzięki sytuacji w jakiej jestem dostałam dwa tygodnie laby od bycia mamą. Wczoraj pojechałam na jakiś tam festiwal i szłam sobie w nocy myśląc, że taki luz to miałam 10 lat temu. Zaczęłam tańczyć salsę i chcę to kontynuować (lekcje będę miała zdaje się w czwartki). Muzyki było zresztą więcej, bo trafiliśmy latem na Boogi Festiwal.

Mało było jeżdżenia na rowerze. No, ale JA roweru nie mam  Łucja dostała rower na komunię, lecz ponieważ jest większy i bała się na nim jeździć, to jeździła na swoim starym. A w ten sposób bez roweru została też Lilka, która miała się NA Łucji rower przesiąść. Rower Lilki był w maju przemalowany na granatowo i przekazany Mieszkowi :)) Pojawiła się za to hulajnoga i jestem nią zachwycona. Tych co się wahają czy hulajnoga jest dla nich odsyłam na ten blog, gdzie bardzo fajnie jest napisane o przewadze hulajnog nad rowerami.

Było to natomiast bardzo CZYTELNICZE lato. Pobiłam własne rekordy i nadrobiłam statystyki z kilku chyba lat. Trafiałam na książki, które wciągały mnie tak bardzo, że siadałam i czytałam do końca. Czytała Łucja i komiksowała się Lilka.

Pozostałe NAJ LATA:

  • Napój – mrożona  kawa
  • Kolor – morelowy
  • Produkcja filmowa – Wakacje z duchami, ten właśnie staroć wciągnął dzieciaki tak bardzo, że w godzinach emisji kończyły zabawy na dworze i siadały przed telewizorem
  • Owoce – śliwki ulena. Są pyszne. Smaczniejsze niż każdy inny owoc tego lata. Btw Muszę jakąś tartę ze śliwkami zrobić 🙂
  • Zbieg okoliczności- młodzi ludzie jadacy na stopa z Irkucka (!!!). Parę zabrał mój tato i pomyślcie sobie jak bardzo był zakręcony takim przypadkiem! inna sprawa, że stopowicze to też nasilająca się tendencja, którą tego lata zauważyłam 🙂
  • Przetwory- agrest. Nie zrobiłam wogóle kompotów, ale za to tego agrestu tyle, że może z niego będę jakieś napoje kombinować.
  • Ogród – róże. Nie zasiałam żadnych ziół w tym roku, ale wywaliłam lubczyk i wkopałam krzewy róż. Kwitną, więc się przyjęły!

Clarens II

A ponieważ trójka dzieci i uparty pies to mało, postanowiłam (zgodnie z zapowiedziami) przywieźć sobie z wakacji KOTKA. Tego, którego latem sobie wybrałam…

Duże miałam dylematy etyczne, czy mogę kota, którego sufitem były gwiazdy zabierać gdzieś z dala od takiej wolności. Ale on jest tak strasznie uroczy, że zdecydowałam się go wziąć. Rano przyniósł mi tłustą mysz i wielkiego kreta, a potem ja niecnie zapakowałam go do kontenera. Nadano mu robocze imię Clarens II, na cześć Clarensa I,  którego miałam 20 lat temu i wyglądał identycznie.

Czterogodzinna podróż minęła w sumie dobrze, od momentu, kiedy odkryłam, że lepiej podróżuje się mu na moich kolanach. W domu schował się pod łóżko, wyjrzał na chwilę coś zjeść, ale prawdziwy szoł zaczął się jak dzieciaki poszły spać. ON MUSIAŁ wyjść na dwór. Zaczął skakać do szyb i odbijać się od nich W TAKI SPOSÓB, że bałam się, że coś sobie zrobi. Otworzyłam więc drzwi na taras i rzekłam: Mam nadzieję, że wiesz co robisz... Obszedł ogródek i wrócił. Ale nie chciał wchodzić. Obszedł jeszcze raz i zniknął. A potem lunął deszcz. Trzy godziny później stałam i patrzyłam w ciemność, że oto miałAM kota… A potem Sziwa poszła w mrok i przyprowadziła SUCHEGO kota. Weszli do domu i kot strzelił plaskacza z łapki po nosie psa, żeby sobie niewiadomo co nie myślał 🙂

I tak całą noc wychodził i wracał, a ok 4-tej wcięło go na dobre. Obeszłam już okoliczne ogródki, sąsiad zoolog, którego CLARENS WCZORAJ odwiedził, powiedział, że kot jest tak zabawowy, że istnieje ryzyko, że ktoś go weźmie. I że źle mu się nie stanie. Jest to jakieś pocieszenie, niemniej jednak zaraz zabieram się za drukowanie plakatów WANTED… Dziaciaki zabrał Diabli na dwudniowe wesele, czas i warunki więc mam. Przejrzałam tylko strony agencji do poszukiwań kotów (mieliście pojęcie, że takie coś istnieje?) i pisze, że by znaleźć kota TRZEBA myśleć jak KOT 🙂 Teren jest podzielony na rewiry i kot nie odchodzi daleko. A na obcym terenie chowa się i obserwuje. Dlatego też nie reaguje na kicianie, bo nie chce się ujawnić. CZYLI trzeba go znaleźć samemu.

[‚] 16

Zmarł mój były szef. W jakichś koszmarnie upiornych okolicznościach. Gość był niesamowity. Nieprzyzwoicie inteligentny, dominujący, władczy i błyskotliwy. Nawet Diabli mawiał o nim, że jeśli o kimś pisze Bloomberg, to znaczy że był gigantem. Bardzo intensywne życie prowadził. Był energetyczny, pozytywny i nienasycony. Zasypywał znajomych zdjęciami jak zdobył Kamczatkę, odkrywa ziemie za kołem polarnym, albo fotorelacjami z kolejnej „rybałki”. Dzwonił czasem. Lutka zawsze o nim mówiła: Taki wielbiciel to na wagę złota. Bo raz po raz wyznawał niczym w 4 weselach, że gdyby mi coś nie wyszło, to on od 15 lat czeka 🙂  I że miałam mu urodzić czterech synów 🙂 Ale Jurik to był bardziej jajcarz niż typ romantyczny. Bo w każdej strefie życia działo się u niego bardzo dużo. Tak mi strasznie żal, że go już nie ma. Czuję to tak, że zniknął ze świata ważny i dobry człowiek. Na zawsze.

Wkleję sobie coś od niego, TU mi nie zginie, a z komórkami ciągle się coś dzieje.

  • Привет Милая) как твои дела? Рад видеть)
  • Думал встретимся
  • Думал сегодня вечером
  • Представишь им мне – Это Ваш не состоявшийся папа)
  • рад за Тебя, что все ок…
  • Но соскучился😈

 

 

Laskowe

Znacie tę zasadę, że za płotem zawsze jabłka czerwieńsze? Wyjechał sąsiad nad rzekę, więc wzięłyśmy sobie z dziewuchami drabinkę i zabrałyśmy się za jego leszczynę (co w połowie nad działką dziadków wisi 🙂 

Ależ pyszne są takie świeże orzechy!

Poszliśmy też na kasztany, ale jeszcze nie ma. I niedużo ich będzie bo drzewa suche. Za to piękny plener nam się trafił 🙂

Czasem by się uratować wystarczy jedna kropla wody

-Mały Książę

MAŁY KSIĄŻĘ za nami. Cudowne! Kino to taki stylowy MDK, gdzie nie ma automatu z pop-cornem i siedzieliśmy rąbiąc śliwki. Obok nas jedzono paluszki i pito naboje z bidonów. Super atmosfera, film taki, że spłakać się można (szczególnie podczas rozmowy z lisem – oswoiłeś mnie i Ciebie potrzebuję), a żeby było lepiej wyszliśmy z kina a tu orkiestra ćwiczy. Wspaniałe emocje!

 

  • Mamo a wiesz dlaczego róża zwiędła? 
  • Dlaczego Mieszko?
  • Bo zostawił ją na zbyt długo.

„Nic nie rozświetla umysłu tak jak zabawa”

Ależ przepiękna akcja z tymi Marins w pociągu we Francji! Wyobraźcie to sobie: jadą sobie takie zwykłe chłopaki na wakacje, w pociągu widzą jak koleś wyciąga Kałacha i zamierza urządzić rzeź. Jeden do drugiego mówi Let’s go, wykorzystują moment gdy gnat (ach, ta radziecka technika) się zacina i rzucają się niego. Ratują dziesiątki ludzi i prezydent Francji wręcza im medale. A ich rodzice w Oregonie (dla mnie to taki koniec świata) płaczą, że mają syna bohatera. Zdecydowanie jedna z najbardziej pozytywnych akcji tego roku! :))

<><>

Złożyłam zamówienie na kolejne podręczniki dla dzieciaków. Cały czas nie mam Religii dla Łucji, ale oprócz tego jest już wszystko. A ponieważ zamawiałam to dorzuciłam też kilka NIE-podręczników. Wyjątkowo NIC do czytania dla Łucji, bo ma sporo (dostała jeszcze na urodziny parę książek) i wyjątkowo NIC do czytania dla mnie (mam zaległą jedną Marininę i jedną Chmielewską). Jest za to kolejna Hilda dla Lilki i książka z samymi obrazkami dla Mieszka (upominał się, że on nic nie dostaje do czytania). Nie wzięłam też nic psychologicznego, bo cały czas męczę Miller… Nie polecam, choć z jedną rzeczą ma rację: większość ludzi przy rozstaniach ma fazę WSZYSTKO ALBO NIC. Czyli nic nie chce i na wszystko się zgadza. Bo jeśli chcieć to TO CO było (ja z pewnością tak miałam).

Kupiłam sobie natomiast kolorowanki 🙂 Miałam na nie ochotę od bardzo dawna. Miałam nawet upatrzone na amazonie, te o których marzę najbardziej. Ale ponieważ zwlekałam z tym tematem to one w międzyczasie ukazały się po polsku i co tu kryć bardzo mi to pasuje. Na liście mam cztery, ale spróbuję najpierw z jedną 🙂 Przeczytałam super artykuł o kolorowankach, lecz ponieważ jeszcze nie ma go online nie mogę Wam go linknąć (ale jak będzie wkleję na tweetera). Kolorowanki są jak joga, albo medytacja. Mają przejrzyste reguły i jasny cel. Poprawiają humor i produktywność. Zobaczymy! 😀

Krzyż i Topór

Nie ma lepszego snu niż ten w domu rodzinnym. Lutka zawsze opowiada jak przyjeżdżała ze studiów do domu i taka ogarniała ją senność, że ledwo dochodziła ze stacji kolejowej do domu. Zresztą i dziś jak jedziemy do domu, w którym mieszka teraz jej młodszy brat, jest na 100% pewne, że jeszcze zanim ciocia Ula poda zupę, mamuśka przybije gwoździa na kanapie 😉

Coś źle ostatnio sypiałam. Może przez upały, a może nie wiem przez co. Budziłam się w środku nocy i przewalałam się przez godzinę lub dłużej. A teraz tak mi się dobrze u dziadków śpi, że i w dzień się zdrzemnę i w nocy nawet 10 godzin. 🙂

Energię mam, więc zdobyliśmy Krzyżtopór. I polecam! Ostatni raz byłam tam z 10 lat temu, jeszcze przed dziećmi i były to takie zwykłe ruiny. Przez dekadę dołożono kładki, udostępniono nowe odcinki, można się powłóczyć po lochach i krużgankach. Ludzi tłum i wszyscy zamkiem zachwyceni!

Krzyż i Topór przed wejściem widzicie? [UP]

suche lato

Zaczynamy ostatnią wakacyjną turę. Dni kilka u dziadków. Atrakcja NR 1 to przeprawa promem przez Wisłę. Sucho jest i rzeka płytka. Gość, który kierował promem powiedział, że nigdy nie było płyciej. 80 cm w najgłębszym miejscu – -> w górnym jakby nie było biegu to mało. A koleś, którego podwoziliśmy wcześniej na stopa powiedział, że kolby kukurydzy są tego lata puste. Dlatego nie zbierają jej z pól.

Krwiście

Wróciła Lilka znad morza z zębem przechylonym. Jeść nie mogła, bolało, więc ząb został obwiązany nitką dentystyczną, której drugi koniec przywiązałam do klamki. Pociągnęłam i polała się krew… 😉 ZĄB leżał na dziąśle, trzymając się kawałka skóry… Wykręciłam skubańca i z dłonią w krwi pokazałam Lilce jej część 🙂 Panna ma największe zęby z całej trójki i widowisko było „barwne” 🙂 Boleć nie bolało, płakać nie płakała.

Szybko tylko wyrwałam się do sklepu, by jakaś odzębuszkowa nagroda była za taki wyczyn (wpadłam kwadrans przed zamknięciem i złapałam pudełko klocków) i mogłam  odetchnąć. Zaczynamy górny poziom szczerb u Lilki (ten najbardziej widowiskowy 🙂 

Przez nową szczerbę świetnie się pije przez słomkę 🙂

Rano Mieszko się mnie zapytał: Mamo, czy możesz mi wyrwać jakiegoś zęba?