Prawda jak to dobrze brzmi? Prawie tak dobrze jak „mój dietetyk”, czy „mój trener”… W sensie personalny, nie? No więc byłam na masażu… Wcale się nie wybierałam, ale wyszło jak wyszło. Sąsiadka zrobiła drugi stopień masażu i rozdała nam ulotki. Z sąsiedzką promocją do końca czerwca… Kupiła łóżko do masażu i zrobiła na poddaszu gabinet. I nie zamierzałam iść. W sumie to mamy tanie państwo, akcję dusigrosz, zbieranie środków na drugie auto, moją firmę, no i wakacje…
No, ale Ania to taki dobry człowiek, parę razy nam w sprawach administracyjnych osiedla pomogła i Lutka jak usłyszała, że mam po sąsiedzku masażystkę wykrzyknęła: Musisz iść! Dla dobra kontaktów sąsiedzkich!
Bardzo fajnie było 🙂 Wyszłam tak pozytywnie naładowana i odprężona, że nawet mocowanie uchwytu na rowery do klapy auta mnie nie spięło… A wierzcie mi… łatwo i miło nie było 😉
<>><<>
Łucja wałkuje ze mną temat imprezy. Stwierdza:
- Nie do końca byliśmy przygotowani…
- Ale i tak wszyscy wychodzili z przeświadczeniem, że to była impreza ich życia.
- No bo ONI nie wiedzieli, jakie mieliśmy plany. 😉
