Dziewczyny są babeczki, a ja jestem pączek.

– Mieszko

Lila ozdrowiała, choć zasypała ją drobna wysypka. Za to rozłożył się Mieszko, który idzie planowo- identycznie jak siostry. Czyli dziś w nocy pomiędzy 2 a 4-tą mieliśmy mega gorączkę, dużo pije i dużo śpi w dzień. I jak to słusznie zauważył czterolatek: Dobrze, że nie masz piątki dzieci, bo byłabyś dopiero w połowie 🙂

Przyszły książki na Zajączka. Mało w tym roku i jak widać, wyjątkowo, aż połowa dla mnie 🙂 To literatura z cyklu bestsellery i wyborów dokonałam posiłkując się opiniami na forach czytelniczych. Natomiast dla dzieciaków jest jedna z książek o Matyldzie (jak chwyci i Łucji się spodoba to dokupię inne z serii) i zbiór opowiadań „Gdyby jajko mogło mówić„, czyli coś co miałam w schowku od dawna i z racji okładki wydawało mi się idealne na święta wiosenne. Lilka jeszcze jest na etapie drugiego egmontowego poziomu i nie miało sensu kupować nic do samodzielnego czytania. Patrzyłam na komiksy i na kolejne książeczki z cyklu o potworach, ale w końcu wybrałam coś dla wszystkich. Dla Mieszka będzie  mała kartonikowa książeczka o wojsku, która w połączeniu z dużym pistoletem na wodę będzie stanowiła spójną całość 🙂

Ptasi domek w norweskich kolorach

Chorująca Lilka potrafi wykończyć każdego 😉 Spanie z nią to prawdziwa lekcja przetrwania. Panna śpi lunatykując, więc a to siada, a to wstaje, a to naciska Twój nos, albo przynajmniej wylewnie i mokro co chwila całuje. Na JEJ jakość snu to nie wpływa, a rano nic z tego nie pamięta! Wczoraj w nocy pomiędzy 2 a 4 wpadła w rozpacz, że  NIE MOŻE ZNALEŹĆ końca rolki papieru toaletowego… Bo przyniosła do łóżka rolkę, żeby w nią smarkać i ZGUBIŁA koniec… A dziś dramat w tych samych godzinach dotyczył słomki ze szklanki z wodą. Bo podaję im w nocy wodę w szklankach ze słomką, żeby się w tym zaspaniu nie pozalewali. I ona NIE mogła trafić słomką do ust!!! I też ponad godzinę zeszło mi na jej uspokajaniu, że NIC się nie stało :DDD 

Do szkoły więc nie poszła, pozwoliłam jej za to pomalować budkę lęgową, którą dostała na urodziny. Potem bezbarwnym lakierem w sprayu (kolejny świetny wynalazek) spryskałyśmy to i jak obeschnie będziemy mocować!

Palmy!

Dziś jedno z bardziej pozytywnych Świąt, czyli Niedziela Palmowa. Palmy to symbol odradzającego się życia, w całej Polsce odbywają się barwne pochody z palmami, a odświętne rodziny dostojnie spacerują bez konkretnego celu. Dzieci zabrał Diabli, ale do święta się przygotowaliśmy! Wczoraj rano zadzwoniła sąsiadka, czy nie dzieciaki nie mogły by porobić palm?Czemu nie? Nigdy nie myślałam, że je można robić – zawsze je kupowałam, ale przecież to wspaniały pomysł (podobnie jak walka na rulony bibuły, którą staczał w tym czasie Mieszko z kolegą). Musiałam tylko skołować bukszpan i rozłożyć folię malarską. Btw. kolejnym tegorocznym wynalazkiem jest pistolet do klejenia na gorąco. Widziałam to  na craftowym vlogu, a potem okazało się, że gazetce z L piszą, że ma coś takiego być. Klej zastyga zaraz po schłodzeniu, czyli klejenie na mocno to są sekundy.

Up o 21-szej:

Łucja opowiada:

  • A jedna babka pytała się skąd mam taką palmę. Z 50-razy musiałam jej mówić, bo nie rozumiała 🙂

Komórki przestawią Wam się same

Dziś mamy imieniny Krzecisława oraz mieliśmy Godzinę Ziemi o 20:30, kiedy należało wyłączyć światła i elektryczność. 28 marca to również Światowy Dzień Masturbacji 🙂 ale co najważniejsze, dziś w nocy przekręcamy zegarki i jutro… budzimy się godzinę wcześniej… AaaAaaAAA!!!!!!

Ostatnie badania snu pokazały, że śpimy za mało. Nic się nie zmieniło u dorosłych (rekomendacje te co wcześniej od 7 do 9 h), ale jak wół stoi, że dla wieku wczesnoszkolnego powinno być 9-do 11 godzin na dobę. W sypialni nie powinno być telewizorów, a wszelkie urządzenia typu tablet czy komórka nie powinny być używane CO najmniej godzinę przed snem. Czyli dobrze mi się wydawało, że od 18 należy się wyciszać. W sensie dzieci, bo nas dorosłych to wiadomo inne zasady obowiązują 🙂

<>

Panny oglądają serial. Główny bohater Austin wybucha:

  •  Myślałem, że Europa to państwo! A tu jest jeszcze wschodnia Europa?!!??

Lilka wybucha śmiechem i mówi do mnie wzruszając ramionami i uśmiechając się pobłażliwie:

  • Przecież My jesteśmy wschodnia Europa.

🙂

prodżekt dom

Łucja ozdrowiała, za to zgodnie z przewidywaniem doka rozłożyła się Lilka. Najskuteczniejszą metodą leczniczą wydaje mi się przesypianie z nimi nocy. Malami kiedyś napisała o wyciąganiu choroby z dzieci i powiem Wam, że to działa. Łóżko mam puste, więc tę metodę mogę sobie stosować, co robię od jakiegoś pół roku i to rzeczywiście działa. Kładę takie rozkładające się dziecko ze mną do łóżka i całą noc mogę je monitorować.  Nie rozkopuje się, albo jak się rozkopie to na bieżąco przykrywam, a jak rośnie gorączka, to mogę błyskawicznie podać i lek i wodę.

W ramach projektu coś dla domu, na marzec doszły rolety na kuchenne okna. Do tej pory były słomkowe coś, a wisiało to od lat 10-ciu. Nie szło tego ani umyć, ani rozwinąć. Nowe są materiałowe i są w kratkę. Nie pokażę Wam ich bo są zwinięte w rulon i powieszone będą dopiero po malowaniu. Ale są.  A ponieważ marzec miesiącem oszczędzania dobiłam budżet maselniczką. Kolejną i naprawdę pospolitą, choć uroczą. Jedna maselniczka już była, ale przecież muszą być co najmniej dwie. Na zmianę :))

Ano tak tu sobie chatę ozdabiam

Przeczytałam fajny wywiad z Bralczykiem, że jako naród mamy dobrze rozwinięty zmysł językowy autorefleksji. Wybitnie dobrze. Takie np. celowniki nie występują w innych językach. Dzięki temu możemy powiedzieć ANO siedzę sobie, TYLKO mi tu nie nabrudź, albo A to ci numer! I gdy siedzę sobie, to inaczej siedzę, niż kiedy siedzę. Takie ozdobniki sprawiają, że w polszczyźnie lepiej wyraża się pozytywny, negatywny lub estetyczny stosunek do tematu. Oraz podobało mi się, że czasem lepiej nic nie mówić. Szczególnie jak rzeczy są niewypowiadalne. Bo mówienie może trywializować. Btw. kompozycja z kogutem w żonkilach to dzieło Lilki…

Time is powerful force

– Mayra Andrade, piosenkarka z Wysp Zielonego Przylądka -klimaty Havany i Fado (tu macie kawałek)

Złapała Łucja jakiegoś wirusa i zasypała ją wysypka. Dziwnie tak, bo żadnej gorączki przy tym nie ma. Pogoda była dziś cudna, w szkole nic się nie dzieje, bo rekolekcje, wiec zatrzymałam w domu całą trójkę.  A właściwie nie w domu, a zabrałam je na spacer. Załadowaliśmy się do auta z psem i pojechaliśmy NA PRZYRODĘ… 🙂 Btw. u doka też już byliśmy, nic poważnego się nie dzieje, do szkoły ma chodzić, a wysypka może się utrzymać nawet trzy tygodnie. Jak widać na zdjęciach na chorą nie wygląda 🙂 Za to miała dziś nastrój na pozowanie W CHUSTECZCE 😀

Up pływający pies (i weź wsadź potem do auta taką mokrą śmierdzącą bryłę sierści i machającego ogona :), a niżej przejazd tyrolką to hit dla całej trójki 🙂 … No dobra, dla mnie też 🙂

A to miała być scenka do filmu grozy (Łucja uwielbia Horronin na Disney XD), czyli: AaAAaaAAA!!! ŻABA!!!! 😀

I w bonusie 100 % Lilki. Krzywo zapięty płaszczyk, falbanki, rozwiany włos i BIEG 🙂

Ludzie nie mogą walczyć kulami ze swoimi demonami. Potrzebują miecza

 – Haven – piąty sezon jest świetny!

Pompony urodzinowe sprzątnięte, obrus w kraby wyprany, Wielkanocne gadżety porozstawiane, kwiatki w różnych wazonach zdobią kilka pokoi. Skończyliśmy kartki i wymieniłam przednie żarówki w aucie (tzn.w serwisie wymienili, ale czujecie klimat, że OBIE NARAZ się przepaliły?). Ach i wpadła sąsiadka z książką cukierniczą z L i wręczyła mi ją ze słowami: Masz, dla Ciebie, ale musisz mi coś upiec. Pewno, że upiekę! 🙂

3,18 km w 22,56 sek, średnia prędkość: 8,3

Wczoraj nie biegałam, bo KROIŁAM. Pobiegłam za to dziś. Czas jak widać nie jest idealny, ale bieganie ok 11-stej to słaby pomysł, bo a to listonosz mnie zagadał, a to rowerzysta przyblokował ścieżkę, itp. Spalanie tkanki tłuszczowej następuje po 20 minutach cardio, więc jak widać nie naspalałam za dużo. Natomiast sprawdziłam jak działa aplikacja na komórce (ja ściągnęłam sobie Run the Map, ale nie mam pojęcia czy to jest dobre, czy złe, po prostu szukałam czegoś prostego, co na dodatek nie jest podczepione pod fb).

 

Dziś chciałam Wam pokazać trzy filmiki z Zumby. Pokazywałam je rano dzieciakom i spodobały się. Mieszko… widzi się jako instruktor zumby, co nie jest do końca złym pomysłem. Moja instruktorka uważa, że mężczyźni są świetnymi instruktorami, bo tańczący to w większości kobiety i nieliczne rodzynki szybko odnoszą sukces 🙂 Może więc to dobry sposób na dorabianie na studiach? 😉 Na filmikach niżej instruktorami są właśnie mężczyźni. Zresztą są więksi, więc lepiej widać ruchy. 

Zumba to zestaw ruchów, choreografii, które się powtarzają, choć wykonuje się je do różnych kawałków muzycznych. Jest najbardziej wysiłkowym z fitnesów i prowadzący nie uprawiają już innych sportów, bo ponoć TEN SPORT rzeźbi ciało w sposób wystarczający. Pierwszy fragment pochodzi z maratonu zumby, które odbywają się na okrągło. Zaraz na samych początku jest ruch, który uwielbiają wszystkie babki – to takie potrząsanie biustem. Polecam wykonać- wrażenia są wspaniałe 🙂

Kolejny kawałek to stretching. Robimy go na sam koniec. Układy poszczególnych spotkań/treningów/maratonów Zumby są takie, że spokojniejsze kawałki są przelatane tymi bardziej wysiłkowymi. „Baby I love U” to ulubiona piosenka mojej trenerki i dokładnie taki układ robimy.

I na koniec Zumba Kids, bo zajęcia z Zumby są też dla dzieciaków. Choreografia jest prostsza, zajęcia nie są tak wyczerpujące, chociaż też się pokrzykuje, ale właśnie ten układ dziś Mieszko mi odtańczył 🙂

Siódme – egzotyczne!

Za nami odświętowywanie siódmych urodzin Lili. Wiecie już o niej dużo, reszta jest zagadką nawet dla mnie 🙂 Goście stawili się licznie, choć nie do końca w komplecie i impreza się dziewczynie podobała. Co prawda zaraz po zdmuchnięciu świeczek na „sto lat” uciekła na górę, ale i tak musiał ją tam dogonić okrzyk: A KTO? LILA!!!

Do jedzenia zaserwowałam tajskie dania, których nauczono mnie na czwartkowym szkoleniu. Piątek upłynął na poszukiwaniach w miejscach naprawdę niezwykłych składników, ale potrzebny był mi i świeży bambus i korzeń galangi, który do tej pory zastępowałam imbirem, ale to są dwa zupełnie różne smaki. Itd.  Wszystkie te potrawy robi się na szybko, więc do południa przygotowałam sobie tylko pokrojone składniki, by łatwo było je wrzucać na patelnię. Była więc zupa kokosowa Tom Kha Gai (podobna do tej, choć z niedużymi modyfikacjami), były polędwiczki z grzybami czyli Neu Pad Nam Mun Hoi (coś jak to, choć w oryginale jest polędwica wołowa, ale miałam gości nie jadających wołowiny- btw. oyster souce jest rewelacyjny) wraz z kapustą pak choi usmażoną z olejem sezamowym. Na deser, obok wybitnego tortu z nowej cukierni, był sakoo piek, czyli perły tapioki w kokosie i z melonem 🙂 Muszę przyznać, że zdałam sobie dziś sprawę, że bardzo pewnie czuję się w tych kulinarnych eksperymentach. Nie boję się, że coś komuś nie będzie smakować i chociaż tapioka była niedogotowana to gościom to w ogóle nie przeszkadzało. Mi też zresztą nie.

Prezenty się panience podobały (łącznie o dziwo z breloczkami przyjaźni, które dostała od siostry :), a dom mamy zasypany kwiatami. Mamy i żonkile, i kilka bukietów tulipanów, i róże, i goździki i nawet krokusy, które rano zrywała w ogródku (wydłubując je ze śniegu) Łucja.

Nie miałam dobrego aparatu, więc zdjęć z imprezy niet :/ Mogę Wam tylko pokazać jeszcze tylko dwie foty z etapu przygotowań 🙂

Wszystkiego najlepszego szczerbata żabko! 🙂