MAMA

Siedziała sobie z Lutką tydzień temu na kanapie. Nogi miałyśmy położone na ławie. Relaks pełen. Powiedziałam:

  • Tak się cieszę, że ten okulista z Mieszkiem już w porządku.
  • Pomyśl, że i komunię mamy z głowy, i remont.
  • Tylko jeszcze ten ortopeda z dziewczynami w środę.
  • Ale i tak najważniejsze już załatwione.
  • Za to Ty masz jeszcze dwie imprezy w weekend… Pomyśl, że są ludzie, którzy mają czas myśleć o wakacjach. Niesamowite, nie?
  • Nie wiem kiedy my dojdziemy do tego etapu…
  • A uwzględniłaś w naszym napiętym grafiku, że za tydzień jest Dzień Matki?

I obie się zaśmiałyśmy, że co jak co, ale tym świętem to się już przejmować nie będziemy 🙂

 

Rok temu na okoliczność dzisiejszego dnia pisałam o tym, że dzieci dają siłę. Bo trzymały mnie w kupie, żeby to wszystko ratować i się nie rozsypać. Lecz w tym roku wyraźniej widzę, że Dzień Matki, to nie tylko dzień nas i naszych dzieci, ale przede wszystkim świeto nas i naszym mam. Zakładałam, że Lutka nie będzie mi już potrzebna. Że ja już sobie radzę i że powinnam się przygotowywać, że to ja będę jej wsparciem. A potoczyło się tak, że ona jest moją główną podporą. I to taką solidną. Wczoraj wpadła wieczorem by pomóc przy poniedziałkowych roszadach baletowo-basenowych. Gadałyśmy i ja idąc do kuchni rzuciłam:

  • Dam radę. Twarda jestem.

Była chwila ciszy i Lutka powiedziała:

  • Wiesz… Ja zawsze uważałam SIEBIE za twardą. Naprawdę twardą. A Ty wydawałaś mi się taka delikatna. Ale jesteś taka sama jak ja. Albo nawet twardsza.

Ja nic nie odpowiedziałam, ale to chyba największy komplement jaki mi kiedykolwiek powiedziała. Lutka to mistrzyni kreatywnej krytyki, sztywnych konwenansów i ostrej riposty czasem. Więc nigdy tych pochwał nie było dużo. A tu takie coś.

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mamy!!! Zasypywana jestem laurkami od tygodnia (cudowna jest taka od Mieszka, gdzie namalował mi mikser miksujący truskawki i rozlaną wodę – proszę jaki prawdziwy kadr mistrza realizmu :), ale Wy pamiętajcie dziś o swoich mamach! 🙂