Przypomniał mi się mój instruktor prawa jazdy. Koleś był fatalny. Cały czas wrzeszczał, a ja z moim siedemnastoletnim rozumkiem doskonale wiedziałam co zrobić, by go jeszcze bardziej zirytować. Inna sprawa, że nawet rodzice z licznych prób nauczenia mnie matematyki wiedzieli, że przy podnoszeniu głosu mój mózg blokuje się całkowicie.
Ale jego oczkiem w głowie były tory kolejowe. Przy każdym przejeździe miałam opowiedaną historię, że dróżnicy są nieprzewidywalni i że na torach trzeba zawsze stanąć. I dziś tak snując się z dzieciakami po mieście przyszło mi głowy, że nauka prawa jazdy w małych miastach jest lepsza niż w dużych, bo tak ruch na drodze w dużym mieście jest prostszy (tak naprawdę czym są zdrapki i stłuczki) niż na trasie. Tak mówię, bo koniec końców nigdy nie nauczyłam się parkować 🙂
I w ogóle fajne są takie kompaktowe miasteczka. Wszędzie docieramy z przysłowiowego buta, jest i park, i place zabaw, i fontanna. Czasem stoimy i oglądamy pociągi na przejeździe przez miasto, a czasem szukamy przykładów na różne typy street-artu. Fajnie.







Mieszko (up wykonujący na drewnianej scenie „A ja wolę moją mamę”) zapytał babcię:
- Babciu, a w czym Ty śpisz?
- W takiej koszuli do spania.
- A mama śpi w takiej pięknej białej sukience. Bardzo mi się w niej podoba.
🙂 To też koszula i zresztą pożyczona od babci 🙂
