Usłyszałam ostatnio… Ale jak tu odstawić coś co się lubi? Niczym u nałogowca dominują u mnie myśli: a co będę sobie żałować 😉 i walę sobie ten czosnek i do humusu i do mięs bez ograniczeń 😉 A pozostając w klimatach kulinarnych za nami świetne kuchenne warsztaty. Temat to kuchnia molekularna. Tworzenie kulek z soku marchwiowego (ale to może być każdy inny), zamrażanie ciekłym azotem i strzelające posypki do czekoladowego fondue. Nie da się ukryć, że to był żywioł Łucji. Weszła z prowadzącym w duże porozumienie i bez obaw wkładała patyczek z borówką unurzaną w crio-serniku to parującego garnka z azotem (temperatura -220 stopni). Odkryła też bazylię (?!?) i rąbała listki wprost z „krzaczka”. Najlepiej oczywiście jeśli udało się je wcześniej zamrozić bo chrupały jak chipsy! Lilka rozkręciła się pod koniec, a Mieszko najpierw rozładował mi komórkę, a potem razem z innymi mniejszymi dzieciakami bawił się w oparach tego azotu (który wędrował po ziemi niczym dym na dyskotekach)… Super zabawa to gotowanie! 😀



To w tej strzykawie to świeżo wyciśnięty sok marchwiowy 🙂

I to już zabawa w zamrażanie:







