Luty miesiącem… nożyczek

Ciachnął Diabli synka i voila! 🙂

<><>

I jeszcze fota z wieczornej niedzieli. BO jak wiadomo lekcje należy odrabiać zaraz po szkole w piątek 😉 Dlatego Łucja przy biurku, Lilka na łóżku z książką (cały czas dukamy, ale panna ambitnie codziennie kawałek sobie czyta), a Mieszko z tabletem.

Wielbiciel dużych biustów

Odstawiłam rano dzieciaki na plastykę, po godzinie wracam – wchodzę by je odebrać, a młody leży na kolanach i dekolcie prowadzącej, i patrzą się sobie w oczy. Mówię:

  • O jak tu czule! On tak długo?
  • Całe zajęcia. Chyba jest zmęczony.

Młody wysłał mi triumfujące spojrzenie, odbił się ręką od sporego biustu pani Sylwii i przybiegł do mnie 🙂 Po kim on taki amator kobiecych ciał (dużych dodajmy) to nie wiem 🙂 Ale tak chwilę pogadałyśmy i olśniło mnie, że w sali obok w godzinach plastyki dzieciaków jest zumba. I zamiast tak jeździć w tę i spowrotem to na tę godzinę powinnam się wbić na zumbę. Plan świetny, od razu się zapisałam i od przyszłego tygodnia zaczynam! 😀

okoliczności

Dzisiaj była druga tura obchodów Dnia Babci i Dziadka. Tym razem w szkole. Aaale, impreza była organizowana przez świetlicę i żadna z panien nie występowała, bo wytypowano takich najbardziej przebojowych (żadna się nie kwalifikuje 😉 Tym niemniej jednak Lutkę z Krzychem ściągnęłam, bo pod płaszczykiem przedstawienia (na którym byliśmy może 5 minut) pokazałam rodzicom szkołę. Budynek, podobnie jak większość tego typu jest na codzień zamknięty dla ruchu nieuczniowego. Mogą wejść nauczyciele, pracownicy szkoły, ale cała reszta z rodzicami włącznie dochodzi tylko do szklanej bramki i stamtąd przez videofon wywołuje dziecko ze świetlicy. A że szkoła stale się rozrasta chciałam im pokazać świetlicę Łucji (bo to inna niż rok temu) i stołówkę. Wślizgnęliśmy się też na halę sportową i podejrzeliśmy budowę kortów oraz zajęcia z karate (Lutka już widzi Mieszka jak tam ćwiczy 🙂

<>

Wczorajszy wieczór. Dzień w dzień to samo. Kąpią się, kładą się spać i nagle są GŁODNE. Gadałam z jedną mamą i ona mówi, że u niej jest to samo :)) I że nakrzyczała w domu na swoich synów, że OSTATNI posiłek jest o 18-stej, bo nie może z tej kuchni wyjść 🙂 No bo jak tu wyjść, skoro o 23-ciej z sypialni może wyjść taka Liliowa zjawa z łzami, że ona by coś zjadła… Wczoraj dostały kakao i smażone kiełki (to wybrały z zaproponowanego menu). A nocny piknik zrobiły sobie na schodach 🙂

Oczy Andżeli

  • Zawsze mogę wsiąść na rower i szybko uciekać.
  • Nie możesz bo Telewizor Cię złapie. I ZABIERZE Ci rower.
  • To ucieknę do domu.
  • Ale ona wejdzie za Tobą i zabierze Cię ze sobą.
  • To będę bujać się na huśtawce tak mocno, że nie podejdzie do mnie.
  • Ona nie boi się huśtawki!

Pamiętacie swoje podwórkowe lęki? U nas między blokami zgrozę budziła Telewizor. To taka babka co chodziła po śmietnikach, mieszkała nie wiadomo gdzie i była postrachem wszystkich dzieci. Nie mówiliśmy o niej rodzicom, więc nie było nikogo kto by te nasze paranoje porozwiewał i nakręcanie się nią trwało chyba kilka lat.

Ale lęki są na miarę pokolenia i obecne dzieci boją się… cyberprzestrzeni, która może przeniknąć… Łucja wróciła wczoraj ze szkoły z obsesją pt. ANGELA. Talking Angela to elegancka kotka, która siedzi w swoim francuskim mieszkanku i po kociemu, trochę zaczepnie, trochę figlarnie (ta figlarność i pacnięcia łapką wywołują największe zamieszanie) odpowiada na pytania i je zadaje. Coś takiego jak Talking Tom, czyli kotek, który powtarza nasz głos zniekształcając go. W oku kotki odbija się jej mieszkanie i wokół tego odbicia zrobił się największy dym. Trudno mi Wam to przybliżyć, bo twory fantazji są strasznie rozbudowane, są topiki na nastoletnich blogach i wątki na f-b. Z grubsza chodzi o to, że OKO Angeli to kamera i kryje się za nią KTOŚ. Dziewczynki w klasie Łucji masowo skasowały sobie tę grę z tabletów, ale nakręcanie się trwa dalej. Łucja wczoraj krążyła po necie (filtry już działają, więc dotarła głównie do tych nastoletnich blogów) i najwięcej czasu spędziła przeglądając gógiel obrazy pod kątem hasła: OCZY ANGELI. I wiecie co najlepsze? Przez te kilkanaście minut wyświetliło jej głównie Angelę Merker lub Putina :)))

Obwinianie jest łatwiejsze, prawda jest trudniejsza

– Knick, s01e02

Walczę z moją nową fryzurą i póki co polegam… Budzik nastawiam 20 minut wcześniej (zachciało się Zosi jagódek) i układam grzywkę (na Kożuchowską). Zaczesuję na lewo (słabo), bach – przerzucam na prawo i przez chwilę jest lepiej. Guma do włosów, lakier i przez chwilę się trzyma. Wychodzę na dwór (bez czapki), bo przecież fryz się zepsuje, ale pod wpływem zimna i tak siada :/

Dziś odwiozłam Mieszka (w przedszkolu ma być na 9-tą), a wracając wysadziłam przy szkole Łucję (ona ma na 9:30, a Lilka jeszcze spała jak wychodziłam). Lecz panna puściła mi spojrzenie spaniela, żeby ją odprowadzić do sali. Przyczepiłam się do krawężnika i poleciałyśmy. Ale mówię: nikt mnie nie może zobaczyć, bo cały czas MAM nieułożone włosy. Weszłyśmy do szkoły, minęły dwa metry i zza zakrętu wpadł na nas pan Piotr (młody, samotny i przystojny logopeda). Ja wiem, że typ wykonywanego zawodu go dyskwalifikuje (mówię szybko i niewyraźnie, więc udusiłby mnie na pierwszej randce), ale na wszelki wypadek, żeby nie wypaść z biegu wciągam przy nim brzuch. I zauważył mnie :000 I „dzień dobry” i drugi raz „dzień dobry”, bo może nie usłyszałam. Usłyszałam, odburknęłam i ze spuszczoną głową gnam z tą Łuczą za rękę dalej. Tylko kątem oka widzę, że poprawia sobie włosy.  I po chwilli jeszcze raz… Znaczy się wyglądam tak, że od razu się pojawia wątpliwość czy w ogóle styczność z grzebieniem miałam… AaaaaaAAa!!! 

<>

A macie demota!”Pokłóciłeś się żoną? Zakręć pokrywki mocniej – sama przyjdzie” 🙂

Jeżowa Zębuszka na stand-by

Chwieje się ostro Lilce ten ząb, ale boję się, że tak jak w przypadku Łucji chwilę to potrwa :/ [wtedy to było dwa tygodnie]. Lilka wymyśliła, że chce jabłko, bo ona wbije zęby w to jabłko, a ząb zostanie 🙂 Tyle, że nie ma teraz dobrych jabłek. Btw. jak co roku o tej porze dochodzę do wniosku, że luty to najsłabszy jedzeniowo miesiąc. Cytrusy się pokończyły, nowalijek na horyzoncie nie widać, słodycze ze względu na wiosnę i lato dobrze powoli odstawiać, więc co tu jeść??

Nieważne… Ząb ważny, co to wypaść nie chce, a przecież Zębuszka już czeka… Od dawna, bo rok temu, jak Łucja traciła zęba, Lila napisała (moją ręką) co ona chce za swojego pierwszego zęba. Żeby Zębuszka jak będzie zabierać ząb Łucji wzięła też list od Lili. (list się zachował). A zażyczyła sobie Lila pluszowego JEŻA…I pamięta to!

Z tym jeżem to inna historia… Jak w grudniu ponad rok temu dziadek Krzysiek świętował swoje urodziny w Krakowie to poszłam z Lutką do malla przy dworcu na zakupy. Same, we dwie, bez dzieci się wyrwałyśmy. I tam na takim straganie po środku sklepu zobaczyłam cudne pluszowe jeże…

A potem Lilka ni stąd ni zowąd dwa tygodnie później wyjechała z tym jeżem za JEJ PIERWSZY ząb. Cóż za zbieg okoliczności! Ale pomyślałam, że to dobrze, bo jeże już namierzyłam.

 

Jesienią Lila miała dużo problemów z górnymi czwórkami. Puchły i ropiały jej dziąsła, zakładane były opatrunki i prawie przez miesiąc co kilka dni lądowałyśmy u dentysty. Istniało ryzyko, że obie będą wyrwane, bo ją stale bolały. 

I zaczęłam wtedy szukać tych jeży w necie… I NIE było. Pisałam nawet do producenta (bo znalazłam tych z tego straganu), czy nie mają. Ale okazało się, że jeże to była poprzednia kolekcja i JUŻ nie ma, i JUŻ nie będzie… Lecz jechał wujek Marcin do Krakowa na jesienny weekend, więc mówię mu: Mały, podejdź do sklepu firmowego, w necie nie ma, ale może na żywo gdzieś jakiś jest.

I BYŁ! A że wujek to maksymalista to od razu DWA kupił 😀 I siedzą te jeże w szafie już pół roku i czekają na ten mały ząbek… :)))

<><>

Zaniosłam dziś do szkoły zrobionego przeze mnie w ubiegłym tygodniu Bo-Lolka. Baardzo się podobał 🙂 Dołączyłam do zestawu grubą przezroczystą taśmę klejącą, farbki i marker,  którego używałam gdyby wychowawczyni postanowiła coś domalować (namiot?). A na plastyce wszystkie dzieciaki kolorowały postacie, które później ozdobią ich kącik na balu. Lilka miała TWARZ 🙂 Bolka :)))

medialne mechanizmy

A jak mnie Pani zapyta gdzie byłam na ferie, to jej powiem: Przecież PANI wie! 🙂 – planowała wczoraj wieczorem Lilka, bo przecież swoją wychowawczynię spotkała na Krupówkach 🙂 Ale pani nie zapytała, więc ten świetnie przygotowany tekst nie został użyty.

Mieszko nie miał czasu rozmawiać o feriach, a Łucja tylko Natalii, która jest łasuchem powiedziała, że TE batoniki są z WŁOCH. Nic się te dzieciaki chwalić nie potrafią 😉

<>

Siedząc przed salą baletową gdzie ćwiczył Mieszko trafiłam na cykl artykułów o grach komputerowych i Internecie dla dzieci. Było o czymś fajnym co muszę pannom na tabletach sprawdzić, czyli czy mają tryb bezpieczny na googlu i Youtubie. To taki podstawowy filtr dla dzieci. Oraz pobrać program kontroli rodzicielskiej, który podobno ma wersje nieodpłatne w necie (jak znajdę dam znać). Przeczytałam też wywiad z guru cyber świata- Espenem Aarsethem, który jest skandynawskim badaczem gier i ich wpływu. I co ważnego powiedział? Że gry są dobre- że sam mechanizm na jakim opiera się to medium: symulowanie problemów i poszukiwanie ich rozwiązania, oswaja użytkownika z myśleniem w kategoriach logistyki. Gry kształcą zdolność planowania i przewidywania, a także oswajają z technologią. Przypomniano również, że wszystkie demony jakimi się teraz straszy związane z uzależnieniem od Internetu oraz utratą kontroli nad własnym umysłem i nawykami przypisywano kiedyś video, wcześniej telewizji, radiu, a jeszcze wcześniej… książkom!

To dziennik. Służy do zapisu myśli, a nie faktów.

– Beauty and the Beast s02e22

W ramach cyklu „do prasowania”, który bywa też cyklem „przy samotnym jedzeniu” tudzież cyklem „podziergam sobie przy czymś” (telewizora nie ma już drugi miesiąc) skończyłam drugi sezon Beaty and the Beast. To taki większy harlequin, ale na głównym bohaterze przyjemnie zawiesić oko, a i dialogi dobre czasem się zdarzają. 

    • Dziś Walentynki? Nie obchodzę – wzdrygnęła się Tess – Zresztą… Ostatni raz uprawiałam sex na święto Dziękczynienia.
    • Z kim? – zaciekawiła się Cat.
    • Nieważne. To nie powinno było się przydarzyć :))

Muszę przyznać, że w gruncie rzeczy przyjemnie się to oglądało 🙂 Ostatni odcinek btw. obejrzałam razem z Łucją za plecami, która też robiła dzióbki w momentach kiedy Vincent zabierał się do amorów… (w tym odcinku, tylko buziaczki były 🙂 Teraz pytanie, czy polecieć z Haven, które mają mid sezonową przerwę, czy rozpocząć chirurgów (Knick)? :/ Zdecydowanie najbardziej ciekawi mnie 100, ale to taki rarytas, że trzymam go sobie na wieczory wyjątkowe, zresztą to końca sezonu jeszcze kawałek. 

Zaczynamy luty -mój kalendarz kosmetyczny jaki dostałam przy zakupach w drogerii pod koniec roku mówi, że to miesiąc zapachów. Otworzyłam więc nowe (i ostatnie w szufladzie) perfumy. Taki zapach, który istnieje chyba tyle lat co mam ja, więc jest dużym klasykiem i wiele lat wydawał mi się mdły. Ale ta pierwsza nuta dziś mi się spodobała, więc chwilę z nimi zostanę 🙂

Szykujemy tornistry, temperuję kredki i zbieram nakrętki do przedszkola. Ach i Lilce chwieje się ząb. Pierwszy… Chyba nadchodzi kolejna epoka Zębuszki…