Nie potrzebuję książek – moja wyobraźnia zajmuje mnie wystarczająco

 – Will Graham w celi, Hannibal Lecter (serial)

Chciałam wkleić dziś dwa linki. Pierwszy niestety się nie uda, bo art online jest zahasłowany, ale to kompendium wiedzy o walkach wschodnich. Że warto zapisać na nie dzieci, bo są świetne rozwojowo. Porównałam więc wszystkie, co dla kogo i jakie i zdecydowanie NIE będę kibicować capoierze, jujitsu, muay thai (tajski boks), kendo (walczy się przy pomocy drewnianych mieczy) czy aikidido, ale jeśli będą chciały ćwiczyć pchnę w kierunku tradycyjnego kung-fu, lub-lub ewentualnie karate (dużo żmudniejsze ćwiczenia).

Więc o drugim prasówkowym wynalazku... Przeczytałam niesamowity artykuł o rozstaniu. Mam go w wersji papierowej, przeczytałam go dwukrotnie pod rząd i leży koło łóżka bo raz po raz do niego zerkam. Uderzyła mnie jego trafność i odkrycie, że jestem przykładem niemalże podręcznikowym. Temat mam nadzieję, nie dotyczy większości z Was, ale jakbyście mieli chwilę czasu, albo chcieli komuś coś poradzić, to TEN txt był dla mnie przełomowy. Wkleję Wam kilka cytatów:

Widziałam taką grafikę: jeśli twój związek trwał rok, zrób miesiąc kwarantanny. Jeśli miesiąc, to tydzień. Jeśli tydzień, to jeden dzień. A jeśli dzień, to godzinę.

 Zacytuję Marię Czubaszek: kiedy od mężczyzny odchodzi kobieta, to odchodzi kobieta, a kiedy od kobiety odchodzi mężczyzna, to wali jej się świat.

 Problem jest podwójny, ponieważ oprócz utraty bliskiej osoby tracimy tę część samych siebie, która pokochała tego człowieka z jakichś powodów. I z tą częścią też musimy się pożegnać. Przeżywając utratę, żegnamy się z określonymi nadziejami, pomysłami na życie, nic dziwnego, że tracimy poczucie sensu.

Często rozstanie następuje w momencie, kiedy się nam wydaje, że zaraz wejdziemy na wyższy poziom relacji.

Itd, itd. Niesamowity jest podział na etapy jakie trzeba przejść i wydaje mi się, że do dna jeszcze nie dotarłam. Czasem wydaje mi się, że już wypływam, a potem przydarza się coś co lokuje mnie na etapie pierwszym. Więc chyba ciągle jeszcze spadam. Mam nadzieję, że zajmę się czymś na tyle, że ten dół nie będzie związany z upadkiem. Lubię myśleć, że mój umysł jest na tyle skomplikowany, że zajmie się mną i zajmie mnie na tyle, że nie zrobię żadnej głupoty.

<><>

I w klimatach czytelniczych pozostając, wieczorna panna Łucja. Dostała od cioci „Tuczarnię motyli”, drugą część książki, która jej się bardzo podobała i czyta. Połyka właściwie, bo trudno to inaczej nazwać! 🙂