Pamiętacie moje przeboje z wizytami po kolędzie? Wyobraźcie sobie, że właśnie zapukał ksiądz. Pierwszy raz chyba od pięciu lat 🙂 Dostaliśmy obrazki, życzył pokój i szczęście temu domowi i przestraszył się psa. Ach, i zapytał się co to za zespół ma Łucja na koszulce (ma One Direction) i że go nie zna. Ale my też nie znamy, po prostu w outlecie były takie koszulki i wydawały mi się solidne jakościowe więc wzięłam (do czego też się przyznałam 🙂 Bardzo pozytywna taka wizyta 🙂 Psuje się wszystko po kolej ze starego życia, ale nowe puka coraz głośniej.
Dziś wielkie szykowanie do jutrzejszej imprezy. Zmienia się formuła. Nie będzie kilkudaniowego obiadu, chociaż będzie danie jednogarnkowe zrobione wcześniej, które będzie można podgrzewać i którym zostanie uraczony każdy chcący. Dla dzieciaków będą naleśniki, no i oczywiście duży tort. Powód takiego minimalizmu jest prosty – słabo się sama wyrabiam i zwyczajnie nie dam rady sprzątać i odpalać kolejne potrawy, tak by na 14-stą wszystko było tip-top. Dekoracje przygotowaliśmy już dzisiaj, a goście są zaproszeni od 13-stej. To będzie PIERWSZE spotkanie na którym wszystkim będą jawne fakty, no i jestem pewna obaw. Nowy układ likwiduje siedzenie przy stole, zakładam więc, że uwaga skupi się wokół bawiących się dzieci. Zobaczymy jak to wyjdzie!
<<><>>
Wyleciało mi to z głowy przed świętami, ale to ważne, więc piszę 🙂 Temat być może kojarzycie z telewizji. W minionym roku Atlantyk w kajaku przepłynął Olek Doba. Gość ma 67 lat i jest nominowany przez National Geographic na podróżnika roku. Co niezłe gość wypłynął z Polski zupełnie anonimowy, a jak dopłynął do Ameryki to urządzono mu na powitanie niemalże paradę. Nie stali za nim żadni sponsorzy, albo wielkie organizacje. Miał pewnie dużo szczęścia, ale taka odwaga i upór to cechy unikatowe. Na stronie NG możecie na niego głosować.
