Pisałam już Wam, że uwielbiam zabawki z Maca? Są takie wielofunkcyjno-jednorazowe 😉 Pogoda dopisuje, więc my nad rzeką w stolicy Flisaków. Lubię takie miejsca, za ich ponadczasowy klimat. Całe rodziny, babcie w białych bawełnianych stanikach noszące gołych wnuczków, grille i pieczone kiełbaski, plastikowe talerzyki gdzie obok siebie leżą bób i czereśnie, dzieciaki rąbiące ciepłe jagodzianki (my też!) i chłopaki siłujące się w wielkiej dętce traktora. I lubię rzeki, za to, że płyną. Płynąca woda wywołuje we mnie większy entuzjazm niż stojąca. Położyłam się na mieliźnie na środku rzeki (na długo) i czuję, że moje plecy mają słoneczne embargo jutro. Ale dopóki leżałam było przyjemnie 🙂




