Muzyczny Dzień Dziecka

„Prenumeruję” całą masę newsletterów związanych z atrakcjami dla dzieci. O Dniu Dziecka było głośno od miesiąca. Wiedziałam, że pewne rzeczy lepiej odpuścić. Takie parki z dinozaurami, tak samo jak ogrody zoologiczne przeżywają tak ogromne oblężenie, że nie ma sensu tak jechać. Podobnie jak centra handlowe co w taką słoneczną pogodę jak dziś jest dla mnie niezrozumiałe…

Ale zaciekawił mnie Dzień Dziecka w Żelazowej Woli. Impreza wydała mi się niszowa i taka zupełnie w innym stylu. Wyruszyliśmy naprawdę rano – chciałam tam nie tylko być w momencie otwarcia, ale zahaczaliśmy też po drodze o dziadków. I to był jedyny minus, dzieciaki były niewyspane i dużą część czasu marudziły. Ale było ekstra. Powiem więcej, jest obowiązkowo do powtórzenia! Wszędzie była muzyka, ze sceny grały na fortepianie małe dzieciaki, była rewelacyjna gra terenowa, czyli biegaliśmy z wielkimi kartkami i zdobywaliśmy kolejne pieczątki (za nauczenie się tańca salonowego, za odśpiewanie piosenki po francusku, za ułożenie nut, za nauczenie się jak wiązać fular i zdanie lekcji botaniki, która była wiedzą obowiązkową w czasach kompozytora 🙂 Na policzku, albo na ręce można było mieć namalowaną nutkę, albo instrument muzyczny (Mieszko wybrał niebieską gitarę).

Wszędzie przechadzały się  osoby w strojach z epoki, była cała masa dodatkowych atrakcji (strefa Lego, zajęcia plastyczne związane oczywiście z Chopinem i XIX wiekiem), a wychodząc za wypełnione karty z zadaniami dostaliśmy górę prezentów (książeczek, balonów i płyt z muzyką 🙂 

Dziadkom też się podobało. Lutka chodziła zafascynowana roślinnością parku („Oni muszą to pędzić, niemożliwe, żeby rododendrony miały takie kolory„) i trzeba przyznać, że takie np. paprocie to były wielkie jak w ogrodzie jurajskim, a Krzycho wyczaił leżaki z biblioteczką 🙂 Super miejsce!

zastępstwo

Nie było dzisiaj mojej instruktorki Zumby. Zamiast niej pojawiła się nieznana mi babka. Trochę była ode mnie niższa, ale każda część jej ciała była 2, albo 3-krotnie (pupa) większa od mojej. Albo nawet czterokrotnie? Zastanawiałam się jak ona da radę, ale ona ożywiła każdą część swojego ciała. Kręciła się i wirowała. Była niesamowita. Energetyczna i pozytywna. Pomijam to, że patrzyłam na swoje odbicie i wydawałam się sobie ZA chuda, ale wrażenia płynące z kontaktu z taką osobą były niesłychane.

Razem z nią na zajęcia przyszła starsza babka. Malutka, wyżyłowana i wysportowana. Coś jak Jane Fonda. Dobrze ubrana, krótkie siwe włosy i masa energii. W którymś momencie jedna w uczestniczek nie wytrzymała i powiedziała do niej:

  • Muszę to powiedzieć. Masz niesamowitą figurę!
  • Dziękuję!
  • Wiem, że nie powinnam powinnam oto pytać, ale ile masz lat?
  • 59. A Wasza dzisiejsza instruktorka to moja córka.

🙂 Wow… To była przygoda. Potem okazało się jeszcze, że matka zawsze chodzi tam gdzie występuje jej córa, bo lubi z nią ćwiczyć. Super. Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień bez Stanika 🙂 Na ćwiczenia założyłam, bo jak to ładnie opisano w „Bękarcie ze Stambułu„, nic nie przeszkadza kobietom w aktywności fizycznej bardziej niż piersi, ale na spacer z psem i domową krzątaninę już się uwolniłam 🙂 Kolejne śmieszne biuściaste święto to 5 lipca (Międzynarodowy Dzień Łapania za Cycki 🙂

Wiankowy DIY

Koniec roku był zawsze jak dobry cliffhanger w średnim serialu. Myślisz, że w sumie nie było tak źle i właściwie po co te wakacje? Bo końcówka maja i cały czerwiec to wyłącznie rozrywka. Lekcji już nie zadają, Łucja myśli o zielonej szkole, pani Lili wymyśla atrakcję za atrakcją,  a i w przedszkolu zaczęło się trwonienie budżetu z rady rodziców i wycieczki. Dziś Mieszko był na spartakiadzie międzyprzedszkolnej skąd wrócił z dyplomem (dumny, bo to pierwsza sportowa nagroda), a w środę jadą na wycieczkę. 

A my zrobiliśmy kolejne wianki na drzwi. Tym razem takie na Dzień Dziecka 🙂 To nasze pierwsze wianki robione na styropianowej bazie i bardzo dobrze się nam na tym pracowało. Kupowałam przez net i wydawało mi się, że średnica 26 będzie konkretna i zrobimy JEDEN, ale okazało się, że to wcale nie jest duże, więc zrobiliśmy DWA. Zabawki do wyklejenia były z cyklu: Nie bawię się, ale NIE MOŻESZ wyrzucić!!!, czyli coś co przewala się we wszystkich dziecięcych zasobach (dodatki do jogurtów, niespodzianki z jajek z niespodzianką oraz inne przedmioty z bliżej niezidentyfikowanego źródła). Zanim je jednak przykleiliśmy, bazy zostały owinięte paskami materiału w groszki, który  panny przypinały szpilkami.

A ponieważ pistolet był wyjęty to panny z rozpędu narobiły sobie spinek (ten spinkojad w szkole to zmora większa niż pożeracz skarpetek w pralce 😉

A tak wyglądało cudowanie ze spinkami 🙂

Drwina to też słabość

– The 100, Lexa, drugi sezon. Odkryłam przedwczoraj, że mam zaległe 9 odcinków drugiego sezonu 100. Trzymane na gorszy wieczór jako rarytas. I odpaliłam i wciągnęło mnie, że tak patologicznie, olewając wszystko w domu doszłam do końca. Ależ to jest ekstra serial! 🙂

Mieszko wrócił z przedszkola z piosenką na ustach: 

  • A ja wolę moja mamę […] Złote oczy jak mój miś! – I płakała rano dziś!
  • A dlaczego ta mama płakała?
  • Bo się oparzyła żelazkiem.

Bo ciągle prasuje? 🙂 Nowy serial do prasowania to kolejny sezon Wikingów.

Gdyby Kopciuszek została do rana, dałaby się zamroczyć kilku drinkom, wyszedł by z tego romans, a nie małżeństwo.

Bajki rozebrane, Katarzyna Miller

Z okazji Dnia Matki kupiłam sobie dwie książki – z cyklu: polecane w tym poradniku co to ostatnio wałkowałam. Wczoraj jedną zaczęłam czytać i podoba mi się. Bajki rozebrane to rozłożone na czynniki pierwsze bajki dla dzieci. Btw. zanim zaczniecie czytać zastanówcie jaką bajkę lubiłyście jako dziewczynki – to ważne pytanie! Wklepię Wam też fragment z rozdziału o Kopciuszku, który mi się bardzo podoba:

Kobieta tworzy codzienność. Tworzy bazę życia. Cóż w tym złego? Dlaczego próbujemy to spychać na bok jako nieważne? Z codziennych zajęć można czerpać olbrzymią siłę. Nie znaczy to, że każda kobieta ma się tym zajmować, ale jest to kobiece.

Pozostałe z kupionych książek to Małe ptaszki Anais Nin, które są powieściami erotycznymi dla kobiet (jeszcze nie zaczęłam czytać) i O malarzu rudym jak cegła, dla dzieciaków, bo cały czas mam problem z kupowaniem książek TYLKO dla siebie 🙂 To ostatnie jest super. Autorem jest Janusz Stanny, grafik, karykaturzysta i twórca ilustracji, którego już nie ma. Pamiętam tą książeczkę z dzieciństwa, choć chyba nie tak pięknie wydaną.

<><>

I kolejny przedmiot w kategorii: DLA DOMU. Przed remontem zdjęłam zasłony w dużym pokoju. Na komunię były gołe okna, a po komunii z wybranych już wcześniej próbek tkanin zamówiłam nowe zasłony. Poprzednie nie były złe, takie dość gęste, białe, no ale były lat 10. Schowałam je wyprane do szafy, może kiedyś do nich wrócę, natomiast teraz wiszą pasiaste 🙂 Chciałam zamówić zasłony na tunelu, który jest dość elegancki, ale przy zamawianiu coś mi się przestawiło i wzięłam na szelkach. Niech będzie i tak tym razem 🙂

MAMA

Siedziała sobie z Lutką tydzień temu na kanapie. Nogi miałyśmy położone na ławie. Relaks pełen. Powiedziałam:

  • Tak się cieszę, że ten okulista z Mieszkiem już w porządku.
  • Pomyśl, że i komunię mamy z głowy, i remont.
  • Tylko jeszcze ten ortopeda z dziewczynami w środę.
  • Ale i tak najważniejsze już załatwione.
  • Za to Ty masz jeszcze dwie imprezy w weekend… Pomyśl, że są ludzie, którzy mają czas myśleć o wakacjach. Niesamowite, nie?
  • Nie wiem kiedy my dojdziemy do tego etapu…
  • A uwzględniłaś w naszym napiętym grafiku, że za tydzień jest Dzień Matki?

I obie się zaśmiałyśmy, że co jak co, ale tym świętem to się już przejmować nie będziemy 🙂

 

Rok temu na okoliczność dzisiejszego dnia pisałam o tym, że dzieci dają siłę. Bo trzymały mnie w kupie, żeby to wszystko ratować i się nie rozsypać. Lecz w tym roku wyraźniej widzę, że Dzień Matki, to nie tylko dzień nas i naszych dzieci, ale przede wszystkim świeto nas i naszym mam. Zakładałam, że Lutka nie będzie mi już potrzebna. Że ja już sobie radzę i że powinnam się przygotowywać, że to ja będę jej wsparciem. A potoczyło się tak, że ona jest moją główną podporą. I to taką solidną. Wczoraj wpadła wieczorem by pomóc przy poniedziałkowych roszadach baletowo-basenowych. Gadałyśmy i ja idąc do kuchni rzuciłam:

  • Dam radę. Twarda jestem.

Była chwila ciszy i Lutka powiedziała:

  • Wiesz… Ja zawsze uważałam SIEBIE za twardą. Naprawdę twardą. A Ty wydawałaś mi się taka delikatna. Ale jesteś taka sama jak ja. Albo nawet twardsza.

Ja nic nie odpowiedziałam, ale to chyba największy komplement jaki mi kiedykolwiek powiedziała. Lutka to mistrzyni kreatywnej krytyki, sztywnych konwenansów i ostrej riposty czasem. Więc nigdy tych pochwał nie było dużo. A tu takie coś.

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mamy!!! Zasypywana jestem laurkami od tygodnia (cudowna jest taka od Mieszka, gdzie namalował mi mikser miksujący truskawki i rozlaną wodę – proszę jaki prawdziwy kadr mistrza realizmu :), ale Wy pamiętajcie dziś o swoich mamach! 🙂

Talenta wyniesione z ZETPETÓW

Dostajemy czasem jakieś ubranka. Po dwóch chłopcach – dziedziczy je Mieszko. I niesamowite jest to, że te ubranka jeszcze się do czegoś nadają 🙂 Jak te dzieci to robią??? Gdy sezon kończy ciuch eksploatowany przez któreś z mojej trójki, to praktycznie jest do wyrzucenia. Zużywają buty. Lilka po dwóch miesiącach robi dziury w podeszwach (upolowałam dziś w L dwie pary butów na lato, bo w lecie potrzebuję po jednej parze na miesiąc dla każdego). Mieszko dziurawi na kolanach (pozostała dwójka też). Lilka czasem wycina sobie dziurkę nożyczkami w szkole (patrz fioletowa bluzeczka w pasy). Mam koło pianina taką górkę i czasem jak zrobię prasowanie, a chce mi się jeszcze porelaksować przy serialu to sobie dziergam 🙂 W życiu nie sądziłam, że zpt-y AŻ tak się przydadzą 😉 I naszywam ostatnio głównie polarem (resztką co mi została po kalendarzach adwentowych). Samochodziki, kółka i serduszka 🙂 Wspaniała ze mnie krawcowa 😉

I w bonusie sroka. Porzuciła Lilka koło trampoliny bułkę i od rana mam za oknem ptaszyniec wydzióbujący po kawałku!

Dziś wygrają bukmacherzy, więc idę zagłosować i ja…

Powiedział mi kiedyś brat Lutki, że ich mama (a moja babcia) najbardziej lubiła patrzeć przez okno na wnuki. Przyjeżdżały do niej na lato, bawiły się w wielkiej zbudowanej przez dziadka piaskownicy, a ona stała w oknie. Ja siedząc w tej piaskownicy nigdy tego nie widziałam, ale miło mi było tak po latach się o tym dowiedzieć. I przypominam to sobie, kiedy się chowam za drzewem i podglądam te dziecięce sojusze, intrygi i rozgrywki 🙂 Wspaniały widok!

<><>

Regularnie przegapiam Zielone Świątki. Boże Ciało, Matki Boskiej Zielnej jakoś notuję, a Świątki mi uciekają. Odbijam się od zamkniętych drzwi sklepów i dopiero wtedy to odkrywam. Za rok obiecuję pamiętać. Święto jest związane ze świętowaniem wiosny i oczekiwaniem na nadejście lata. Domostwa  przystrajało się zielonymi gałązkami, tatarakiem i kwiatami  i jestem pewna, że przez problemu znajdę trzech pomocników, którzy mi w tym pomogą. Miało to zapewnić udane plony i odganiać złe moce. A by nie przegapić wklepuję sobie właśnie do komórki 16 maja (bo tak w 2016 będzie wypadać 🙂

Mamo, a czy Ty wiesz, że mama Olka mówi do niego Oluś?

-Mieszko, który jest wyczulony na objawy matczynej czułości bardzo 🙂

Dzisiaj szkoła zrobiła piknik. Impreza jest z roku na rok coraz większa i ciekawsza. Były więc dmuchańce, trampoliny, kiermasz ciast, loteria w której każdy los wygrywa, pokazy walk wschodnich wykonywane przez uczniów, spartakiada międzyszkolna, wykład ratownika (prowadził ten sam koleś, którego znałam z kursu 1-szej pomocy z przedszkola), elektryczny byk (rodeo), którą operował pan Piotr (logopeda) i  jak jeździły maluchy to byk kołysał się powoli, a jak wchodziły konie z gimnazjum to spadały po 3 sekundach szarży 🙂 Był też koncert chóru szkolnego i pop-gwiazdy 🙂 Potem błyskawicznie pognaliśmy na basen i na niezdrowe żarcie później 🙂 A poootem było już tylko wyciszanie z balonami 🙂 Lilka ze swoim kumplem Olkiem łapią jasno- różowy balon:

Kobieta przez jedną noc jest w kiepskim nastroju, a świat nagle chyli się ku upadkowi?

– Norma Bates z Bates Motel, po jednej nocy kiedy „urwała się z domu” i wyłączyła telefon. Oraz kolejnego dnia rano zaczęła czytać sms-y :))


Fascynująca jest ta kampania wyborcza. Podejrzewam, że każda kolejna będzie coraz ciekawsza, ale musicie sami przyznać, że bogactwo memów i dowcipów ubarwiają każdy profil na fb i każdą listę meilingową. Żaden z kandydatów oczywiście nie jest idealny i może dlatego tak łatwo się z tego nabijać i dystansować? 

<><>

  • Mamo, a po co księżniczka całowała żabę?
  • Nie mam pojęcia Łucza. W sumie to po co całować żabę, skoro można pocałować księcia?
  • W życiu nie pocałowałabym żaby, nawet gdybym wiedziała, że zaraz zmieni się w księcia.
  • Bardzo słuszne podejście 🙂

<><>

I jeszcze wynalazek. Strona, którą obserwuję urządza właśnie indiańskie przyjęcie. Fantastyczny rozmach i cudowne wynalezione pomysły. Wkleję Wam kilka zdjęć :)) Coś mi się zdaje, że misją na tegoroczne lato będzie… ZBIERANIE PIÓREK! 🙂