Zgodnie z planem przystąpiłam dziś do kolejnych dżemo-przetworów. Powstały słoiki malin (sztuk 7), jeżyn (1 sztuka) i czarnych jagód (dwie sz-y-ty). Wyzwaniem na ten rok jest konfitura z agrestu. Wiem, że robiła ją moja babcia, bo Lutka kiedyś chlapnęła, że to były jej ulubione dżemy i wiem, że miały swoich miłośników w WIELKICH. Uwielbiała je Katarzyna II – był to jej ulubiony przysmak i legenda głosi, że pewnego razu obdarowała nawet kucharkę swoim pierścieniem z rubinem za ten wyjątkowy smak.
Przekopałam przepisy i wybrałam powtarzający się z liśćmi czereśni (potem niczym laurowe je odłowię). Zalałam oczyszczone owoce słodkim cukrowym wywarem, z liśćmi. I teraz ma to postać dobę.
<><>
Wkleję Wam również pewien obraz. Wisi u dziadków na jednej ze ścian i jest świetnym przykładem, że dzieciaki mają wyższą wrażliwość estetyczną niż ja. Patrząc na niego całkiem wiele razy, w kółko widziałam to samo. Kropki, kółko, kwadrat i biały kwiat. Lecz zapytałam Łucji:
- Powiedz co widzisz na ty obrazie?
- Widzę białą różę, która stoi w wazonie na stoliku. Stolik jest przykryty czerwonym obrusem.
W życiu bym nie wpadła na to, że to czerwone to obrus 🙂

