Obudziłam się wczoraj z radosnym Dla mnie Ty, Ja dla Ciebie, Ło-Ło-Ło-Ło, We mnie Ty i my w nas… Ależ świetny bit na początek tygodnia! Nie wychodząc z tych rytmów NA CZAS mycia głowy, suszenia i układania włosów (idzie mi coraz lepiej, ale chwilę to trwa cały czas) odpalałam sobie kolejne hity. Zaczęłam od tych Kolorowych Snów, potem Ty jedna na milion, Żono moja (wyłączyłam bo to jednak nie ta faza), Bania u Cygana i szło dalej!
A na czym odpaliłam? Ano na komórce. Sytuacja z laptopem jest taka, że aktywowany został PRZEDostatni, który nie ma baterii i lap jest na stałe podłączony w okolicach gdzie rozstawiam deskę do prasowania. Poza tym każde poruszenie powoduje wysypanie zegara i wszystko trzeba ustawiać na nowo (bo gógiel nie działa jak zła data- możecie sobie to sprawdzić).
Tyle, że w tym wirowaniu z suszarką telefon bęcnął na podłogę. Robił to już wiele razy, więc bez stresu zbierałam kolejne części. Obudowa jest, bateria jest, a wyświetlacz? Uppss… Pokryty pajęczyną pęknięć Tak gęstą i głęboką, że nie działa. Hmmm. Nie będę się tym przejmować, tysiąc lat temu ludzie NIE korzystali z komórek 😉 dam radę i ja. Zostałam co prawda poratowana zbieraniną komórek, ale tak naprawdę to w marzycielskiej strefie zakupów techniki nowy telefon wysuwa się na pierwsze miejsce dystansując laptopa, nowy obiektyw i tablet dla Lilki.
<><>
Lecz by nie było smętnie kolejne z cyklu WIECZÓR. Tym razem Lilka zapraszająca Sziwę do wspólnej nocy z wiewiórką (wiewiórka to ten piesek na poduszce i kołdrze 😉



