Nie pochwalam amerykańskiej mody na niedyskrecję

Downton Abbey, hrabina

Podobno samotne kobiety wysyłają jakieś sygnały. Dziwne to, ale chyba prawdziwe.Tak naprawdę praktycznie nikt nie wie, że u mnie coś się zmieniło, bo pytania z cyklu Jak Ty dasz sobie radę tudzież niepotrzebna chęć pomocy czy fale współczucia tylko mnie irytują. Tym niemniej jednak odzywają się do mnie jacyś zapomnieni przed laty wielbiciele (którzy naprawdę nie mieli kanału informacyjnego by się dowiedzieć, że jestem już singlem), znajomi co wiedzą (bardzo nieduże grono) rzucają jakieś propozycje, a dziś listonosz pytał się mnie czy skosić mi trawę, bo widzi, że za długa *(?????). Na razie spycham i odpycham, ale jak to powiedziałam Lutce z przyjemnością wpisuję sobie kolejnych do wirtualnego kotylionu.

*odparłam, że nie ma kiedy skosić bo ciągle pada, ale będzie skoszona

Kontaktował się ze mną np. znajomy sprzed epoki dzieci. Mieliśmy się nawet spotkać, bo akurat między jednym lotem, a drugim miał dwie godziny przerwy i proponował spotkanie w lotniskowej kawiarence. Hmm… na pewno rozwiązał by część moich problemów (niski dochód i rozrzutny tryb życia), ale to tak jak w tym filmie z Travoltą, na mężczyzn patrzę przez pryzmat dzieci, a jego nie widzę kąpiącego piłkę z Mieszkiem. On byłby z tych robiących awanturę o źle posegregowane skarpetki 😉 Na spotkanie więc nie pojechałam. Zresztą było w poniedziałek, a ja akurat wtedy miałam okulistę z młodym. 

<<

A i przysłali mi dziś numer startowy w biegu pod koniec czerwca, do którego się zarejestrowałam.  Ładny 🙂

Truskawki, ach truskawki kiedy będziecie za jedną cyfrę?

Kolejna lekarska wizyta z dzieciakami odfajkowana! Tym razem ortopeda z pannami. Obie mają jedną nogę krótszą (jedna lewą, druga prawą), miesiąc temu był robiony rentgen, a dziś stawiliśmy się na konsultacje do super babki, do której trudno się dostać, ale w takich przypadkach jest najlepsza. I? I wygląda na to, że anomalia to obciążenie dziecdziczczne. Mamy stawić się do niej do szpitala, ale to wakacjach, żeby zachować odstęp rtg, bo chce zrobić dziewczynom prześwietlenie całego układu kostnego. By jak to wyjaśniła zobaczyć długości wszystkich kości, żeby dokładnie ustalić w którym miejscu występują zmiany.

Na robionym miesiąc temu rentgenie wyszło, że Lilka miała złamanie w okolicach bioder. Że jest zrośnięte, ale ale że było. I ona to wykluczyła – zdyskredytowała mówiąc, że tak u Lilki grupuje się miazga kostna i taki opis  to można od razu podrzeć i wyrzucić. I to była bardzo pozytywna wiadomość. Byłam przerażona tamtymi wynikami i tym że w mogło się kiedyś coś takiego Lilce przydarzyć. I że JA to przeoczyłam. Przez te medyczne roszady Mieszko siedział dziś w przedszkolu do 17-stej, wyszedł jako przedostatni i panie już się martwiły czy coś się nie stało, bo zawsze przecież o 15-stej już go odbieram. Coś czuję, że jutro za to bohaterstwo kupię całej trójce znowu truskawki 🙂 Mamy taki tegoroczny sukces, że Łucja zaczęła jeść truskawki ze śmietaną (to zawsze trochę bardziej sycące) i Mieszko po początkowym obrzydzeniu paćką TEŻ je truskawki ze śmietaną. Lila na razie trzyma się twardo :)i truskawki je wyłącznie w wersji klasycznej, czyli solo 🙂 [ dobry punkt wyjścia do łączenia ich z szampanem :)]

11-ste, czyli chyba 77 ! :!

Jak tak pogooglałam, to temat psich urodzin jest w necie dość popularny. Na ogół obchodzi się pierwsze, no ale w sumie to dopiero nasze drugie (choć psie jedenaste 🙂 Lekko spóźnione, bo godzina zero była dokładnie 1-go maja, ale wtedy pies dostał brykanie po Roztoczu w prezencie 🙂

Za to dziś, skoro tort stężał (3 torebki żelatyny 🙂 zaprosiliśmy psich gości. Impreza podobnie jak rok temu była krótka, bo komunikacja nie jest najmocniejszą stroną tego gatunku, smak tortu był DROBIOWY, a złożyły się na niego resztki z komunijnego stołu i mięsa z zup, które na bieżąco wrzucałam do zamrażarki. Podobnie jak rok temu rozwiesiłam łańcuch z kółkami, żeby obniżyć „sufit” i zrobić psom wrażenie „przytulności” 🙂 Danie serwowano na serwetkach ze Scoobym, a sto lat zaśpiewano słowami: hau, hau, hau!

Sziwa jako gospodyni się spisała, a psich gości było czterech 🙂 W prezencie dostała psie smakołyki i frisby. Bo co to za pies co nie ma własnego frisby, chociaż jak to słusznie Lila zauważyła wręczając jej prezent: Będziesz miała taki talerzyk, bo Ty nie lubisz podskakiwać.

Przez ten rok PSA zrobiła się  jeszcze większą babcią, szybko się męczy, czasem nawet wieczorem nie  daje się jej wyciągnąć na spacer. Jest ulubienicą osiedla i szkoły. Jak idę po dziewczyny pies idzie w takim szpalerze dłoni, które ją głaskają, a jeśli kiedyś będzie potrzebna psia maskotka to zamiast cheerleaderek na szkolne mecze nada się  Sziwa!

Mam zdrowe oczy!

– Mieszko dziś cały dzień 🙂

Dziś udało się odfajkować kolejną zaplanowaną wizytę lekarską. Tym razem z Mieszkiem. Będzie ze dwa miesiące temu Młody miał w przedszkolu badanie wzroku  z okulistą, które wyszło fatalnie… Wzrok badano przy pomocy tego urządzenia gdzie po środku widać domek czy balonik i okazało się, że M ma na każdym oku po półtora dioptrii na minusie, czyli krótkowidz pierwszej klasy.

Do okulisty dziecięcego terminy były odległe więc wizyta była dopiero dziś. Przez ten czas miał zlikwidowane oglądanie filmików na komórce, gry na tablecie i zabawy klockami przy sztucznym świetle. Nie mógł też oglądać  po nocach instrukcji budowy różnych klockowych zestawów.

I co wyszło na wizycie? To co zwykle 🙂 Że strach ma wielkie oczy i wszystko jest okej. Badanie powtórzono i wyszło zdecydowanie lepiej. Na prawym jest co prawda minus 0,25 (lewe w porządku), ale dok powiedziała, że to TEŻ jest w granicach błędu i że badanie wzroku u takich maluchów jest wiarygodne dopiero po kroplach. Tym bardziej, że nic mnie nie niepokoiło w związku z jego wzrokiem. Dok powiedziała też, że dzieci w tym wieku mają naturalną tendencję do krótkowzroczności i wszystko sobie podsuwają pod nos, więc trzeba ciągle im ten wzrok przestawiać na patrzenie dalsze. Wołać je z drugiego końca pokoju, pokazywać coś za oknem podczas jazdy autem, albo wyszukiwać ptaki na drzewach. Mamy zaproszenie za rok na kontrolę, a dziś ponieważ oboje mieliśmy bardzo dobry humor w związku z tą świetną wiadomością podjechaliśmy do sklepu L po klocki 🙂 Doszły nam pierwszy zestawy ultra agentów i łódź piracka 🙂 Zbudowane jeszcze w aucie w drodze do domu 🙂

Młody  marzy o figurkach Avengers, a szczególnie Kapitanie Ameryka. Opowiedział o tym Łucji, a ta mnie potem pyta:

  • Mamo, a ten Kapitan Ameryka, to co on robi?
  • Nie mam pojęcia. Pewnie to samo co Superman 🙂

Wokół Ciebie panuje chaos. Nie wiem dlaczego.

-Bates Motel, szeryf Romero do Normy

  1. Zbudowaliśmy wakacyjną przygodę (jak widać na łódkach pływają sami brodacze 🙂
  2. Pobiegłam świetnie – 27minut, 4,42, co daje średnią 9,6 – tak jeszcze nie było!
  3. I przystąpiłam do robienia tortu urodzinowego dla Sziwy. „Pachniał” tak, że pies zamieszkał koło kuchenki…

Prasować dziś jeszcze czy książeczka? Oto jest pytanie…

Przeżyliśmy naszą pierwszą Noc Muzeów. Nie wchodząc w szczegóły: siedzieliśmy w policyjnym wozie (śmiały Mieszko był tak przejęty, że bał się ruszyć i odezwać 🙂 i uruchamialiśmy syrenę, wieszaliśmy światełka na drzewie marzeń (dziewczyny swoich nie zawiesiły, bo zabrały do domu, ja mam konkretne marzenie, wiec jednak zawiesiłam), piliśmy lemoniadę i jedliśmy najlepsze na świecie frytki, słuchaliśmy bębnów afrykańskich w jednym muzeum oraz odwiedziliśmy jedną szacowną instytucję, gdzie dzieciaki najbardziej zafascynowała maszyna do czyszczenia butów przy drzwiach :)) Zabawa była przednia i do domu wróciliśmy przed chwilą. Impreza do powtórki za rok!

<><>

Tak trochę innej beczki książką co to ją sobie w czwartek odebrałam jest świetna. Mobilizująca i potrzebna. Po pierwszym rozdziale siadłam i pomalowałam sobie paznokcie u nóg 🙂 Chłonę, kartkuję, wracam i czuję, że bycie kobietą jest fajne. Co więcej, to wszystko pokrywa z tym co mi się wydawało. np. kilka osób mi doradzało, że by przejść dalej trzeba upaść na samo dno, upodlić się i pobrudzić, bo inaczej nie otrząsnę się z poprzedniego życia. Przerażało mnie to. Zakładam, że nie muszę. JA nie muszę. I czytam i czytam, że rzeczywiście nie muszę. Męczyła mnie beletrystyka, bo taka za bardzo jest oderwana od wszystkiego, a ta książka jest po prostu NA temat.

Relaksacyjny demot z netu na dobranoc:

Fant od Neptuna

„Mamy” nowe dziecko. Jak co roku dochodzi nam kolejny dzieciak z osiedla, co przesiaduje u nas non-stop. Wracamy skądś, a on już na ławeczce przed domem, wychodzimy, a on akurat przybiega czy może wejść, wyganiamy na obiady, ale po chwili jest spowrotem. Aale co ciekawe, w tym roku to chłopiec, co więcej to kolega Lili. Bawi się również z Mieszkiem, a Łucja czasem całą trójkę ustawia. Olek, nazywany przez Lilkę Olek Szopen (przerobiła jego nazwisko, co mu nie przeszkadza) ma na swoją koleżankę bardzo dobry wpływ. Lilka strzela focha, pojawia się Olek, magiczna różdżka i Lila świergocze. Dobrze, dobrze… 🙂

<><>

Hydrokulki/kulki żelowe to produkt używany przy dekoracji kwiatów. Wsypujesz małe granulki do wody (różnokolorowe torebeczki są malutkie i nie zapowiadają, jak to się rozrośnie) i one w ciągu doby pęcznieją x10. To rewelacyjna zabawka sensoryczna. Odbijają się od siebie jak mini kuleczki, można układać je kolorami w słoikach, robić tęcze albo po prostu obserwować proces wzrostu. Takie rosnące pod wpływem wody zabawki przerabiała większość dzieci pod postacią chociażby „jaj dinozaura”. Używałam je na komunię (w przezroczystych kulkach stały stokrotki), a wczoraj w mini słoiczkach panny zrobiły dekoracje z mleczami. Zestaw nastu torebek z różnokolorowymi granulkami Lila zaniosła do szkoły. Zalewali je wodą w wielkiej miednicy, a dziś będą je przesypywać do małych, ozdabianych później słoiczków. Te „ładunki energii H2O” będą fantami w loterii odbywającej się w szkole w przyszłym tygodniu :))

rozkmina

Zachwycona jestem Bates Motel.  Nie namawiam Was (piąty sezon Gry o Tron jest świetny!), bo fabuła toczy się powoli, denerwujący jest główny bohater, ale ze względu na Normę, jego filmową mamę, film jest bardzo w moich obecnych klimatach. Norma to kobieta, która dostaje sporo po nosie od losu, ale daje radę. Jest mistrzynią mistyfikacji i pozorów, robi wrażenie naiwnej, ale jest bardzo sprytna.

Jest taki moment, gdy największy twardziel, szeryf Romero, mówi do niej: Normo, jest to dla mnie bardzo niezręczne, ale te cienkie firanki, które masz w sypialni, nie chronią Cię przed spojrzeniami w nocy. Ona obraca się i uśmiecha się do siebie. Trafiłam na taki obrazek i od razu pomyślałam o tym fragmencie filmu 🙂

<>

Doszły (pierwszy raz wybrałam paczkę w ruchu – fajne!) dwie zamówione przeze mnie książki. Na Dzień Dziecka nie będę nic zamawiać, pewnie dopiero na wakacje, ale chciałam kupić Łucji już coś teraz. Panna znowu nie ma co czytać, czasem sięgnie po Mikołajka, ale on jej w ogóle nie leży. Noskawery to książka która wygrała w ubiegłorocznym konkursie debiutów. O tym, że nie musisz mieć wszystkiego co mają rówieśnicy. Podobno świetna. Druga książka jest dla mnie. Pamiętacie jak zachwyciłam się pewnym artykułem? Ten artykuł wszedł w cykl felietonów/ rozmów zebranych w jedną publikację. Bardzo miałam ochotę na psychologiczne grzebalstwo i mam nadzieję, tę potrzebę ta książka zaspokoi 🙂 

rollercoaster

Łucja zwichnęła sobie nogę na w-fie :/ A ja już naiwnie przez chwilę myślałam, że świat stopuje 🙂 Nic poważnego, kulując, z nogą w bandażu, ale na biały tydzień z koleżanką pojechała. 

<><>

  • Mamo, a wiesz dlaczego Alek Gomułka ma ksywę Buła?
  • Dlaczego Lila? – domyślam się, ale puenta może być ciekawsza 😉
  • Bo  jego starszy brat ma ksywę Buła!

🙂

Jeśli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

– Albert Einstein

W ramach sąsiedzkich dyżurów białego tygodnia dziś do kościoła zawiozłam piątkę dzieci 🙂 (No dobra moich była trójka 🙂

Dostałam od sąsiadki pól słoika krem z cynamonem na cellulit, bo przez pomyłkę zamówiła kilogram i rozdaje. Hmm… nie planowałam się zawijać tej wiosny, ale skoro mam krem, to dziś wieczorem rozwijam folię i zaczynam!

Zmieniłam też pościel dzieciakom i zabrałam Łuczę na obiecane pokomunijne zakupy 🙂 Nie uwierzycie, ale uważała, że najbardziej potrzebna jest jej… szminka… Właściwie to błyszczyk, ale i tak ma ich już kilka!!!

<>

Mieszko do Lilki

  • Lilka, a chcesz być siostrą, koleżanką czy żoną?
  • Koleżanką.
  • Koleżanko, choć ze mną surfować. Tylko nałóż sukienkę.

Czy chwaliłam się już, że to będzie pierwszy mężczyzna, który będzie rozróżniał sukienki od spódniczek? I dziś bawił się dziś samochodem w kolorze LIMONKOWYM 🙂