
Się chmurzyło, chmurzyło, ale jak goście się zeszli, to słońce zabłysło i na czas imprezy była patelnia 🙂 Żeby było lepiej, pół godziny po wyjściu ostatniego gościa lunęło tak, że hej!
Impreza się udała. Było kilka patentów z lat poprzednich, ale były też nowości. Np. postanowiłam, że nie będzie chrupaków, żelków i czipsów. Tak, tak, zrobiła na mnie wrażenie mama z urodzin w ubiegłym tygodniu. Upiekłam wybitne ciasto kruche z rabarbarem i pomarańczami, zrobiłam kilka pojemników tęczowych galaretek, jakieś tam rogaliki z ciasta francuskiego, a jedna mama przyniosła kosz letnich owoców: malin, truskawek i czereśni. Zgodnie z myślą ekologiczną nie było też jednorazowych kubków i sztućców 😉


Były balony, basen i zjeżdżalnia, ale to ostatnie nie podłączone do tego drugiego 🙂 Bałam się, że to jednak za zimno 🙂 Źle się bałam, bo wodą się chlupano bez granic 🙂



Były zawody. Dyscyplin wymyśliłam pięć, ale jedna nie wypaliła. Król Szczura, czyli skakanie przez kręcącą się przy ziemi skakankę. Po prostu to dość jednak jest bolesne, więc szybko usunęłam z programu 😉 Pozostałe to było: NAJLEPSZY LINOSKOCZEK, czyli chodzenie po „linie”, czyli kresce na asfalcie. Ale chodzenie z zasłoniętymi oczami!

Był SZTUKMISTRZ GRACJI, czyli pokonanie wyznaczonej trasy, nie dość, że najszybciej to jeszcze z woreczkiem gimnastycznym na głowie (tak, tak, to TE woreczki i ONE były prezentami dla gości na odchodne). Co ciekawe starty w ramach tej konkurencji były wielokrotne i za każdym razem wygrywał ten sam CHŁOPIEC, który zresztą jest zapalonym piłkarzem 🙂 Znaczy się Gracje powinny grację ćwiczyć! 🙂


Dyscyplina MISTRZ KOLORÓW polegała na narysowaniu trzech dowolnych kolorów kredą i potem na hasło start szybkim znalezieniu trzech przedmiotów w otoczeniu właśnie w tych kolorach!

I był RZUT BALONEM z WODĄ. To było już rok temu, ale to świetne jest. Liczy się balon, który nie tylko daleko upadnie, ale się też oczywiście rozbije. Modyfikacja do ubiegłego roku była taka, że balony PRZYGOTOWAŁAM dzień wcześniej. Uniknęłam dzięki temu zalanej łazienki.



Tadam!!!

Była lodziarnia obsługiwana przez Łucję. Tegoroczna modyfikacje: brak cukrowych posypek, a w ich miejsce polewa z kajmaku (wymieszałam z odrobiną śmietanki i podgrzałam).


A na koniec wiedziałam, że miało być jeszcze coś, ale nie mogłam sobie przypomnieć co… Kazałam więc dzieciakom ułożyć się w napis LATO… A to co miało być przypomniało mi się jak już wszyscy wyszli :))) Zrobię to więc za rok! 😉


