- A o czym jest ta książka?
- Przeczytam Ci opis: Nie wolno się pocić. Nie wolno się śmiać. Nie wolno ściągać na siebie uwagi. I przede wszystkim NIE wolno zakochać się w jednym z nich…
- A kim on jest?
- Który Lilu? Ten na okładce? To ostatni człowiek. Ale na pewno spotka jakąś kobietę i się w niej zakocha.
- A gdzie jest rysunek z nią?
- Nie ma. Właśnie dlatego książki są fajne, bo sama musisz ją sobie wyobrazić.
Wygląda na to, że UDA mi się zaplanowany na ten rok projekt: 1 książka na miesiąc. Wiem, że to wyczyn żaden, ale to i tak będzie duży skok w stosunku do ostatnich lat. Tak szczerze to miałam problem z literaturą. W dziecięcej siedzę mocno, ale jak szukałam czegoś dla siebie i to często posiłkując się blogami to nic mnie nie porywało. Mistrzowie słowa, wyjątkowe narracje i złożeni bohaterowie sprawiali, że szło mi czytanie po latach opornie. Ale we wtorek kupiłam sobie książkę. Tak na żywo. Oglądałam okładki, otwierałam losowe strony i wybrałam. To naprawdę żadna pierwsza liga, ale wczoraj (dzisiaj) czytałam do drugiej w nocy. Klimat podobny do Igrzysk Śmierci.

<><>
Dostałam newslettera, że znowu rusza dym o sześciolatki w szkole. Puf… Bardzo bym chciała by pewne rzeczy były stałe. Lilka jest w pierwszej klasie, a i Mieszka trzeba będzie wysłać w takim samym trybie, bo on jest dojrzalszy niż większość grupy. Lecz na pewno sześciolatki bardziej pasują do zerówki niż do pierwszej klasy i widocznie zaczęły schodzić informacje, że obecne pięciolatki w przedszkolach do szkół się NIE nadają. Lilka w szkole radzi sobie dobrze, ale Łucja rok temu robiła równania porównując tarcze zegarów. Zajęcia zaczęły się o tej godzinie, skończyły o tej, ile trwały- ułóż równanie. Ja wiem, że mają niby trzy lata by się zrównać, ale Łucji klasa przecież nie stoi w miejscu. Dziś mieli np. o alfabecie Braille-a. Oglądali film i uczyli się czytać podstawowe rzeczy. To NIE będzie ten sam poziom na początku klas czwartych.
