
Koniec roku był zawsze jak dobry cliffhanger w średnim serialu. Myślisz, że w sumie nie było tak źle i właściwie po co te wakacje? Bo końcówka maja i cały czerwiec to wyłącznie rozrywka. Lekcji już nie zadają, Łucja myśli o zielonej szkole, pani Lili wymyśla atrakcję za atrakcją, a i w przedszkolu zaczęło się trwonienie budżetu z rady rodziców i wycieczki. Dziś Mieszko był na spartakiadzie międzyprzedszkolnej skąd wrócił z dyplomem (dumny, bo to pierwsza sportowa nagroda), a w środę jadą na wycieczkę.
A my zrobiliśmy kolejne wianki na drzwi. Tym razem takie na Dzień Dziecka 🙂 To nasze pierwsze wianki robione na styropianowej bazie i bardzo dobrze się nam na tym pracowało. Kupowałam przez net i wydawało mi się, że średnica 26 będzie konkretna i zrobimy JEDEN, ale okazało się, że to wcale nie jest duże, więc zrobiliśmy DWA. Zabawki do wyklejenia były z cyklu: Nie bawię się, ale NIE MOŻESZ wyrzucić!!!, czyli coś co przewala się we wszystkich dziecięcych zasobach (dodatki do jogurtów, niespodzianki z jajek z niespodzianką oraz inne przedmioty z bliżej niezidentyfikowanego źródła). Zanim je jednak przykleiliśmy, bazy zostały owinięte paskami materiału w groszki, który panny przypinały szpilkami.
A ponieważ pistolet był wyjęty to panny z rozpędu narobiły sobie spinek (ten spinkojad w szkole to zmora większa niż pożeracz skarpetek w pralce 😉






A tak wyglądało cudowanie ze spinkami 🙂



