Tłuste pączki…(ja:sztuk dwa)

Jedynym warzywem (owocem?) wartym uwagi o tej porze roku jest awokado. Przynajmniej dla mnie.  Zaawokadowałam się tak mocno, że na stałe w domu są 3-4 owoce i jedno dziennie bez problemu zjadam. Smak pasuje mi równie mocno jak ayran na wiosnę… Co by tu zjeść? Oo, zjem awokado. W wersjach różnych. A to rozsmarowane na chlebie i posypane prażonymi kiełkami albo przytłoczone plastrem pomidora, a to z limonką, albo po prostu bez niczego. Wpadł dziś rano jeszcze-nie-były-mąż i mówi: Oo, czytałaś ten artykuł, że awokado jest takie zdrowe! Nie czytałam, co więcej jak zaczęłam go szukać to nie znalazłam. Ale znalazłam artykuły o tym, że awokado jest tłuste i nie chce nam się jeść po nim słodyczy. I to jest prawda. Słodyczy nie jadam w ogóle i szczerze, to nawet nie planowałam kupować pączków. Dzieciaki miały w jadłospisie szkolnym i przedszkolnym, więc czułam się zwolniona.

Lecz zadzwoniła Lutka, czy JUŻ jadłam i że MAM zjeść. PĄCZKI! Bo to powodzenie na cały rok. No cóż, wystarczy, że zapomniałam w tym roku o jemiole, więc bardziej nie chciałam ryzykować. Podjechałam do cukierni, kupiłam sześć! Dwa zjadłam, zasłodziło mnie strasznie więc dobrze, że w piekarniku dochodzi kasza z boczkiem to się odsłodzę 🙂