Mój:
Jechałam autem i przeleciał nade mną samolot (Asian Airlines). A potem leciał kolejny, który wywijał beczki. I bęc! Runął po prawej stronie drogi. Zatrzymałam auto, zastanawiając się czy potrzebna jest moja pomoc. Ale wszyscy mieli się dobrze w tym samolocie i wychodzili szczęśliwi, że dostali jeszcze jedną szansę. A ja ich częstowałam biszkoptami marki SAN :)), bo takie akurat miałam w aucie. I o mały włos spóźniłabym się na własny samolot…
Lila:
„Jechałam na rowerze i przede mną wylądował samolot. Wychodziły z niego biedronki i wkrótce zapełniły całą łąkę.”
Mieszko:
„Śniło mi się, że leciałem samolotem. Do Paryża, albo do Austrii”
Łucja:
„Śnił mi się wielki tort, który zajął cały pokój!”
Niezłe 🙂 Pomijając słodyczowe fantazje panny Ł, w trzech łóżkach podobna wizualizacja?
<><>
Zrobiłam dziś wielką rzecz. Wywaliłam wycinki turystyczne i foldery, które gromadziłam latami. Zajmowały sześć plastikowych pudeł, posegregowane w skoroszyty, teczki i koszulki. Było to dla mnie tyle cenne, że Diabli proponował bym to sobie poskanowała. Rzeczywiście czasem się przydawały, lecz zajmowały metry miejsca… Dziś je po prostu wywaliłam. Zostawiłam mapy, a reszta poleciała. Taka ulga, że nie macie pojęcia 🙂
A szkoła i przedszkole trwają. Dziś rano było szybkie kompletowanie piórnika. Bo uwaga: LILKA we wtorek (PIERWSZY DZIEŃ SZKOŁY) zgubiła piórnik :DDD Ten specjalnie dobrany do plecaka. Więc przed nami kupno kolejnego, bo ubiegłoroczny po Łucji, który wzięła dziś się rozpada. 🙂
