
Dziadki się przeprowadziły. W poniedziałek odebrały klucze do nowego lokum i rozpoczęli zaplanowany proces przeprowadzkowy. Spokojnie, nic na szybko, potrwa to z pół roku, ale nieodwołalnie. Dziś do Lutki pojechałam. Trochę na okrętkę, zahaczając o autostradę wyszło 50 km. Nie mało, ale mniej to niż dotychczasowe 250. Tym bardziej, że wracając wybrałam już trasę najkrótszą i wyszło 32.
Nowa baza jest ładna, choć nie podobają mi się kolory… Lutce też się nie podobają, więc prace malarskie już ruszyły. My z Diablim też mamy mieć swoje pięć minut z pędzlem w sobotę. Dom jest podobny to poprzedniego, choć nie tak dopracowany w detalach 🙂 Tym jednak bym się nie martwiła, bo Lucia już zakasała rękawy 😉 Wielki chaos jest również w ogródku. Babcia coś tam sobie nawet już zaczęła dłubać, ale jak zobaczyłam jak to wszystko jest porośnięte to ustawiłam się z nią, że we wtorek przywiozę jej robotników. Przekopią, powyrywaja i poprzycinają. Bo na razie to jak na to patrzysz to nie wiadomo z której strony się za to zabrać.
Dziś podjechałyśmy do gminy po worki na śmieci (a ja wywaliłam żelazko i toster, które woziłam od dwóch tygodni poszukując elektrozłomu 🙂 i najbliższych sklepów. Dostałyśmy też harmonogram wywozu wielkogabarytowych, więc polecą też jakieś graty po poprzednich właścicielach 🙂 Dobre takie mocne zmiany :))
<><>
Panny się zaczynają mylić koleżankom 🙂 Wiedziałam, że to nastąpi, ale że już?? Dla mnie one są zupełnie różne. Wczoraj na stołówce koleżanka Łucji pomyliła Lilę z nią, a dziś kolega Lili z przedszkola uznał Łucję za Lilę 🙂 Niezłe :)))
