– Albert Einstein, txt z winietek
Po komunii! Uroczystość zaczynała się o 10-tej, o 9-tej była zbiórka pod kościołem (chwilę wcześniej odebrałyśmy wianek), a o 12-stej kelner Maciek z kolegą zaczynał przygotowywania. Lutka dotarła do domu pierwsza, ja chwilę przetrzymałam gości pod kościołem i jak wjechaliśmy to wszystko było już gotowe i parujące (to naprawdę było wspaniale zorganizowane). W kościele było bardzo dużo ludzi, Diabli się wbił na parter tuż koło Łucji i zrobił sporo zdjęć, a ja z dziadkami i maluchami byłam czasem na piętrze, skąd trochę było widać, ale głównie na dworze. Panna była przejęta, ale jest zadowolona. Sukienki pozbyła się chwilę po wejściu do domu, bo niewygodna. Lilka też momentalnie się zresztą przebrała. Jedzenie było bardzo dobre, choć dzieciaki nic poza tortem nie ruszyły. Pogoda była super a atmosfera w porządku. Na deser zapomniałam podać lody, ale podałam truskawki. Te pierwsze polskie nazywają się Alba, więc sami rozumiecie, że to niezastąpiony komunijny element 🙂










