
- Mamo…
- Czy ja jestem duży czy mały?
- Jesteś moim małym chłopcem! Albo za to bardzo pięknym i bardzo mądrym!
- A czy ja mogę dostać mleko do butelki? Wypiję je w łóżku?
- Możesz. Jak znajdę jakąś butelkę.
Znalazłam. Pewnie to super nie pedagogiczne, ale znalazłam, zagotowałam i zaniosłam. Rozgadał się dalej:
- A potem będziesz ze mną spała?
- Może. Może na chwilkę się koło Ciebie położę.
- Aha. Ale nie na długo, bo ja się zsikam.
- A może tym razem na nocnik?
- Nie, bo ja jestem malutki.
- To ja do Ciebie NIE przyjdę, bo nie lubię spać na mokrym.
Zobaczymy czy fortel zadziała… Bo Mieszko od dwóch tygodni postanowił w nocy zacząć sikać. Nie wiem czy to jakaś faza na chęć bycia malutkim, ale kubeł z praniem jest ciągle pełny. Bo przecież podkłady czy wszystko inne wywala w nocy z łóżka. Że niby taki malutki 😉
<><>
Strasznie jestem dumna z mojego kwiatkowego pomysłu. Wymyśliłam, że panny na te różne końce roku będą dawać małe bukieciki. I taniej, i ładniej i w sumie takie małe dziewczynki z wielką wiąchą to wyglądają średnio. I nawet można do tego symboliczną bombonierkę dołączyć i też to nie przytłacza. Tylko nie wiedziałam, gdzie takie małe bukieciki kupić… Zajrzałam więc do przydrożnej kwiaciarni (przy mięsnym) 😉 i pytam:
- Może mi Pani taki bukiecik malutki zrobić? Z frezji, pachnącego groszku albo drobnych stokrotek z jakimś małym przybraniem? To dla córek bym chciała…
Mogła. Cenę dała za to jednocyfrową, więc od razu zapłaciłam za 4 😉 I powiedziałam, kiedy będę się po nie zgłaszać. Pierwszy bukiet był wczoraj na ostatnie zajęcia baletu (miał być gotowy na 16-stą), drugi i trzeci dzisiaj na 12-stą (zakończenie roku w przedszkolu), a czwarty na piątek na koniec roku Łucji (na 8 rano 🙂 Bardzo dobrze to wymyśliłam!

