– Beauty and the Beast s02e22
W ramach cyklu „do prasowania”, który bywa też cyklem „przy samotnym jedzeniu” tudzież cyklem „podziergam sobie przy czymś” (telewizora nie ma już drugi miesiąc) skończyłam drugi sezon Beaty and the Beast. To taki większy harlequin, ale na głównym bohaterze przyjemnie zawiesić oko, a i dialogi dobre czasem się zdarzają.
- Dziś Walentynki? Nie obchodzę – wzdrygnęła się Tess – Zresztą… Ostatni raz uprawiałam sex na święto Dziękczynienia.
- Z kim? – zaciekawiła się Cat.
- Nieważne. To nie powinno było się przydarzyć :))
Muszę przyznać, że w gruncie rzeczy przyjemnie się to oglądało 🙂 Ostatni odcinek btw. obejrzałam razem z Łucją za plecami, która też robiła dzióbki w momentach kiedy Vincent zabierał się do amorów… (w tym odcinku, tylko buziaczki były 🙂 Teraz pytanie, czy polecieć z Haven, które mają mid sezonową przerwę, czy rozpocząć chirurgów (Knick)? Zdecydowanie najbardziej ciekawi mnie 100, ale to taki rarytas, że trzymam go sobie na wieczory wyjątkowe, zresztą to końca sezonu jeszcze kawałek.
Zaczynamy luty -mój kalendarz kosmetyczny jaki dostałam przy zakupach w drogerii pod koniec roku mówi, że to miesiąc zapachów. Otworzyłam więc nowe (i ostatnie w szufladzie) perfumy. Taki zapach, który istnieje chyba tyle lat co mam ja, więc jest dużym klasykiem i wiele lat wydawał mi się mdły. Ale ta pierwsza nuta dziś mi się spodobała, więc chwilę z nimi zostanę 🙂
Szykujemy tornistry, temperuję kredki i zbieram nakrętki do przedszkola. Ach i Lilce chwieje się ząb. Pierwszy… Chyba nadchodzi kolejna epoka Zębuszki…
