Ostatni dzień lutego

Nie były złe te trzy zimowe miesiące. Zima była łagodna, odśnieżałam może z pięć razy, a zamówiony jesienią metr drewna wystarczył. Jak znalazłam zdjęcia z premiery starego dywanu to przypomniałam sobie, że tamtej zimy było tak mroźno, że zaczął przeciekać dach, a na stole w kuchni stało wiadro, bo kapała do niego woda z sufitu. Przez miesiąc. Tej zimy tak nie było. Do końca rozwaliłam moje emu, ale nie potrzebowałam kolejnych zimowych butów. Nadzwyczajnie udały się ferie i osiągnęłam perfekcję w szybkim pieczeniu ciast. Hitem okazał się pleśniak, zwany też skubańcem, do którego zużywam słoje dżemów narobionych latem, ale błyskawicznie też robi mi się sernik i czekoladowe mięczaki.

Ze złych rzeczy chorowałam. Być może to zwyczajne osłabienie, co sugeruje Lutka, ale może to też wielka życiowa prawda, że niekochani chorują bardziej. Katar, chrypa i ból głowy czy kości dokuczały mi całą zimę. Nie pamiętam kiedy było tak słabo… Chyba ostatni raz na końcówce ciąży z Mieszkiem…

Dwa ważne wynalazki w dwóch różnych dziedzinach:

Jedzenie. Fazę miałam na zielone. W grudniu zajadałam się kapustą chok poi, a styczeń i luty należały do awokado.
Zabawa. Żelowe naklejki z owada. Zakleiliśmy dom dziadkom, nasze okna i zabrały dzieciaki do szkoły i przedszkola. Na święta i na Walentynki.

Odkryłam jasne szminki i wykańczam próbki kosmetyków, których mam sporo. Teraz wietrzę pościel i zaraz przebiegnę się z psem korzystając z tego, że dzieci na basenie. Ooo, kolejny plus, to wdrożyłam się w te psie spacery. Miałam okres, że one mi rozbijały cały dzień i postrzegałam je jako dodatkowy uciążliwy obowiązek, ale dobrze się po nich czuję. Dziś babka na Zumbie namawiała nas by zacząć biegać, więc może z psem przez pola trochę na wiosnę pobiegamy? 

<>

Wieczorny tryptyk pt. Psie Pytanie: TO była Lilka?


Mnie też czasem przeraża moja lekkomyślność

– Selfridge , s01e01
  • Mamo, a dziewczyny mówią, że Spiderman to przebrany człowiek!
  • Dziewczyny mają rację Mieszula. Spiderman ma specjalny strój. Pozwala przyczepiać się do ścian i strzelać pajęczyną. To jest właściwie taki kombinezon.
  • Taki PRAWDZIWY?
  • Tak. Chciałbyś taki? Mógłbyś być Spiedermanem.
  • Tak…
  • To mama Ci kupi jak będziesz dorosły :))

<><>

Przyszły dziś naklejki nad włączniki świateł od chińskich przyjaciół 😉 Dokleiłam Mieszulowi i pannom (im nad łóżkami). Rzutem na taśmę cd lutowego dizajnu domu.

Mamy pierwsze złoto!

Trzy tygodnie temu napisał do mnie semesa instruktor pływacki Łucji, czy ona by nie wystartowała w zawodach pływackich. Panna pływa od września, ale wystartowała by w kategorii początkujący, czyli do przepłynięcia z deską kilka metrów na płytkim basenie. Jak to ładnie nazwał: by krzewić sportową postawę. Pomysł uznałam za świetny, a jej veto, że się wstydzi uznałam za bezzasadne, bo akurat wstydzenie jest cechą słabą i uczestnictwo będzie dla niej ogromnym pozytywnym wydarzeniem!

Dziś więc o 17-stej, w zestawie całej rodziny (wyobraźcie sobie, że NIE chciała transparentów i balonów :/ i nie miałam jak się wyżyć 🙂 stawiliśmy się na trybunach pływalni. Było tak parno, że obiektyw mi zaparował, a dzieciaki nie nawykłe w zimie do takich temperatur (w domu raczej chłodny wychów) się porozbierały :). Ale może to subiektywne było, bo ludzie obok w kurtkach stali 😀

A to już płynie nasza strzała (tzn. stoi jeszcze na brzegu). W parze z chłopcem wyższym od niej o GŁOWĘ. I dopływają na metę niemalże równocześnie! :))

Potem była plaża, czyli nudzenie się w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników (a musieli popłynąć też inni zawodnicy). Łucja z innymi dziewczynkami zdjęła czepek i rozpuściły sobie włosy. Rusałki 🙂 A potem leżały z nogami założonymi jedna na drugą 🙂 [tuż pod chorągiewką]

I oto wręczenie medali :)) Jak widać na podium stoją wspólnie 🙂 I w ten oto sposób zdobyliśmy nasz pierwszy ZŁOTY medal 🙂 

ps. medal dostał każdy dzieciak, ale nie każdy ZŁOTO 🙂

Na luty – odywanianie!

Dzieci jak wiadomo,  najchętniej bawią się na podłodze. Jeżdżą, kleją, malują i lepią. Siedzą, leżą i się turlają… W ramach projektu Każdy Miesiąc dla Domu zmieniony został dywan w pokoju Mieszuli. Poprzedni nie była jakiś bardzo wiekowy. Doszedł gdy powstała bawialnia i potrzebowałam ocieplić pannom (bo to było jeszcze przed Mieszkiem) podłogę. Ale był dość konkretnie zużyty, pozalewany dziesiątki razy i poklejony plasteliną. Poza tym był w kwiatki, a Mieszko wszedł w okres dużej identyfikacji płci.

Nowy jest mniejszy, bielszy i na symetrycznym wzorze łatwiej będzie znaleźć klocki. Pewnie gdy wyleci za kilka lat to głównym powodem będzie wielkość. Ale na razie Mieszko jest zachwycony. Kocham usłyszałam dziś ponadprogramową ilość razy. Dywan mu się marzył, nawet opowiadał o tym babci, że on by chciał nowy dywan, bo dziewczyny już mają, a on ma stary. Pokój zrobił się od razu jaśniejszy. Przy okazji doszło nowe pudło na klocki. Nie mieściły się już w dwóch poprzednich, więc doszło jedno duże. Klocków mamy dużo, czasem jak rozsypywał wszystkie i nie pozwalał na noc sprzątnąć to robiłam tylko taki tunel na dwie stopy, żeby w nocy można było przejść bez uszkadzania stóp 🙂 Manewr dywanowy wymagał odkurzenia pod łóżkiem, z rozpędu zrobiłam to też w pokoju dziewczyn i DO ŚWIĄT pod łóżkami już NIE sprzątam. Na weekend zaplanowałam tylko wymianę pościeli na cieńsze, nie flanelowe, te co to Walentynka im przyniosła 😀

 

Total before:

To już before z załadowaną do pudła większą częścią klocków i pojemnikami na książki wyciągniętymi spod łóżka:

I pierwszy AFTER, jeszcze z pogiętym dywanem i górą pudełek spod łóżka. Instrukcje od klocków zachowuję. Młody uwielbia je oglądać i czasem budujemy na nowo jakiś pojazd. A z pudełek wycinam główną scenkę, a resztę kartonu wywalam. Wszystko razem to ulubiona lektura 😉

I dwa finalne TOTAL after 😉

Update godzinę później:

Znalazłam foty jak to było jak dywan (TEN POPRZEDNI) się pojawił. Dokładnie 23 lutego (???!!??) 2010. Tak wyglądała bawialnia. Lilka miała wtedy niepełne dwa lata czyli była o dwa lata młodsza od dzisiejszego Mieszka. Łucja miała 3,5 i była wielką miłośniczką opasek do włosów 🙂

Jesteście elitą.

Powiedział prowadzący. I kontynuował: To zdumiewające, że na takie spotkania, które powinien odbyć każdy człowiek decyduje się tak niewiele osób. A spotkanie to było szkolenie pierwszej pomocy przeprowadzone w przedszkolu.

Zawsze chciałam pójść na takie szkolenie. Tylko ciągle się nie składało. W ubiegłym roku było w szkole, w tym roku zresztą już też i gdy w przedszkolu ogłosili, że również organizują, pomyślałam, że w końcu się sprężę. Chodziło to za mną od czasu kiedy Lilka się zakrztusiła. Więc w końcu byłam- i nie żałuję, bo było bardzo fajnie. Druga część będzie w czwartek, będzie tu pewna logistyczna trudność, ale mam nadzieję, że choć spóźniona wezmę w niej udział.

Najważniejsza rzecz, o której powinniśmy zawsze pamiętać to (oprócz sprawdzenia czy jest bezpiecznie, czy nie ma dymu, zwisającej belki, itp – 10 sek) to znaleźć sobie pomocnika. W tłumie ludzi wyłapać tego, który na nas patrzy i poprosić go o pomoc. Stoi za nami prawo  i czy to żołnierz na warcie, czy policjant, czy sklepowy ochraniarz możemy ściągnąć na pomoc KAŻDEGO. Podobnie jak możemy użyć wszystkiego („włącznie z przejeżdżającym leksusem” 😉 jeśli pomoże to w RATOWANIU życia. Pomocnik zmieni nas przy reanimacji, zadzwoni na infolinię z pomocą oraz będzie odganiał gapiów i radzących by nic nie robić. Bo robić i próbować ratować zawsze. Przypomnieć, że telefony alarmowe są ZA DARMO. Można je wykonać nawet przy zablokowanej karcie. Nie można ukarać człowieka za próbę podjęcia pomocy. Nawet nieudanej. Ważne, żeby się nie bać. 

Większość spotkania dotyczyła ratowania dzieci. Ratownik powiedział wielką i mądrą rzecz: Dzieci boimy się najbardziej. Boją się ich lekarze i chirurdzy. Dorośli to dorośli, ale do dzieci wszyscy jesteśmy ulęknieni. A paradoks jest taki, że z nagłych przypadków ratuje się 3% dorosłych i prawie wszystkie dzieci, o ile została podjęta próba pomocy. Polecam Wam takie szkolenie. Mieliśmy jakieś ćwiczenia, nie wiem na ile to przyswoiłam, obym nie musiała nigdy tego sprawdzać, ale lepiej wiedzieć i nie wykorzystać.

Mam taką osobistą refleksję związaną z tym pomocnikiem. Gość powiedział: Musimy się starać by zawsze obie siebie mieć kogoś kto nam pomoże. Ktoś kto będzie odganiał i wspierał. Nie możemy być sami. I zrobił inscenizację: dał manekina niemowlaka jednemu z tych rodziców i zapytał:

  • Jest noc. Pochyliłeś się nad łóżeczkiem; widzisz, że coś się dzieje z Twoim synem. Co robisz?
  • Oddaję żonie.
  • Bardzo dobrze. Ty dzwoń po karetkę i szybko wracaj do żony by jej pomóc.

poniedziałkowe zaległości

Przysłali mi z przedszkola informację, że zapraszają do galerii, bo panie dorzuciły na picasę zaległe zdjęcia. Zdjęcia są słabej jakości, rzeczywiście przydałby się im nowy aparat, ale widać na nich, że dużo się tam dzieje i co by nie mówić zabawa w przedszkolu jest przednia. Obejrzałam foty z wyjazdu do chatki marzeń, spotkań z Mikołajem i zabawy karnawałowej. Tam gdzie wydłubałam Mieszulę widać, że ciekawi go to i choć bywa zagubiony odnajduje się w grupie rówieśników 🙂 Zmiksowałam na photoscape i macie mix:

Za kilka godzin przyjeżdża Lutka, pomoże mi przy poniedziałkowych roszadach baletowo-basenowych i jedzie do siebie z kotem. Kot przemieszkał u nas tydzień i przeżył 😉 Kotka jest taka gapa i np. jak wchodziła po schodach to pamiętała układ z domu rodziców: 7 stopni, skręt w lewo i jest sypialnia dziadków z łóżkiem. No więc wchodziła te 7 stopni, skręcała, wchodziła pod górę i spała. Tyle, że u nas jak tak zrobiła to spała na środku schodów 😉 No bo schody biegną pod górę, zakręcają i dalej biegną pod górę. A jej akurat na środku stopnia ta drzemka wypadała 🙂

I trzy zdjęcia jeszcze z soboty, które NAM zrobiono 😉

Oraz potrawa z molekularnego soku marchwiowego 😉

Błysk i Błyskotki

Dzisiaj Diabli ma urodziny. Które?… Trzydzieste szóste.  Szmat czasu i decyzji przed nim. Czego Ci życzyć, mój Drogi? Życzę Ci, żebyś wiedział co chcesz i co jest dla Ciebie ważne. Żebyś to odkrył, znalazł, albo dostrzegł. Żeby wszystko dobrze się Ci potoczyło, bo co byśmy dalej nie zrobili będziesz w moim życiu na zawsze. I w życiu dzieci. Chcę by widziały Cię jako człowieka szczęśliwego, który zawsze będzie stał po ich stronie. A ponieważ udawanie nigdy nie wychodzi dobrze, naprawdę i na 100% musisz być szczęśliwy. Rok konia, który właśnie minął był Twoim rokiem i zrobiłeś sobie w nim niezłe tornado. Więc by kolejny był spokojniejszy. Będę się upierać, że stabilizacja jest jednym z najcenniejszych atrybutów rzeczywistości. Dzięki niej możemy podkreślić kolejny etap życia i przejść dalej. Spokój, rutyna i przewidywalność brzmią może trochę smętnie (choć nie tak smętnie i banalnie, jak Twoja ulubiona sterylność ;), lecz warto je doceniać, bo i tak los dawkuje nam okresy równowagi.

Z okazji swojego święta tatin zabrał dzieci na zajęcia sportowe, a potem na warsztaty robienia biżuterii. Panny już kiedyś na nich były, co prawda były to inne okoliczności, ale prowadząca była ta sama. Dziś przerabiali sutasz i bardzo ładne rzeczy im powychodziły (broszki i wisiorki)! Zademonstruję jak założę 😉

Pan eM zasadniczo się w takich miejscach nudzi, ale i on coś tym razem zmajstrował 🙂

Pierwsza zasada singla – odstawiasz czosnek.

Usłyszałam ostatnio… Ale jak tu odstawić coś co się lubi? Niczym u nałogowca dominują u mnie myśli:  a co będę sobie żałować 😉 i walę sobie ten czosnek i do humusu i do mięs bez ograniczeń 😉 A pozostając w klimatach kulinarnych za nami świetne kuchenne warsztaty. Temat to kuchnia molekularna. Tworzenie kulek z soku marchwiowego (ale to może być każdy inny), zamrażanie ciekłym azotem i strzelające posypki do czekoladowego fondue. Nie da się ukryć, że to był żywioł Łucji. Weszła z prowadzącym w duże porozumienie i bez obaw wkładała patyczek z borówką unurzaną w crio-serniku to parującego garnka z azotem (temperatura -220 stopni). Odkryła też bazylię (?!?) i rąbała listki wprost z „krzaczka”. Najlepiej oczywiście jeśli udało się je wcześniej zamrozić bo chrupały jak chipsy! Lilka rozkręciła się pod koniec, a Mieszko najpierw rozładował mi komórkę, a potem razem z innymi mniejszymi dzieciakami bawił się w oparach tego azotu (który wędrował po ziemi niczym dym na dyskotekach)… Super zabawa to gotowanie! 😀

To w tej strzykawie to świeżo wyciśnięty sok marchwiowy 🙂

I to już zabawa w zamrażanie:

Kompilacja

Pamiętacie te czasy, kiedy ciągle nagrywało się jakieś płytki? Jak ktoś jechał w podróż to sobie szykował zestaw, jak szło się na imprezę, to można było gospodarzowi zanieść płytkę z muzą, jak kończył się rok szkolny to uczniowie (ja moim tak robiłam) dostawali zestaw z piosenkami przerabianymi w ciągu roku. The best of gold/ Lato ileśtam/ Hot summer/ itd.

Krótka była zresztą ta epoka cd, bo weszły nowe nośniki i za punkt honoru uchodziło posiadanie odtwarzacza mp3, a potem zapanował jutube i każdy na kompie robił sobie własne playlisty. Właściwie to całe to nagrywanie pamiętam lepiej z okresu kaset, bo wtedy składanki to była baza każdej płytoteki. 

I do nagrywania postawiam wrócić. Raz po raz trafiam na jakieś fajne piosenki, a potem one mi uciekają. Podobnie jak zupa marchewkowo-imbiorowa, którą zajadałam się ubiegłej zimy, a zupełnie o niej zapomniałam :). Będę sobie więc ten topik podbijać co odkryję jakiś nowy kawałek i na lato przygotuję sobie płytkę do samochodu. Patrzyłam na ALL i można kupić płytki ze zdjęciem, albo obrazkiem i na takiej płytce nagram sobie zdobycze pierwszej połowy roku.

Znajdzie się tam na pewno kawałek z True Blood, kawałek z Boyhooda i Snowman z Disney Channel. Wczoraj do zestawu doszedł Bruno Mars. Z pewnością go kojarzycie – to jego hipnotyzujący wokal brzmiał w Billionerach, a i może słyszeliście jego najbardziej nagrodzony kawałek- Just the way U are. To będzie nowy król popu. Też jest z muzycznej rodziny, bardzo zdolny, elestyczny i bardzo pracowity. To co mi teraz brzmi i co wyląduje na kompilacji LATO 2015 😉 to Count On Me.

<><>

Z Mieszkiem, w drodze do domu:

  • Mamo… A Oskarek mówi, że jeżeli chłopak nie przebiera się za Spidermana to powinien się przebrać za fachowca.
  • Fachowca?
  • Tak. Fachowiec ma kask do którego można przyczepić piwo.
  • Piwo?
  • Tak. Oskarek ma taki kask.

:))) Proszę jakie to przedszkole kopalnia informacji 😉

354 dni KOZY

Ruszył CHIŃSKI NOWY ROK!!! Tym razem Kozy! Koza ma być dobra. Będzie sprzyjać artystom, dizajnerom, nauczycielom i ludziom wolnych zawodów. Warto zwrócić uwagę na goździki i pierwiosnki, bo to ulubione kozie kwiaty 🙂

Z kominka wylatują konie (chyba przeniosę je do sypialni?) w na ich miejsce wskakują kozy! 🙂 Pięć bo koleś u którego zamawiam szklane figurki, daje piątą gratis :)) Każdy ma więc swoją, a jedna jest zapasowa 🙂 Lekter miał kryształowego łabędzia, a u mnie będą pospolite 😉 szklane kozy.

<><>

Kolejnych noworocznych postanowień nie będzie :), ale przyszło mi wczoraj do głowy, że muszę kupić Lilce zestaw ćwiczeń do szkoły. Ona jest pierwszym rocznikiem z podręcznikiem bezpłatnym i jak wczoraj równałam to co dostała, do tego co miała Łucja, to jest to jest duże uboższe. A na dodatek panna chce robić więcej, a a nie bardzo mamy na czym. A te ubiegłoroczne podręczniki Łucji były świetne! 🙂