Prasować dziś jeszcze czy książeczka? Oto jest pytanie…

Przeżyliśmy naszą pierwszą Noc Muzeów. Nie wchodząc w szczegóły: siedzieliśmy w policyjnym wozie (śmiały Mieszko był tak przejęty, że bał się ruszyć i odezwać 🙂 i uruchamialiśmy syrenę, wieszaliśmy światełka na drzewie marzeń (dziewczyny swoich nie zawiesiły, bo zabrały do domu, ja mam konkretne marzenie, wiec jednak zawiesiłam), piliśmy lemoniadę i jedliśmy najlepsze na świecie frytki, słuchaliśmy bębnów afrykańskich w jednym muzeum oraz odwiedziliśmy jedną szacowną instytucję, gdzie dzieciaki najbardziej zafascynowała maszyna do czyszczenia butów przy drzwiach :)) Zabawa była przednia i do domu wróciliśmy przed chwilą. Impreza do powtórki za rok!

<><>

Tak trochę innej beczki książką co to ją sobie w czwartek odebrałam jest świetna. Mobilizująca i potrzebna. Po pierwszym rozdziale siadłam i pomalowałam sobie paznokcie u nóg 🙂 Chłonę, kartkuję, wracam i czuję, że bycie kobietą jest fajne. Co więcej, to wszystko pokrywa z tym co mi się wydawało. np. kilka osób mi doradzało, że by przejść dalej trzeba upaść na samo dno, upodlić się i pobrudzić, bo inaczej nie otrząsnę się z poprzedniego życia. Przerażało mnie to. Zakładam, że nie muszę. JA nie muszę. I czytam i czytam, że rzeczywiście nie muszę. Męczyła mnie beletrystyka, bo taka za bardzo jest oderwana od wszystkiego, a ta książka jest po prostu NA temat.

Relaksacyjny demot z netu na dobranoc: