Trzy tygodnie temu napisał do mnie semesa instruktor pływacki Łucji, czy ona by nie wystartowała w zawodach pływackich. Panna pływa od września, ale wystartowała by w kategorii początkujący, czyli do przepłynięcia z deską kilka metrów na płytkim basenie. Jak to ładnie nazwał: by krzewić sportową postawę. Pomysł uznałam za świetny, a jej veto, że się wstydzi uznałam za bezzasadne, bo akurat wstydzenie jest cechą słabą i uczestnictwo będzie dla niej ogromnym pozytywnym wydarzeniem!
Dziś więc o 17-stej, w zestawie całej rodziny (wyobraźcie sobie, że NIE chciała transparentów i balonów i nie miałam jak się wyżyć 🙂 stawiliśmy się na trybunach pływalni. Było tak parno, że obiektyw mi zaparował, a dzieciaki nie nawykłe w zimie do takich temperatur (w domu raczej chłodny wychów) się porozbierały :). Ale może to subiektywne było, bo ludzie obok w kurtkach stali 😀


A to już płynie nasza strzała (tzn. stoi jeszcze na brzegu). W parze z chłopcem wyższym od niej o GŁOWĘ. I dopływają na metę niemalże równocześnie! :))

Potem była plaża, czyli nudzenie się w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników (a musieli popłynąć też inni zawodnicy). Łucja z innymi dziewczynkami zdjęła czepek i rozpuściły sobie włosy. Rusałki 🙂 A potem leżały z nogami założonymi jedna na drugą 🙂 [tuż pod chorągiewką]

I oto wręczenie medali :)) Jak widać na podium stoją wspólnie 🙂 I w ten oto sposób zdobyliśmy nasz pierwszy ZŁOTY medal 🙂


ps. medal dostał każdy dzieciak, ale nie każdy ZŁOTO 🙂
