– Mieszko wczoraj rano
Rozpoczynamy drugi tydzień ferii. Właściwie to nie -MY, bo rozpoczął Diabli i nie -MY, bo już rozpoczął. Wczoraj wcześnie rano ruszyliśmy z Zakopca i na w jednym z punktów obwodnicy Krakowa nastąpiło przekazanie dzieci i wymiana aut. Z jednego wyszłam ja z Lutką i zabrałyśmy nasze walizki, z drugiego Diabli i jego mama z ich bagażami. Zamieniliśmy się kluczami do samochodów i z gulem w żołądku popatrzyłam jak odjeżdżają.
To jest coś co emocjonowało mnie ostatnie dwa miesiące. Bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie w tym czasie. Lecz jest to coś z czym muszę się pogodzić… Chcę by tata istniał w ich życiu, więc elementem tego będą wspólne wyjazdy jego z dziećmi. Nienawidzę się z nimi rozstawać, nie zdarza mi się to i czuję się z tym źle, ale nie bardzo można to rozwiązać inaczej. Pojechali daleko, dopiero przed północą dotarli na miejsce i się ze-skype-owaliśmy. Dzisiaj rano już zresztą też. Dzieci są zadowolone, noc przespały (chyba czuły, że mi się śniło, że mnie wołają, więc co chwila wstawałam) i wracają w piątek. Bardzo bym chciała wykorzystać ten czas. Podobnie jak w przypadku wyjazdu Łucji na zieloną szkołę TE kilka dni powinno być bardzo aktywnych. Mam ułożoną w głowie listę rzeczy 2DO, ale chyba to sobie jeszcze spiszę. Nie planuję gotować obiadów, chcę zrobić dwie potrawy z mięsem mielonym i je w chwili głodu podjadać. Mam przy sobie psa, którego odstawiono mi wczoraj i który utęskniony mnie powitał trzymając kolejną zjedzoną poduszkę w zębach (chyba muszę z nim pójść do psychologa, bo już mam dość tego podjadania domu 🙂
Ruszam więc! Tylko jeszcze tak refleksyjnie po-powrotowo o tym co muszę pamiętać zabierać na kolejne wyjazdy w góry z dziećmi. Przede wszystkim sukienki i spódniczki są niepotrzebne. I dresikowe spodenki. Potrzebne są kombinezony (spodni przydało by się po 2 sztuki) i co najmniej dwie pary zimowych butów dla każdego dziecka i każdego dorosłego. Jak się nasypał śnieg to buty lądowały z gazetami w środku na piecyku, ale na zewnątrz trzeba było przecież wychodzić. Potrzebny jest zapas szalików, czapek i rękawiczek (powód ten sam). Niezbędne są skarpetki. Czasem rajstopy ratowało szybkie zdjęcie mokrych skarpetek. Fajnie, że wzięłam też dzbanek do herbaty bo robiłam jedną dużą herbatę, co w takich polowych warunkach, gdzie połowę pokoju zajmują suszące się rzeczy było ważne. Przydaje się też książka, ja z braku lektury połknęłam dwie książki Łucji 🙂
