Na dzień chłopaka…

Zaniosła Lila do szkoły gadżety do robienia kartek dla chłopaków z klasy. No dobra, ja zaniosłam za Lilę 🙂 Bo to ja zaproponowałam na zebraniu by dziewczynki zrobiły dla chłopaków kartki. Tę rękodzielnicze zabawy wydają mi się lepsze niż kupowanie kolejnej zabawki czy notesika z klasowego budżetu. 

<><>

Panny bacznie obserwują Mieszka. Łucja zauważa:

  • Mieszko, masz dużego siusiaka. Chce Ci się siku?
  • Nie. Tylko się bawiłem 🙂

internet przy zadaniach domowych

W poniedziałki panny mają na drugą zmianę więc wychodzimy z domu ok 10:30. Jak odwiozłam Mieszka, kupiłam po drodze bułki (plus zdobyłam kolejnego zwierzaka na przylepcu 😉 i weszłam do domu (9:30) Łucja mi zakomunikowała:

  • Mamo, ja na dziś miałam wierszyk.
  • No i co z tym chcesz zrobić?
  • Zapomniałam, ale się nauczę.
  • Kiedy?
  • Na świetlicy.
  • Na świetlicy będziesz raptem godzinę. Może półtorej. Dasz radę?
  • Tak.

Luknęłam więc na wierszyk i odkryłam, że jednak NIE da sobie rady :)) Ale jak go czytałam, to coś mi zabrzęczało w głowie… No tak! Minimini zrobiło z tego przebój ze trzy lata temu i powinno być gdzieś w wersji muzycznej. I było. I na śpiewająco w pół godziny wierszyk opanowałyśmy. Wklejam Wam, bo to kolejny świetny przykład, że warto posiłkować się netem przy zadaniach domowych. Tak jak kiedyś pisałam, że lektury pierwszoklasistów najlepiej ściągnąć w formie pdf-a i wydrukować, zamiast tracić czas na szukanie i pożyczanie, tak niektóre wierszyki są w wersji śpiewanej. Danuta Wawiłow: Szybko

łykendowa zajęciówka

Ruszyliśmy z warsztatami. W piątek zapisałam obie panny na dodatkowy angielski a w poniedziałek jadę do GOKu zapisać na balet (już gadałam telefonicznie i miejsca dla nas są). Jesteśmy też na liście rezerwowej na basenie,  bo może uda się wcisnąć Łucję na naukę pływania o czym marzy. 

A dziś pojechaliśmy na zajęcia. Fotorela (i update wpisu) jak dostanę zdjęcia, ale było fajnie. Już dwa tygodnie temu panny mi brzęczały, że nic ciekawego się nie dzieje i że się w weekendy nudzą, więc skoro one chciały to pomyślałam, że to warto zacząć! 

<><>

I up skoro są foty!

Zajęcia dotyczyły kosmosu. Gwiazd, nieboskłonu i czarnych dziur we wszechświecie. Zadaniem dzieciaków było skonstruowanie stroju gwiezdnego przybysza. Kosmity, ufoludka lub istoty przyszłości. Do dyspozycji mieliśmy nieskończoną ilość folii aluminiowej, rurek, kabli i naklejek. Co ważne wszystko było białe lub fluo i doskonale świeciło w ultrafiolecie. Skonstruowaliśmy też makietę kosmosu ze spadającymi gwiazdami i talerzami ufo, która została zawieszona i pod nią przeniosły się  zajęcia i gwiezdny wykład!

Wyżej w prawym rogu macie fragment Łucji i Mieszka. Panna zrobiła sobie spódnicę z białej bibuły, pasek z taśmy klejącej i białych guzików, naszyjnik i aluminiowe buty. Niżej wieszanie folii.

I wersja neo. Obie panny mają bluzki w paski, koło Lilki stoi Mieszula z tubami z kartonu na plecach, które udają butle z tlenem. Ta sylwetka po prawej stronie Lili poza „namiotem” to ja 🙂

I już wykład:

I na zakończenie wersja w „pełnym słońcu” tych dzieciaków, które chciały zdjęcie pamiątkowe (tak, dobrze widzicie, Lilka nie chciała 🙂

 

Nie minęło jak jeden dzień

Dzisiejszy dzień jest ważny. Jest słonecznie, do kin weszła Pszczółka Maja (o paradoksie, to ulubiona bajka mojego dzieciństwa), schodzi mi mały paznokieć u lewej nogi i jest mi dobrze. Dokładnie kilka minut po ósmej rano skończyłam 40 lat. Na tę okoliczność zrobiłam sobie test na menopauzę (jeszcze nie teraz i Lutka mnie uspokoiła, że nas to dopada kawałek po 50-tce) i test „ile lat ma Twoja dusza”. Tego drugiego nie ukończyłam, bo po pierwszym pytaniu, kiedy sama dla siebie kupiłam sobie soczek w kartoniku, przyszło kolejne: które ze słodyczy lubię najbardziej? Do wyboru miałam żelki, pianki, gumę do żucia i twardą czekoladę. A jako, że lubię to ostatnie to zdałam sobie sprawę, że wynik testu może mnie nie zadowolić 😉 Kupiłam też sobie mocny krem na noc i nową szminkę.

 

Nie minęło jak jeden dzień. Właściwie to mam wrażenie, że moimi przygodami można by obdzielić kilka osób, albo przynajmniej dokładnie wypełnić stuletnie życie. I cały czas dzieje się dużo. Bardzo mnie cieszy, że ostatnio nauczyłam się sobie dogadzać. Kupić kawę na stacji benzynowej, albo fast fooda, nie kalkulując, że za chwilę będę w domu. Odkryłam w tym roku, że lubię masaże i że mam już całkiem duże dzieci, które mi bardzo pomagają. Mam jakieś tam plany, ale nie lubię za dużo patrzeć do przodu. Podobnie jak do tyłu… Ciekawi mnie co dzieje właśnie teraz. A teraz stukam na kompie, za chwilę pakuję nas na basen, a potem dam się zabrać do knajpy. I to jest najważniejsze. Magia cyfr, magia dat. Pierwszy dzień nowego życia :))

<><>

update o 18

Warto zaznaczyć, że obiadowa miejscówka była niezwykła. To takie miejsce gdzie podają frytki z kalarepki, a ponad połowa nazw dań z niedużego menu nic mi nie mówi ;)) Zjadłam grasicę cielęcą z chipsami z kalafiora podanego na cielęcym jusie (ha, wiem, dla WAS to TEŻ enigma 😉 oraz zupę dyniową z kalmarami i kawiorem z imbiru (??). A dania pozostałych członków rodziny były równie tajemnicze (Diabli miał lody z rukwii wodnej ;)). I powiem Wam, że to było… ciekawe :))

Make my day

Jest taki piosenkarz z Seulu Taeyang Serana. To postać dość kultowa (choć on raptem ’88 rocznik), bo nawet posłużyła za wzór kolekcjonerskiej lalki w stylu manga. Trafiłam na niego wczoraj podczas wieczornego internetowego ciągu. I  sprawdziłam, jak on śpiewa. I co. Śpiewa głównie po koreańsku, ale wiele piosenek ma tłumaczenie angielskie.

I otóż w jednej gdy śpiewa o dziewczynie swoich marzeń słyszymy: będzie lubiła jeść mój smażony ryż 🙂 Jaka to jednak co kultura to wszystko podobne i inne jednocześnie 🙂

Czas pędzi jak ekspress do Memphis

Smażone, zielone pomidory, aut. Fannie Flag

Mieszko miał w przedszkolu atrakcję:

  • A dziś w przedszkolu była policja!
  • Niemożliwe!!! Prawdziwa? 
  • Tak! I widziałem lizak!
  • Taki drogowy?
  • Tak. I kajdanki! I nawet kamizelkę!
  • Super. Podobało Ci się?
  • Tak!
  • A wiesz, że pewnie jeszcze kiedyś strażacy przyjadą?
  • A karetkarze?
  • Ci co jeżdżą karetką? Nie wiem. Ale strażacy pewnie przyjadą wozem strażackim! 🙂

<>

Szałowa jest 12 seria minifigsów 🙂 Zmacałam świnkę, ale mam ochotę jeszcze na mroczną pannę z misiem i błazna z kartami :)) A oglądaliście tegoroczne klockowe kalendarze adwentowe? Tematem jest jedzenie. Friendsi z patelenkami, a city z wielką wyżerką. Super!

Co kolejny dzień to jakaś nowa atrakcja :)

  • Aspargar to raczej nie jest… Chociaż niepokojąca jest ta nienaturalnie wielka wyobraźnia. Podejrzewam coś innego…

Zaczęła psychiatra nad Lilką na dzisiejszej wizycie. Panna Liliana bardzo dobrze rozpoczęła rok szkolny, ale do ideału cały czas daleko. Na dzisiejszym, zaplanowanym jeszcze w maju, spotkaniu padło natomiast słowo: mutyzm. Chodzi o to, że Lilka ignoruje próby nawiązania kontaktu ze strony większości osób 🙂 Klasa odpowiada za nią „jestem”, Łucja mówi co Lila ma na myśli, a wszyscy starają się zgadnąć o co jej chodzi, bo ona sama nie powie, albo powie bardzo cicho, tak by trzeba było po niej powtórzyć:) Takie coś zdarza się to u wszystkich dzieci, ale jeżeli sytuacja utrzymuje się powyżej trzech miesięcy, to dziecku jest bardzo trudno wrócić do stanu poprzedniego.

Jest cały cykl porad i zachowań dla nas (rodziców) by dziecko z tego wyprowadzić. Przede wszystkim nie odpowiadać za nią! Tego nie należy robić zresztą nigdy. Btw. z dokańczania słów za dzieci bierze się jąkanie i nieśmiałość. Trzeba pozwolić dzieciom mówić! Co jeszcze mamy zrobić dowiemy się gdy stawimy się na terapii całą rodziną :))) Bo potrzebne jest określenie jaką rolę zajmuje Lila w naszym stadzie :)) Wspólne spotkanie na kozetce mamy zarezerowowane pod koniec listopada :))

 

<><>

Pies wykąpał mi się w cemencie na pobliskiej budowie 🙂 Nie tułow, lecz łapy. CAŁE!!!! Wpadła najpierw tylnymi łapami, więc ją wyciągnęłam, lecz ona taka oszołomiona postanowiła przeskoczyć przez rów ponownie i tym razem zanurkowała przednimi łapami. Część cementu zmyłam zimną wodą przed domem, ale grudki będą razem z sierścią do wiosny chyba wychodzić :)) No i wygląda bardzo szykownie w szarych rękawiczkach na czterech łapach :))

pierwszy męski równoletni wzorzec…

  • Mamo, a Olek nie myje zębów, bo chce mieć zarazki! 🙂

<>

Odebrałam dziś Karty Dużej Rodziny. Graficznie to szału nie ma, ale fajnie jest je mieć. Muszę w wolnej chwili rozkminić gdzie to one mi się teraz przydadzą, ale już pobieżny zwiad pokazuje, że lista przywilejów nie jest jeszcze duża :/ Aaale, nie narzekajmy, bo stale rośnie i co nowa aktualizacja to są kolejne punkty ze zniżkami 😀 Mam np. nadzieję, że obejmie wszystkie parki narodowe i większość muzeów. Fajnie by na liście znalazły się kina, baseny czy galerie albo wejścia na zamki. Nieźle, że Balice się włączyły, ale gdyby doszły linie lotnicze to by dopiero było odlotowo!

<><>

Lila rozwiązuje jakąś mak-ową książeczkę. Błyskawicznie pokonała sudoku z misiami i przeszła do plątaniny „ścieżek”. Która misiowa mama najszybciej  dojdzie do synka? Trzy mamy misie na krawędziach strony i jeden mały miś pośrodku. I co zrobiła Lila?

  • Zacznę od misia, bo tak musiałabym sprawdzać każdą mamę. 

!!! Niesamowite. Jestem pewna, że w jej wieku jechałabym po tych poplątanych ślaczkach tak długo, aż namierzyłabym od której mamy biegnie prawidłowa droga! A ona od razu zaczęła od drugiej strony, co przecież na logikę jest oczywiste! 🙂

Dziś równonoc jesienna!

Miałam dziś przerwę produkcyjną (są sprawy, których nie podgonię), więc wyjęłam maszynę :)) Obszyłam tkaninę z krabami, z której powstał rewelacyjny obrus piknikowy (po prostu wyszedł mi z tego skrawka przypadkiem kwadrat 🙂 I przygotowałam sobie stanowisko z czerwonym polarem do projektu o którym będzie wkrótce więcej 🙂

Mieszko opowiada mi swoje przygody:

  • Wiktor powiedział mi: zgniłe jajo!
  • To strasznie nieładnie! A co Ty mu odpowiedziałeś?
  • Bułka z masłem!
  • To nieźle mu powiedziałeś! :))

Oda do jesieni

Lubię jesień. Wiem, że powtarzam to co roku, ale lubię, lubię naprawdę. Wiem o tym chyba od momentu, kiedy nie dotyczy mnie rok szkolny, ale tak naprawdę jesień zawsze mi odpowiadała. Mogę np.pracować w ogródku. Wiosną i latem nie mogę włożyć rąk w krzaki by nie zaczęły mnie swędzieć. Kicham i prycham przez kilka miesięcy, gryzą mnie komary i atakują pająki. A potem zaczyna się wrzesień, pojawiają się cudowne poranne mgły (mogę oddychać!) a po kilkugodzinnym wytrząsaniu krzaczków z ziemi, przycinania i pielenia nawet oczu nie mam zaczerwienionych. Nie męczy mnie słońce i upały, a na dodatek rozsmakowuję się w coraz to nowszych odmianach jabłek. Chce mi się spacerować, czuję przypływ energii i mocy 🙂

Ach no i zabrali mi dziś biurko po dziadku 🙂 Po ostatnim remoncie, kiedy z pokoju dziewczyn wyleciała na poddasze szafka pojawił się problem co zrobić ze starym biurkiem, które zajmowało dotychczasowe miejsce szafki na strychu… Obfotografowałam i wrzuciłam na tablicę (olx) do kategorii oddam. Wiem, że to rupieć, no ale trzymał parametry art-deco jako mebel kupiony w latach ’60 no, a jako, że to jednak mebel był po dziadku, powstało przy nim wiele genialnych pomysłów, to tak żal mi było porąbać i do śmieci wielkogabarytowych. Dwa tygodnie była cisza, a wczoraj wieczorem odezwał się koleś czy to jest aktualne. I dziś przyjechali 🙂 Dwóch młodych architektów, których zapytałam po co im to? Odpowiedzieli, że oni to przerobią i to jest super retro mebel 🙂 Bardzo mnie to cieszy, że ktoś też tak uznał :)))