Jest taki paradoks, że zakazy przynoszą skutek odwrotny. Np. nie pojawia się u nas w domu żywność „śmieciowa”… No dobra, jadają dzieciaki czasem w maku, ale nie ma ani czipsów, ani napojów gazowanych. A i same słodycze, co nie zawsze się udaje, są wkładane głównie do śniadaniówki, albo występują jako nagroda. Aaaale to nie działa tak, że dzieci tych smaków nie znają czy nie mają na nie SMAKA… A co gorsze, jak wchodzą gdzieś na urodziny i są te PRZYSMAKI, to ładują sobie garściami do kieszeni 🙂 Przenoszą cichaczem do mojej torebki, przekładają i idą do stolika zapełnić kieszenie na nowo… Straszne, nie? 🙂 A wiecie jak mi zawsze wstyd? :))
Na pierwszych urodzinach na które dziś trafiliśmy była SAMA ZDROWA żywność 🙂 Czyli wyłącznie soki i świeże owoce w ilościach ogromnych 😉 Tematem byli piraci, było więc poszukiwanie skarbów, morska bitwa na poduszki i animatorzy w pirackich outfitach… Równolegle maluchy skubały orzeszki i podjadały czereśnie…

Za to na drugich urodzinach czipsy już były! I ciasteczka :)) Tym razem bawiliśmy się w stadninie. Lilka nakarmiła (NIE BOJĄC SIĘ!) chyba wszystkie konie, karmiąc je chlebem ułożonym na otwartej dłoni. Panny jeździły, czesały kucyki i wysłuchały wykładu o zwierzętach. Łaziły puchate kury, a ja rąbałam herbatniczki i podjadałam pasiaste czipsy…

I przypomniałam sobie TEN smak czipsów bekonowych… Ależ ja je kiedyś uwielbiałam! I wracając zahaczyłam o sklep i sobie takie cichaczem kupiłam. Rozsiądę się zaraz z nimi i będę oglądać… Mundial? Nie! Drugi sezon House of Cards 😉 W sumie to nałogów nie mam, więc mogę sobie czasem takiego niezdrowego pojeść, nie? 🙂
