Kajakowy Dzień Dziecka

Ależ ja lubię być nad wodą! Bardzo bym chciała by co roku udawało się zabrać dzieciaki na kajaki. By łapały wodniackiego bakcyla i by za parę lat można było z nimi NAPRAWDĘ popłynąć! Miejsce wybraliśmy te co rok temu, skład towarzyski też był zresztą zbliżony. Na miejsce dotarliśmy w sobotę, a powrót był dziś – w poniedziałek.

Popłynęliśmy nieźle -> Trasa była dwukrotnie dłuższa niż rok temu. Czas trwania to jakieś 3,5 h. Ja wiosłowałam z Łuczą, Diabli miał w trójce Lilkę i Mieszka. Na rzece było pusto, więc można było trzymać się za burty i dać ponosić nurtowi. Spotykaliśmy stada kaczek i grupy łabędzi z młodymi. Była też wycieczka z Niemiec (w wieku turystów z Niemiec podróżujących na Mazury), która płynęła dużą barką i nas dość konkretnie obfotografowała 🙂 To dobry sport, bo choć odcinek był sporawy, nic mnie boli, ani nie ciągnie. Rekreacyjnie przeforsować się trudno.

Atrakcją na Dzień Dziecka była natomiast wizyta w Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Jak byłam tam kiedyś z Krzychem to mam wrażenie, że zwierząt było więcej. Może pochowali je na 1-szego czerwca? Bo tam tłumy w tym dniu. Niemniej jednak dzieciaki miały fun nie z tej ziemi. Lilka tam oszalała i  POCAŁOWAŁA się nawet z jednym przedstawicielem fauny. A przewodniczka ją stale strofowała: Zwierzątka mają bardzo wrażliwy słuch – postarajcie się nie piszczeć :)))

I słów kilka o pogodzie. Nie wiem czym na to zasłużyłam, ale znowu trafiliśmy na super warunki. Było ciepło, choć nie upalnie, ale co najważniejsze NIE padało! Za to jak w niedzielę wieczorem zrobiliśmy ognisko (Łucja lubi ziemniaki, maluchy zjadły po DWIE kiełbaski!!!), na niebie ni stąd ni zowąd pojawiła się… tęcza! 🙂

Ależ mi żal, że kolejny spływ dopiero za rok… :)))