

Jak tak pogooglałam, to temat psich urodzin jest w necie dość popularny. Na ogół obchodzi się pierwsze, no ale w sumie to dopiero nasze drugie (choć psie jedenaste 🙂 Lekko spóźnione, bo godzina zero była dokładnie 1-go maja, ale wtedy pies dostał brykanie po Roztoczu w prezencie 🙂
Za to dziś, skoro tort stężał (3 torebki żelatyny 🙂 zaprosiliśmy psich gości. Impreza podobnie jak rok temu była krótka, bo komunikacja nie jest najmocniejszą stroną tego gatunku, smak tortu był DROBIOWY, a złożyły się na niego resztki z komunijnego stołu i mięsa z zup, które na bieżąco wrzucałam do zamrażarki. Podobnie jak rok temu rozwiesiłam łańcuch z kółkami, żeby obniżyć „sufit” i zrobić psom wrażenie „przytulności” 🙂 Danie serwowano na serwetkach ze Scoobym, a sto lat zaśpiewano słowami: hau, hau, hau!
Sziwa jako gospodyni się spisała, a psich gości było czterech 🙂 W prezencie dostała psie smakołyki i frisby. Bo co to za pies co nie ma własnego frisby, chociaż jak to słusznie Lila zauważyła wręczając jej prezent: Będziesz miała taki talerzyk, bo Ty nie lubisz podskakiwać.
Przez ten rok PSA zrobiła się jeszcze większą babcią, szybko się męczy, czasem nawet wieczorem nie daje się jej wyciągnąć na spacer. Jest ulubienicą osiedla i szkoły. Jak idę po dziewczyny pies idzie w takim szpalerze dłoni, które ją głaskają, a jeśli kiedyś będzie potrzebna psia maskotka to zamiast cheerleaderek na szkolne mecze nada się Sziwa!





