Lubię jesień. Wiem, że powtarzam to co roku, ale lubię, lubię naprawdę. Wiem o tym chyba od momentu, kiedy nie dotyczy mnie rok szkolny, ale tak naprawdę jesień zawsze mi odpowiadała. Mogę np.pracować w ogródku. Wiosną i latem nie mogę włożyć rąk w krzaki by nie zaczęły mnie swędzieć. Kicham i prycham przez kilka miesięcy, gryzą mnie komary i atakują pająki. A potem zaczyna się wrzesień, pojawiają się cudowne poranne mgły (mogę oddychać!) a po kilkugodzinnym wytrząsaniu krzaczków z ziemi, przycinania i pielenia nawet oczu nie mam zaczerwienionych. Nie męczy mnie słońce i upały, a na dodatek rozsmakowuję się w coraz to nowszych odmianach jabłek. Chce mi się spacerować, czuję przypływ energii i mocy 🙂
Ach no i zabrali mi dziś biurko po dziadku 🙂 Po ostatnim remoncie, kiedy z pokoju dziewczyn wyleciała na poddasze szafka pojawił się problem co zrobić ze starym biurkiem, które zajmowało dotychczasowe miejsce szafki na strychu… Obfotografowałam i wrzuciłam na tablicę (olx) do kategorii oddam. Wiem, że to rupieć, no ale trzymał parametry art-deco jako mebel kupiony w latach ’60 no, a jako, że to jednak mebel był po dziadku, powstało przy nim wiele genialnych pomysłów, to tak żal mi było porąbać i do śmieci wielkogabarytowych. Dwa tygodnie była cisza, a wczoraj wieczorem odezwał się koleś czy to jest aktualne. I dziś przyjechali 🙂 Dwóch młodych architektów, których zapytałam po co im to? Odpowiedzieli, że oni to przerobią i to jest super retro mebel 🙂 Bardzo mnie to cieszy, że ktoś też tak uznał :)))

