Dzisiaj była druga tura obchodów Dnia Babci i Dziadka. Tym razem w szkole. Aaale, impreza była organizowana przez świetlicę i żadna z panien nie występowała, bo wytypowano takich najbardziej przebojowych (żadna się nie kwalifikuje 😉 Tym niemniej jednak Lutkę z Krzychem ściągnęłam, bo pod płaszczykiem przedstawienia (na którym byliśmy może 5 minut) pokazałam rodzicom szkołę. Budynek, podobnie jak większość tego typu jest na codzień zamknięty dla ruchu nieuczniowego. Mogą wejść nauczyciele, pracownicy szkoły, ale cała reszta z rodzicami włącznie dochodzi tylko do szklanej bramki i stamtąd przez videofon wywołuje dziecko ze świetlicy. A że szkoła stale się rozrasta chciałam im pokazać świetlicę Łucji (bo to inna niż rok temu) i stołówkę. Wślizgnęliśmy się też na halę sportową i podejrzeliśmy budowę kortów oraz zajęcia z karate (Lutka już widzi Mieszka jak tam ćwiczy 🙂
<>
Wczorajszy wieczór. Dzień w dzień to samo. Kąpią się, kładą się spać i nagle są GŁODNE. Gadałam z jedną mamą i ona mówi, że u niej jest to samo :)) I że nakrzyczała w domu na swoich synów, że OSTATNI posiłek jest o 18-stej, bo nie może z tej kuchni wyjść 🙂 No bo jak tu wyjść, skoro o 23-ciej z sypialni może wyjść taka Liliowa zjawa z łzami, że ona by coś zjadła… Wczoraj dostały kakao i smażone kiełki (to wybrały z zaproponowanego menu). A nocny piknik zrobiły sobie na schodach 🙂

