– Knick, s01e02
Walczę z moją nową fryzurą i póki co polegam… Budzik nastawiam 20 minut wcześniej (zachciało się Zosi jagódek) i układam grzywkę (na Kożuchowską). Zaczesuję na lewo (słabo), bach – przerzucam na prawo i przez chwilę jest lepiej. Guma do włosów, lakier i przez chwilę się trzyma. Wychodzę na dwór (bez czapki), bo przecież fryz się zepsuje, ale pod wpływem zimna i tak siada
Dziś odwiozłam Mieszka (w przedszkolu ma być na 9-tą), a wracając wysadziłam przy szkole Łucję (ona ma na 9:30, a Lilka jeszcze spała jak wychodziłam). Lecz panna puściła mi spojrzenie spaniela, żeby ją odprowadzić do sali. Przyczepiłam się do krawężnika i poleciałyśmy. Ale mówię: nikt mnie nie może zobaczyć, bo cały czas MAM nieułożone włosy. Weszłyśmy do szkoły, minęły dwa metry i zza zakrętu wpadł na nas pan Piotr (młody, samotny i przystojny logopeda). Ja wiem, że typ wykonywanego zawodu go dyskwalifikuje (mówię szybko i niewyraźnie, więc udusiłby mnie na pierwszej randce), ale na wszelki wypadek, żeby nie wypaść z biegu wciągam przy nim brzuch. I zauważył mnie :000 I „dzień dobry” i drugi raz „dzień dobry”, bo może nie usłyszałam. Usłyszałam, odburknęłam i ze spuszczoną głową gnam z tą Łuczą za rękę dalej. Tylko kątem oka widzę, że poprawia sobie włosy. I po chwilli jeszcze raz… Znaczy się wyglądam tak, że od razu się pojawia wątpliwość czy w ogóle styczność z grzebieniem miałam… AaaaaaAAa!!!
<>
A macie demota!”Pokłóciłeś się żoną? Zakręć pokrywki mocniej – sama przyjdzie” 🙂

