Ruszyliśmy z warsztatami. W piątek zapisałam obie panny na dodatkowy angielski a w poniedziałek jadę do GOKu zapisać na balet (już gadałam telefonicznie i miejsca dla nas są). Jesteśmy też na liście rezerwowej na basenie, bo może uda się wcisnąć Łucję na naukę pływania o czym marzy.
A dziś pojechaliśmy na zajęcia. Fotorela (i update wpisu) jak dostanę zdjęcia, ale było fajnie. Już dwa tygodnie temu panny mi brzęczały, że nic ciekawego się nie dzieje i że się w weekendy nudzą, więc skoro one chciały to pomyślałam, że to warto zacząć!
<><>
I up skoro są foty!
Zajęcia dotyczyły kosmosu. Gwiazd, nieboskłonu i czarnych dziur we wszechświecie. Zadaniem dzieciaków było skonstruowanie stroju gwiezdnego przybysza. Kosmity, ufoludka lub istoty przyszłości. Do dyspozycji mieliśmy nieskończoną ilość folii aluminiowej, rurek, kabli i naklejek. Co ważne wszystko było białe lub fluo i doskonale świeciło w ultrafiolecie. Skonstruowaliśmy też makietę kosmosu ze spadającymi gwiazdami i talerzami ufo, która została zawieszona i pod nią przeniosły się zajęcia i gwiezdny wykład!

Wyżej w prawym rogu macie fragment Łucji i Mieszka. Panna zrobiła sobie spódnicę z białej bibuły, pasek z taśmy klejącej i białych guzików, naszyjnik i aluminiowe buty. Niżej wieszanie folii.

I wersja neo. Obie panny mają bluzki w paski, koło Lilki stoi Mieszula z tubami z kartonu na plecach, które udają butle z tlenem. Ta sylwetka po prawej stronie Lili poza „namiotem” to ja 🙂

I już wykład:

I na zakończenie wersja w „pełnym słońcu” tych dzieciaków, które chciały zdjęcie pamiątkowe (tak, dobrze widzicie, Lilka nie chciała 🙂
