– z jakiegoś filmu; trudno się zresztą nie zgodzić, chociaż chyba warto się jej trzymać
Dziś dzieci ma Diabli, więc ja uwijam się z pakowaniem. Jutro rano ruszamy dalej, tym razem w ukochane okolice dziadka. Zrobiliśmy więc wczoraj breloczki na prezent.
Takie do których jak przypinasz kluczyk i wpadnie Ci od wody to nie utoną. Na pewno zresztą już taki wynalazek widzieliście, to dość popularny wodniacki gadżet.
Przydały się arkusze różnokolorowych pianek, jedna grubsza pianka (grubość karimaty), klej dwuskładnikowy, który nie rozpuszcza się w wodzie (akurat są takie w sklepie L) i miska z wodą w której testowaliśmy co-nie-tonie i do takiego breloczka się nada. Nie tonęły guziki ,ruchome oczy i korek. Odpadły plastikowe ozdoby, przedmioty z masy fimo i muszelki.



Do miski potem towarzystwo wsadziło nogi.Ten klej dwuskładnikowy ma dość mocny zapach, dlatego też z warsztatami rozłożyliśmy się na dworze. Dziurki i mocowanie przywieszek to była tradycyjnie moja działka.



Powstały super breloczki! Dwustronne, różnorodne i co sprawdziliśmy specjalnym testem rzeczywiście unoszące się na wodzie!



I to jeden z egzemplarzy – ujęcie z obu stron na ręce Łucji 🙂


<><>
A jako, że było gorąco, zabawa i tak toczyła się na dworze wyciągnęłam jeszcze kredę do malowania włosów i dziewuchy z koleżankami rozpoczęły malowanie…. 🙂 W wazonie w którym wcześniej testowaliśmy unoszenie się breloczków były moczone kosmyki i mazano po nich kredą. Ta kreda do włosów to w konsystencji coś pomiędzy suchymi pastelami (ale nie sypie się tak), a olejnymi (ale nie jest aż tak tłuste). Zmyło się to łatwo, wiec dziś rano pomalowały sobie włosy NA NOWO…. Ot takie mamy brudzące lato! 🙂







Wracamy za dwa tygodnie, będziemy w strefie bez wi-fi, ale postaram się twittować! 🙂


































