Miałam kiedyś auto z niesprawnym akumulatorem. Czasy były studenckie, jeździliśmy z bratem nim do spółki, ale nauczyłam się wtedy trudnej sztuki stania na poboczu z kablami. Lat minęło wiele, tamte wydarzenia znieczuliły mnie na dylematy związane z niesprawnym autem, tym niemniej jednak jak Daczka zaczęła cudować z akumulatorem to mnie to zirytowało. Najpierw spotykało to głównie Diabla, bo notorycznie zapominał wyłączyć światła. No, ale od trzech dni przerabiałam to ja. Rano by ruszyć musiałam znaleźć kogoś by odpalić od jego silnika. A z tą iskrą to tak trochę jak z pobieraniem krwi. Niby nic Ci nie ubywa, ale znaleźć chętnego nie łatwo. Bo wszyscy się śpieszą, bo też mają słaby akumulator i boją się, że jak spróbujemy odpalić mój to czyjś zgaśnie (to się zdarza). Dojeżdżałam więc do przedszkola, nie wyłączając silnika odstawiałam Mieszka i wracałam. A jak wczoraj pojechałam z Lilką to z duszą na ramieniu piłowałam silnik pod przychodnią (po wizycie) by auto odpaliło. Baa, przejechałam ciągiem 120 km (bez radia i ładowania komórki), zjechałam na stację benzynową, wyłączyłam silnik i już nie szło wystartować…
Doszłam więc do wniosku, że chociaż sytuację ogarniam to jednak akumulator wymienię. Podjechałam do serwisu, zostawiłam auto, odbyłam uroczą pogawędkę na temat: Czy nie może Pan mnie bardziej zaskoczyć ceną? Niestety tym razem nie mógł, lecz i tak mam nowy i sprawny akumulator! W poprzednim okazało się pękła jakaś cewka i rzeczywiście się do niczego nie nadawał. Mam również zalecenia by do rozgałęźnika usb włożonego do zapalniczki nie wpinać dwóch tabletów i komórki naraz 😉
<><>
W czasach nastoletnich znalazłam na półce rodziców książkę o stresie. Bodajże Fromma. I on (chyba on) nadał poszczególnym wydarzeniom z życia człowieka liczbę. Im większą to wywoływało zmianę (dotyczyło to wydarzeń zbieranych przez pół roku) tym suma/cyfra była wyższa. Ślub, przeprowadzka, rozstanie, podarcie spodni, narodziny dziecka, zmiana auta, zacięcie w windzie, konflikt w pracy, problemy ze zdrowiem, itd. I była liczba maksymalna, która określała sytuację ponad kryzysową, kiedy to człowiek miał prawo nie poradzić sobie ze stresem. Zbieram więc kolejne punkty i mam wrażenie, że punkt krytyczny minęłam już dawno…
Idę podmucham sobie baloniki na odstresowanie (pomaga 😉
