Wo-re-czki!

Pamiętacie materiał w groszki? Zagospodarowałam 🙂 Już dawno temu wiedziałam co z nim zrobię. Gdzieś przypadkiem trafiłam na rękodzielnicze woreczki gimnastyczne i zapragnęłam też takie zrobić. Jest tego w necie mnóstwo. Nazywają to woreczki sensoryczne, ale kojarzycie to na pewno z lekcji w-f-u. Mogą się różnić rozmiarami i kształtem. Wypycha się je grochem, kukurydzą, pęczkiem, gryką, ryżem i siemieniem lnianym. Można tak jak ja doszyć bawełniane taśmy z nadrukiem, albo dokleić pomponiki. Służą do ćwiczenia sylwetki: nosi się je na głowie, można rzucać do celu, albo zgniatać by ćwiczyć „percepcję dotykową”.

Tu macie chyba najfajniejszy tutorial. Ja do środka wsypałam groch łuskany (połówki). Jak stanęłam w sklepie przy kaszach to właśnie ten groch pociągnął za sznurki wspomnień. To on był w tych pierwszych woreczkach jakie pamiętam z przedszkola… Kupiłam 2,5 kg, ale zużyłam może kilogram. Wsypywałam za pomocą kuchennego lejka tak do połowy woreczka. Chciałam mniej, ale asystowała mi Łucja i powiedziała, że musi być do połowy, bo taki właśnie jest poziom pękatości szkolnych woreczków. Robi to się szybko. „Koszulki” zszyłam jeszcze w piątek (zostawiając dziurkę), przedwczoraj wsypałam, a tak zerkając na Peacky Blinders przez dwa wieczory zeszyłam. Zrobiłam ich trochę więcej, bo się wkrótce przydadzą… Ach, no i bardzo mi się podobają! 🙂