zimowe przedstawienia

Rozpoczyna się sezon na przestawienia z okazji Dnia Babci i Dziadka. Dziś było pierwsze- w przedszkolu. Mieszko to sceniczny demon, który zaprasza wszystkich, ale jak przychodzi co do czego to cuduje. 🙂 Na imprezę pojechały obie babcie (na drugim zdjęciu w tle) i Krzycho. Dziadek ma fatalny aparat, więc dziś z okazji jego święta namówiłam go na zabranie mojego starego. Jest tej samej marki i ma ten sam układ, ale jest jednak o dwa modele wyżej oraz zdecydowanie lepiej trzyma ostrość. Zdjęcia więc tylko 2 (z ponad 30-stu :/ Dorzucam też dwa filmiki. Na pierwszym (oglądać tylko do 40 sekundy OBA, bo potem dziadek filmuje sufit) ubrany w bibułową muchę Mieszko pokazuje swój ulubiony gest… PALEC WSKAZUJĄCY! Robi to wtedy kiedy sygnalizuje PATRZ NA MNIE! A na drugim (wkleja za sek) można dostrzec, że w przedszkolnych tańcach prowadzą dziewczynki (i tak już często zostaje na zawsze ;).

MOV00003

MOV00008

<><>

Gdy dziadki zabrały dziewczyny na przedstawienie ja podbiłam do serwisu. Zrobiłam dziś przegląd daczki i mam taką refleksję, że lubię zabiegi wokół mojego auta. Sprawiają mi większy osobisty fun, niż wizyta… dajmy na to u kosmetyczki czy fryzjera. Wymienili mi całą masę rzeczy, podramatyzowałam o cenie końcowej, więc mi ją zbili, mam umyte i wysprzątane autko. Jak zmył się brud z całej zimy to okazało się, że mam odprysk przedniej szyby (ale na razie się tym nie przejmujemy) i ustawioną kolejną wizytę na wiosnę (bo jedną rzecz trzeba było już parę tysięcy km temu zrobić, ale 3-4 dodatkowe nie powinny zrobić różnicy 🙂 Jak tam siedziałam i negocjowałam cenę do sąsiedniego stanowiska podeszła babka (bardzo elegancka i atrakcyjna), która przyjechała wymienić żarówkę i powiedziała, że nie odjedzie, bo to niebezpieczne. Była urocza. Obiecano ją obsłużyć tylko za pół godziny, ale ona bąknęła, że nie do końca ładnie zaparkowała. I jak wyszłam z tym gościem przed salon po auto to nie można było wyjechać bo jakiś samochód zaparkował w poprzek wyjazdu z części serwisowej. Wiecie kto to był? No właśnie 🙂 I od razu jej wjechała na warsztat. Zabawne to było 😀

Skrzydlatym na pomoc

Wszyscy wokół karmią ptaki… Styczeń i luty to podobno najważniejsze miesiące w karmieniu zwierząt więc do akcji dołączamy i my. Bakcyla złapaliśmy jeszcze jesienią. Gdzieś tam będąc, trafiliśmy na punkt z karmnikami. Takimi super karmikami – sprzedawanymi w zestawach razem z karmą dla poszczególnych gatunków ptaków. I zapasem tejże karmy na całą zimę :)) I wszyscy którzy tam zajrzeli dostawali małe woreczki z karmą. My też dostaliśmy! Na każdej był naklejony określony ptaszek i dziewczyny nosiły te torebki w kieszeniach przez miesiąc podsypując spotkanym ptakom. Wiecie jak im zazdrościły inne dzieciaki gdy robiły to na klasowych wycieczkach? 

Instrukcja:

Przede wszystkim nie należy karmić jak nie ma śniegu, bo to ptaki rozleniwia (od przyszłego tygodnia ma być znowu zima!). Jeśli karmimy wokół domu to należy to robić regularnie bo zwierzęta się przyzwyczajają. Najlepsze są karmy tłuszczowe, ale jeszcze nie wymyśliłam patentu jak ziarna ze słoniną zapakować do saszetek wkładanych do kieszeni i się nie wytłuścić przy wyciąganiu (bo pewnie z karmnikiem się już tej zimy nie wyrobimy).

Etap pierwszy: Dziś kupiłam tylko w sklepie L worek karmy i zapakowałam pięć małych strunowych torebek. Jutro zaczynamy dokarmianie dla przy-godnie napotkanych skrzydlatych 😉

Pierwsze z listy odfajkowane

Dziś były przymiarki sukienki na komunię. Sprawna ekipa kilku pań mierzyła dzieciaki, żeby uszyć stroje IDEALNE 😉 Nie wiem dokładnie jak to wyglądało, bo z Łucją pojechał Diabli.  Stylistycznie jest lepszy niż ja,  widzi takie szczegóły jak lamówka, a co więcej potrafi określić czy powinna być ukryta czy schowana.  Mi jest absolutnie wszystko jedno, więc cieszę się, że dał radę się z nią na to wybrać.

I zamówiłam zaproszenia. Wiem, że wcześnie, ale skoro w tym akurat siedzę, to na co tu czekać? Od 1 marca do końca kwietnia są już wydłużone terminy realizacji, więc skoro mam wszystkie dane, wybrałam wzór i na dodatek mam chwilę czasu, to zamówię. Wzór do akceptacji przyszedł po 4 godzinach, czyli błyskawicznie. Polecam Wam zresztą po raz kolejny polskie rękodzieło i polskie usługi, bo rzeczy typu zaproszenia czy winietki są po prostu strasznie tanie i bardzo-bardzo ładne. Co więcej nie sądzę by dłubiąc w tym samodzielnie osiągnęłabym taki efekt, dodatkowo takim kosztem. Razem z zaproszeniami zamówiłam balony z hostią i winietki. Te ostatnie nie są konieczne, ale Łucja koniecznie chce siedzieć przy stole mając po swojej prawicy i lewiźnie rodzeństwo, a 6 sztuk za 1 (!!!) złotówkę (potrzebowałam 3 zestawy) praktycznie nie zmieniły kosztu koszyka. I o winietkach (bo z nich jestem dumna), Wam opowiem. Z jednej strony jest imię i nazwisko. A z drugiej… sentencja lub „mądrość” na temat wiary, wypowiedziana przez kogoś sławnego. Zajęło mi dłuższą chwilę wyszukanie różnych i zabawnych stwierdzeń, bo doszłam do wniosku, że jeżeli na komunię ma być taka ciężka atmosfera jak na urodziny Mieszka, to czytanie błyskotliwych fraz rozluźni atmosferę. Na liście WIELKICH mam oczywiście Jana Pawła, De Gaulla, Nietchego i Tuwima. Co więcej starałam się by każdy autor pojawił się TYLKO raz 🙂

Wkleję Wam trzy, te które akurat mam otrzymanym wzorze do akceptacji. Prosiłam by sentencje wkleić losowo i proszę jak pięknie wyszło 😉

  • Boga nie można oszukać- Ezop (Lilka)
  • Bóg nie może być wszędzie, dlatego wynalazł matkę – Matthew Arnold (Mieszko)
  • Odciski palca bożego nigdy nie są identyczne – Stanisław Jerzy Lec (ja 🙂

Katecheza – spotkanie trzecie

Za mną kolejna katecheza dla rodziców dzieci idących do komunii. Na spotkaniu grudniowym mnie nie było, bo po prostu nie było z kim zostawić dzieciaków, a dzisiaj Lutka dała radę i wnukami się zajęła. 

I jak było dziś??? Nieźle. Ksiądz rozpoczął od słów: Ile to razy upieraliśmy się, że sami sobie damy radę. Że to to nasze życie, nasz problem i nikt nie będzie nam pomagał. Jak takie małe uparte bachory. Ja SAM!!! A przecież człowiek nigdy nie jest sam. Zawsze jest KTOŚ u jego boku. Ile to razy coś się w życiu zawaliło i nagle przychodziła nieoczekiwana pomoc. Czy umieliśmy ją dostrzec? Czy doceniliśmy ten znak? Czy skorzystaliśmy z pomocnej dłoni?

!!! Trafione w sedno mojego obecnego stanu. Było też wystąpienie osoby, której wszystko się zawaliło i te znaki dostrzegła. A potem ksiądz zapalił tę wielką świecę, która stoi przy ołtarzu, zgasił światło, zaczęła śpiewać jedna z parafianek i naszym zadaniem było zapalenie OD tego wielkiego światła (światła wiary i światła pomocy) długich żółtych świeczek. Ruszyliśmy w stronę ołtarza, a środkiem kościoła szedł proboszcz, który nam te świeczki rozdawał. Przy samym ołtarzu była wielka piaskownica na takim podwyższeniu. Po środku palcem narysował znak ryby. I tam też wbijaliśmy te świeczki. Tak by kościół był rozświetlony naszą nadzieją w wiarę.

A potem było spotkanie w grupach, gdzie każdy miał opowiedzieć czy zdarzyło mu się poczuć pomoc z góry. I nie da się ukryć, że ja to poczułam. Właściwie to wszystko co wokół mnie dzieje, jest pełne znaków. I powiedziałam to, że czułam. Że nie wiem czy to Bóg, duch babci, czy jeszcze coś innego, ale czuję że coś jeszcze jest. 

Miłość jest dużo bardziej niebezpiecznym motywem niż niechęć

 – Downton Abbey i oczywiście hrabina (s05e08)

Dzieciaki w szkole i przedszkolu, odkurzyłam, zapisałam się na przegląd z autem (by przed feriami je sprawdzić) i przejrzałam warsztaty kulinarne. Co roku na jakimś jestem i zbliża się czas by urwać się na kolejne. Byłam już babeczkach i pralinach*, ale w tym roku nie mam ochoty na szkolenie cukiernicze (no bo czym można tu zająć?  Te torty, kremy, musy czy mazurki…) aale na jakieś konkretne jedzenie. Znam gościa, który zachwycał się masarniczym warsztatem i w sumie to może być fajne, ale wydaje mi się strasznie siłowe, więc ciekawi mnie szkolenie z kuchni tajskiej albo koreańskiej. Lecz będę szła w znanym mi babskim gronie, więc może być tak, że wygra kurs wytrawnych tart, lub włoskich afrodyzjaków (choć nie wiem czy w mojej sytuacji powinnam sobie taki masochizm serwować) lub kuchni meksykańskiej…

*(w sobotę w końcu udało mi się kupić foremki, więc z pewnym opóźnieniem, ale zacznę w końcu robić czekoladki!)

Poniedziałkowy demot i ruszamy z kopyta z kolejnym tygodniem! 😀

Wiwat!

Dziś rano, o 9:45, na świat przyszła przyrodnia siostra dzieciaków. Nie ma na razie imienia, bo nie ma co do niego zgodności, ale z całą pewnością jest 100%-ową dziewczynką!

Zastanawiałam się kilka dni temu, czy wspominać o tym na MOIM blogu jak TO się już stanie, ale lubię jak ze złych rzeczy wychodzi coś dobrego, a dziecko to zawsze bardzo dobre! W życiu wszystko się tak przeplata, że nie ma co uciekać od rzeczy oczywistych. Zresztą jak tak zbieram w sobie uczucia to cieszy mnie ta wiadomość. Nie przygnębia, tylko właśnie cieszy.

Znam kobietę, która kilkanaście lat temu poznała swoją przyrodnią siostrę. Jest już dorosła i rosła myśląc, że ona i jej o rok młodsza siostra to już jej całe rodzeństwo. A gdy miała 48 lat dowiedziała się, że jest jeszcze jedna. Młodsza od nich o lat 10. I wiecie, że się z nią spotkała? Obie się z nią spotkały. Bardzo były jej ciekawe i wyszła z tego niezła przyjaźń dorosłych kobiet. Spotykają się czasem w kawiarni, czasem idą na cmentarz razem, albo po prostu wpadają do siebie na herbatkę.

Wiem, że dziewczyny będę nowej siostry ciekawe. Ile ma podobnego z nich, a co tak naprawdę odziedziczyły po Diablim i który to gen rozsiewa ich ojciec po całym świecie 🙂 Wszystkiego najlepszego mały człowieczku! 

ps. daj popalić tatusiowi w nocy… Twoje starsze rodzeństwo było grzeczne, czas więc na siostrzany rewanż 😉

napisano o nich…

Korzystając z tego, że wujek zabrał siostrzenice i siostrzeńca do kina na Wielką Szóstkę próbuję sobie przygotować plan działania… Jest tyle rzeczy, które chcę zrobić, ale a) nie wiem za co się zabrać najpierw, b) niezmiennie ogarnia mnie jakaś taka niemoc. Może na początek odniosę 4 puste kubki po herbacie, które stoją po mojej prawej stronie…

.

.

.

Odniosłam. A więc po pierwsze dom – potrzebne są rewolucyjne porządki! Ufff… i właśnie w tym momencie zeszły ze mnie resztki zapału. :/ No to o czymś innym…… Rano dzieciaki były na plastyce w Gok-u. Lubię te zajęcia, a na dodatek Mieszko, który cały czas po swojemu maże kartki jest jednym z najlepszych rysowników w przedszkolnej grupie maluchów. To co narazie wykonują to wypełnianie wzorów i wyklejanie, ale jego kompozycja jest zawsze prawidłowa i sporadycznie wychodzi poza linie kolorowanego kształtu. I powiedziałam to dziś na zajęciach, że uważam, że to zasługa tego, że chodzi na zajęcia plastyczne i pracuje nad sprawnością manualną już od jakiegoś czasu. 

A wychodząc z zajęć panny tradycyjnie złapały Gok-owy magazyn kulturalny. I to jest kolejna świetna sprawa. Ponieważ podlegamy (i chętnie korzystamy) pod państwowy system placówek oświatowych, w każdym numerze na jakiejś stronie można wyczaić jedno z dzieci. Była więc gazetka, gdzie pisało o nowej stołówce w szkole dziewczyn i było akurat zdjęcie stołującej się klasy Łucji, w numerze czerwcowym były dwa rysunki dziewczyn na dzień matki (ta ssolarowana postać to ja 😉 a w ostatnim był artykuł o wycieczce z przedszkola Mieszka do lasu na groby powstańców (i jest on). Zbieram te gazetki, bo to jednak pierwsza wzmianka o dzieciakach w prasie 🙂

I w ten sposób, płynnie wróciliśmy do tematu porządków, bo gdzie ja mam te gazetki trzymać? :p

komunijne epicentrum

W klasie Łucji na tapecie jest komunia. Specjalna rada na burzliwych spotkaniach wybrała sukienki i komże dla naszej szkoły, przeprowadzony został casting fotografów i kamerzystów i zasypani zostaliśmy ofertami torebek, butów i dekoracji komunijnych. O wszystkim dowiaduję się dzięki specjalnie utworzonej liście meilingowej, na którą schodzą informacje o terminach przymiarek (przyszła środa w salce przy kościele) i kolejnych składkach. Temat restauracji i tortów to kwestia osobna.

To jest machina porównywalna z tym co się przechodzi, gdy rodzi się pierwsze dziecko. Patrzę na to ze zdumieniem, ale i fascynacją, bo to niesamowite jak udało się tę branżę rozbudować. Jeśli chodzi o dziewczynki została wybrana sukienka z halką (duży ukłon do pań z tej rady, które wynegocjowały obniżkę ceny prawie 0 40%) i z małym okrągłym kołnierzykiem (foto wyżej). Czy wiecie, że na spotkanie rady przybyli producenci nie tylko razem z katalogami, lecz nawet z małymi modelkami?? Koszt jest tak wykalkulowany, że na te 30 dziewczynek (dwie klasy idą) cztery sukienki są bezpłatne, dla rodziców w trudniejszej finansowej sytuacji.

Wianek będzie nam robiła znajoma plastyczka z Goku, z którą chcę załatwić też wynajem krzeseł. Będę tylko musiała wypożyczyć nakrycia na krzesła ze złotą wstęgą.  Ksiądz zabronił upinać włosy, więc spinki odpadają, choć pewnie ze dwie kupię, by wianek się lepiej trzymał. Obrus będzie  biały (sama uszyję), ale chcę kupić złoty bieżnik z organzy. Plus prezenty dla gości w specjalnych pudełeczkach i pudełko na ciasto… Strój na zmianę dla panny. Bolerko odpuszczam. Ciasto oczywiście otwarta księga… Korcą mnie też motylki zdobiące szklanki… Przeglądam sposoby składania serwetek (serwetki też)… Aaaaaa!!! Nie wyrobię się do 9 maja!!!! :DDD

Prodżekt B-0-M-B-K-A

Rozebrałam choinkę. Świąteczne dekoracje niech jeszcze postoją, ale choinka miała gałęzie w dół i cały czas się bałam, że pospadają moje piękne nowe bombki… I tak jak zaczęłam rozbierać to doszłam do wniosku, że wiele bombek mi się już NIE podoba. I chętnie bym ich za rok w ogóle nie wieszała. Sporo mam np. plastikowych. A wizyta w muzeum bombek była tak rewolucjonizującą przygodą, że doszłam do wniosku, że skoro jesteśmy w kraju gdzie tworzą takie cudne rzeczy, to po co ja mam made in china wieszać? Tym bardziej, że trafiłam wczoraj na info o kolejnym muzeum bombek (tym razem na  Śląsku), czyli spokojnie można założyć, że gdzie mnie w lecie nie wywieje – tam bombki znajdę. Meilowałam z gośćmi z muzeum i nowa kolekcja ma być w sprzedaży od 20 stycznia, więc bombki widzę nawet w wersji przyszłorocznych prezentów pod choinkę. Btw. jak ktoś ma blisko do Frankfurtu  to wszystkie nasze bombkarskie firmy będą tam na targach ozdób świątecznych (30.01-3.02).

Tyle, że powstało PUDŁO tych niechcianych. Wywalić żal, bo jednak nie zniszczone, podrzucać po jednej w przychodniach i instytucjach nie ma sensu (bo tam w sumie nie bywam), więc patent pozbywania się taki jak w przypadku kubków i talerzy nie przejdzie (po letnich kwaterach i kempingach). Aaale, pomyślałam, że na początku grudnia podzwonię po domach opieki i może ktoś weźmie takie pudło? Temat zapisuję, żeby mi nie uciekł, wrócę do niego za 11 miesięcy. Muszę wtedy też pamiętać, że brakuje światełek i łańcuchów, pod dostatkiem mam natomiast papierów świątecznych, wstążek i zawieszek do prezentów.

<>

Bilans czterolatka zrobiony. Panicz jest zdrowy, choć nadal mamy podawać żelazo (niska ferrytyna) i witaminę d (bardzo niski poziom). Za miesiąc badanie krwi. Przydałaby się wizyta u ortopedy, ale akurat w przedszkolu będą mieli robione komplet badań ortopedycznych, więc może wystarczy. Szczepienie dopiero w przyszłym roku.

<>

  • Liluś czy zjadłaś obiad w szkole?
  • Nie. Tylko ziemniaczki, bo nie wiedziałam jak nazywa się mięso. Ale był bardzo dobry deser.
  • A co było?
  • Można było wybrać. Albo ciasteczko, albo wafelek.
  • A co Ty wybrałaś?
  • Ja dostałam ciasteczko, bo jak doszło do mnie to wafelków już nie było.

Galaretki

Pierwszy dzień po takiej długiej przerwie jest w szalonym biegu (wiem, że przechodzą przez to wszyscy 😉 Do napinki dołożył się kurier, który przyjechał o 7 (???) z nowymi przedszkolnymi kapciami dla Mieszka (spiderman). Btw. cała trójka zdążyła zużyć swoje buty zmienne… Z Łucją spóźniłam się na angielski, Lilka spóźniła się do logopedy, a Mieszko nie zdążył  na śniadanie do przedszkola. A przecież wstałam wcześnie, bo miałam coś do zrobienia… 

Nic wielkiego – ot, chodziło po prostu o powbijanie w 23 łódki masztów. Maszty robiła w niedzielę Lilka, a nastawione wieczorem łódki to galaretki urodzinowe dla przedszkolaków! Bardzo, bardzo mi się podoba efekt końcowy, więc patent polecam.  W planie a) były jeszcze „zatopienie” na dnie żelków, albo innych drażetek, ale nic nie mieliśmy w domu. U nas jeszcze doszły prezenty dla dzieciaków (notesiki i temperówki z angry birds dla chłopaków, a w jakieś misiaczki dla dziewczynek). Niebieskie i czarne torebki dla chłopców, żółte i pomarańczowe dla dziewczynek. Te prezenty (w niedzielę zestawy kompletował Mieszko) nie były planowane, ale jesienią dużo jeździłam po hurtowniach i trafiłam na notesiki i temperówki, więc wzięłam. Jak widać przydały się! 😉