Rzadko się zdarza by kobieta tak dobrze się czuła w swojej skórze

– do znudzenia „Selfridge”

Czego nam życzyć w naszym dniu? Może więc tego dobrego czucia się we własnej skórze? Skórze nie matek, nie żon, a kobiet?? Albo i matek, i żon i kobiet?!? Po roku bycia samemu – no bo tak trzeba by to liczyć, jako, że wszystko zaczęło się 5 kwietnia rok temu, mogę śmiało i feministycznie powiedzieć, że dobrze mi ze sobą. Od jakichś dwóch miesięcy czuję, że może mi się coś w życiu chcieć. Chociaż proporcjonalnie zwaliło mi się na głowę sporo obowiązków dzielonych kiedyś na pół, to widzę, że wcześniej zatracałam się w tej codziennej bieganinie i obsłudze wszystkich. Nie to że polecam bycie samemu, ale okres przerwy od bycia w parze daje dużo. Albo może dać dużo. Weźmy na tapetę „obowiązki małżeńskie” :)… O Bosche… Ależ mi się nie chciało 🙂 A teraz już nawet sobie o tym czasem myślę 🙂 Wciągają mnie książki, myślę o tym, że wyjąć maszynę do szycia i przymierzam się do kolejnego kursu gotowania. Dzieje się wszystko to co lubię.

Dziś zaczęłam biegać. 8 marca zdało mi się dobrą datą na początek. Rano wciągnęłam sportowe ubranka pozostawione przez męża (dobrze że podobny mieliśmy rozmiar) i pobiegłam. Nie działa pulsometr i miałam ochotę przełożyć to na moment kiedy go naprawię, ale doszłam do wniosku, że to klasyczne „if only„. Pobiegłam więc na szkolne boisko, zrobiłam okrążenie na bieżni i wróciłam. Minęło 12 godzin i pachwiny już mi odpadają, choć cała wyprawa zajęła 25 minut 🙂

Kwiatków właściwie nie mamy. Kupiłam NAM tylko trzy doniczki szafirków, a Lilka przyniosła ze szkoły w piątek tulipana. Wielki bukiet kupimy sobie jutro, jak będą je wszędzie wyprzedawać. W końcu, fajnie być DZIEWCZYNĄ!