Dycha

Wkleił znajomy info,  że bieg jest 🙂 Stalówkowa Dycha. A przed nim można wypuścić na start dzieciaki. Więc pobiegły 🙂 Ja nie, bo na 10 to jestem niegotowa, ale je (czemu, nie?) wysłałam 🙂

Świetnie pobiegła Lilka. Ona i Mieszko biegli na 200 metrów, choć nie razem. Bałam się, bo panna jest  nieprzewidywalna i zawsze istnieje ryzyko, że w trakcie podda sprawę, ale jak wystartowała to było świetnie. Chciała biec i nie rozmyśliła się. I bez żadnego przygotowania dobiegła w środku peletonu.

Łucja (300 metrów), która podobnie jak ja na wakacje zabrała wyłącznie buty do lansu i bounce-u biegła w klapkach. I ona i Mieszko dobiegli ostatni w swojej grupie płciowo-wiekowej. Ale należą im się dodatkowe brawa, za to, że nie poddali sprawy i do końca biegli naprawdę blisko innych uczestników. Grupa Łucji  nie była liczna (5 dziewczynek) i wszystkie były z jakichś sportowych kolonii ubrane w adidasy 🙂 No, a Mieszko był NIE tylko najmłodszy ze wszystkich uczestników (jedyny z 2011), ale do kolejnego uczestnika w jego grupie wiekowej dzieliło go dwa lata (z 2010 też nikogo nie było). I dzielnie biegł do końca depcząc po piętach tymi co byli przed nim.

Atmosfera była wspaniała i dzieciakom się podobało. A ja jestem bardzo z całej trójki dumna. Biegałam w kółko między metą a startem, a i tak nie widziałam jak startuje Mieszko, ani jak dobiega Lilka 🙂 Za to doczekałam się specjalnych pozdrowień przez megafon, że niektóre mamy przeżywają bardziej niż dzieci 🙂

Nie wiem czy Wam już pisałam, że ktoś kiedyś pokusił się o zestawienie najlepszych sportowców z ich miejscem (kolejnością) w rodzinie. I okazało się, że prawie  wszyscy najwięksi (w różnych dyscyplinach) byli drudzy lub trzeci. To nie przypadek, że Serena jest lepsza od Venus 😉 Po prostu to gnanie za starszym to jest niezły trening. Lilka naprawdę nieźle biega, ale na kolorowy za 4 lata umawiam się z obiema dziewuchami 🙂

Tu widać w tle Mieszka:

A tu mimo wszystko duma na mecie! 🙂