– zaniepokojona Łucja (btw. to się nazywa wiara w siłę własnej sztuki :))

Dużo zamieszania przy tej komunii, ale wiecie dobrze, że w sumie to lubię taki około-przyjęciowy ruch. Tym bardziej, że zrobiłyśmy wianki na drzwi! Idea była już wałkowana wcześniej, a w ubiegłym tygodniu, podczas remontu wyrwałam się do hurtowni po kwiaty. Hurtownia do której jeżdżę to taka w której sprzedają Chińczycy. Wjechałam tam rano (zaraz po odstawieniu Mieszka) i przyłapałam sprzedawcę na ćwiczeniu Tai Chi 🙂 Wykonał długi płynny ruch ręką i zapytał:
- Czim moge PanI pomóc?
Wykonałam w myślach równie płynny ruch i odpowiedziałam:
- Potrzebuję sztuczne kwiaty. I gryząc się w język by nie powiedzieć siame doprecyzowałam – Same główki.
Wybrałam kształty i kolory i kupiłam dwie paczki. Wczoraj te główki wysypałam przed dziewczynami, wyjęłam dwa białe słomkowe wianki i zapytałam:
- Czy potrzebujecie czegoś jeszcze?
- Kryształy – odpowiedziała Łucja
- Pompony- dorzuciła Lilka i dodała – I wstążki.
I zrobiły! 🙂
Lilka jest fanką kleju w pistolecie, prace mentalnie wspierał Mieszko, który przynosił nam różne pluszaki zawieszone na haku z klocków. Łucja zrobiła pierwsza (górny wianek), ale Lila po pokonaniu focha genezy nieznanej siostrę dogoniła (dolny). Z rozpędu zrobiłyśmy też dwie spinki z dużymi kwiatami, bo jak wianek zwiędnie, to na biały tydzień Łucja może nosić takie wielkie kwiatowe spinki.










