
Do dziadków na taras przychodzą kotki. Przychodziła mamusia, potem przyprowadzała na wiosnę jedną małą kotkę, a teraz przychodzą trzy małe kociaki z kolejnego miotu. Położyłam im do donicy do której wskakują polarowy kocyk Sziwy. Zawsze to będzie im cieplej. Dzikusy z nich straszne, dotknąć czy pogłaskać się tego nie da, ale jak są głodne, to stoją pod drzwiami i miauczą by je nakarmić. A ponieważ jest ich trzy, to dzieciaki się nimi „podzieliły”…
Łucji jest elegancki, lecz najbardziej strachliwy biało-czarny i panna nazwała go ŁUCJA 🙂 Lili jest biało-pręgowany, który jest bezimienny, ale wiadomo o nim, że choć najmniejszy, ma największy apetyt. Jak Lilka. Mieszko wybrał sobie ciemno-pręgowanego (ten zwinięty rulon na pierwszym planie) i nazwał go Bronziu :)) A przed wyjazdem powiedział babci:
- Nie możemy mieć kotów, bo mamy psa, więc TY karm NASZE koty.
I wyjechaliśmy:) Się zjeździłam na te święta, ale warunki drogowe nie były złe, więc dało radę. Waliza już rozpakowana, dzieciaki z tatinem pojechały na basen, a ja powoli zaczynam myśleć o kolejnej imprezie, bo za kilka dni urodziny Mieszka! 🙂
