Jeż Jerzy w wersji real

Zamieszkał w ogródku jeż. Nie wiadomo skąd się wziął, bo z trzech stron inne ogródki, ale najprawdopodobniej przelazł do jednych sąsiadów, którzy graniczą z polem i mają trochę wyżej poziom, doszedł do nas i spadł. Pomyślałam, niech posiedzi chwilę i wyje ślimaki, ale jakiś taki mocno zestresowany był. Znajoma od zwierząt twierdzi, że jeże mają dobrą orientację i on zdawał sobie sprawę, że chodzi w kółko. Nawet śmietanki nie chciał jeść… Dziewczyny nazwały go Jerzy 🙂 I wczoraj wyniosłam go z Mieszkiem na pole. Chciałam go zagarnąć miotłą do wiadra, ale tak się wczepił w ziemię, że po prostu wykopałam go łopatą i przeniosłam z bryłą ziemi 🙂 

(to ta kulka między stołem a krzesłem)

<><>

A Lila miała w przedszkolu klauna. Miał być na Dzień Dziecka, ale na szczęście przeniesiono to na później. Za klauna co roku robi pan Tomek od korektywy, który był wielkim fanem Łucji, a teraz jest ogromnym miłośnikiem Lili. Zresztą z wzajemnością. Robił dzieciakom zwierzątka z baloników i Lila zażyczyła sobie żółtą żyrafę. Dostała. Lecz balonik jej pękł. A nie było zapasów baloników… Chociaż gdzieś tam w kieszeni znalazł się jeszcze jeden- zielony, balonik i Lila dostała zielonego słonia 🙂